wtorek, 30 grudnia 2025

To, co przynosi szczęście i radość. "Złota Rybka" nie tylko dla dzieci.



Tę realizację można już uznać za klasykę. „Złota Rybka” wystawiana w Teatrze Lalek Arlekin w Łodzi to kameralna realizacja z morałem w reż. Mai Garmulewicz oparta na bajce Aleksandra Puszkina. Pomimo bagażu 8 lat, które minęły od premiery, ani trochę się nie zestarzała i nadal czaruje scenografią oraz świetną grą dwójki aktorów.



Opowieść o rybaku i złotej rybce to tradycyjna baśń ludowa poetycko przetworzona przez rosyjskiego pisarza, Aleksandra Puszkina. Jest chyba dość szeroko znana (w swoim czasie bajkę zilustrował Marcin Szancer) i ogólnie rzecz biorąc chodzi w niej o to, że chciwość nie popłaca. Nad brzegiem morza mieszka wraz z żoną rybak. Żyją biednie, połowy są marne, więc głodują. Pewnego razu rybak jak co dzień wyrusza na połów i tym razem udaje mu się złowić złotą rybkę, która oferuje spełnienie wszystkich jego życzeń w zamian za wolność. Początkowo pod wpływem nalegań żony i jej płaczliwych nalegań prosi rybkę o drobne rzeczy, ale przecież apetyt rośnie w miarę jedzenia. Żona rybaka, wciąż niezadowolona, domaga się coraz więcej: chce dworu i parobków, pałacu, bycia carycą, a nawet władzy nad morzem. Z każdym życzeniem chciwość kobiety rośnie do momentu, aż żłota rybka traci cierpliwość i odbiera rybakowi i jego żonie wszystko to, co im ofiarowała.


Fot. z archiwum Teatr Lalek Arlekin w Łodzi


Jednak „Złota Rybka” to nie tylko spektakl dla dzieci. Reżyserka Maja Garmulewicz kreuje bowiem przestrzeń, w której mitologia władzy i konsumpcji zostaje poddana subtelnej ale bezkompromisowej analizie. Nadal atrakcyjna wizualnie scenografia, oscylująca między minimalistyczną prostotą a symboliczną metaforą, tworzy kontekst dla bardzo uniwersalnej opowieści o utopii osiąganiu celów i zaspokajaniu nieograniczonych pragnień. A aktorskie kreacje Macieja Piotrowskiego i Emilii Dryi eksponują paradoksy ludzkiej natury: dążenie do pełni życia poprzez akumulację dóbr prowadzi niestety do entropii społecznej. Wszak splendor przypadł w udziale Żonie Rybaka, która po prostu wstydziła się tego, że jako caryca ma ubogiego męża. Zatem "Złota Rybka" to nie tylko po prostu bajka, lecz dyskretna diagnoza współczesności, zachęcająca widza do autorefleksji. Żywiołowe reakcje dorosłej części publiczności jednoznacznie wskazywały na to, że ten rodzaj przekazu i treści są nieobojętne także dla dorosłych.

Można na realizację Teatru Lalek Arlekin w Łodzi spojrzeć jeszcze od innej strony. W spektaklu lalka staje się metaforą człowieka, w tym konkretnie przypadku uwikłanego w sieć własnych pragnień i społecznych oczekiwań. Złota Rybka, będąca władczynią mórz i oceanów, jako obiekt pożądania demaskuje mechanizmy władzy - im bardziej człowiek pragnie kontroli, tym bardziej staje się lalką w rękach własnych iluzji. Może warto zastanowić się chwilę nad tym, czy to my sterujemy rzeczywistością, czy ona nami? A może po prostu warto doceniać to, co już mamy? A może to nie wielkie rzeczy przynoszą nam radość, tylko drobiazgi dnia codziennego i chwile spędzone z tymi, których kochamy?

Z czystym sumieniem doradzam rodzinne obejrzenie "Złotej Rybki" w łódzkim Arlekinie, dopóki jeszcze jest repertuarze. Tym bardziej, że spektakl nie tylko pobudza do refleksji i jest mądrze zrobioną produkcją familijną. Jest również świetny wizualnie (scenografia, kostiumy), ale i same lalki, muzyka i ruch sceniczny (ach te zmiany scenografii, doskonale zaznaczające upływ czasu) - są doskonałe.



Fot. z archiwum Teatr Lalek Arlekin w Łodzi


Fot. z archiwum Teatr Lalek Arlekin w Łodzi


Fot. z archiwum Teatr Lalek Arlekin w Łodzi


Fot. z archiwum Teatr Lalek Arlekin w Łodzi





***

Złota Rybka

-Aleksander Puszkin



Teatr Lalek Arlekin w Łodzi
Premiera: 10 września 2017 r., Scena kameralna


Realizatorzy:


Reżyseria i adaptacja: Maja Garmulewicz
Na podstawie tekstu Aleksandra Puszkina

Scenografia: Katarzyna Rynkiewicz
Kompozytor: Michał Makulski
Ruch sceniczny: Joanna Wolańska


Obsada:


Złota rybka, Żona - Emilia Dryja
Rybak - Maciej Piotrowski




poniedziałek, 8 grudnia 2025

"Dziadek do orzechów. Opowieść wigilijna" - świąteczna premiera baletowa w Teatrze Wielkim w Łodzi.


Miniona sobota upłynęła łódzkiej publiczności pod znakiem familijnych premier teatralnych. Niewątpliwie wyjątkowo widowiskową była przygotowana przez Teatr Wielki w Łodzi premiera spektaklu baletowego „Dziadek do orzechów. Opowieść wigilijna” w choreografii Youriego Vámosa. To dynamicznie tocząca się opowieść o świątecznej przemianie Scrooga, który przekonuje się, że nie pieniądze ale bycie dobrym dla innych przynosi prawdziwą radość życia. A wszystko to w otoczeniu pięknej scenografii i przy żywiołowych reakcjach publiczności po każdym z pokazów tanecznych prezentowanych przez solistów łódzkiej opery.


György Youri Vámos - uważany za jednego z najlepszych choreografów tworzących dramaty taneczne - ułożył choreografię „Dziadka do orzechów. Opowieści wigilijnej” do muzyki Piotra Czajkowskiego sporo lat temu. Polska prapremiera baletu Vámosa odbyła się w 2019 roku w Operze Wrocławskiej, a realizacja Teatru Wielkiego w Łodzi, której premiera odbyła się w minioną sobotę, 6 grudnia 2025 roku właściwie jest jej odwzorowaniem. Ten sam spektakl baletowy wystawiany jest obecnie także w Teatrze Narodowym w Pradze, w Operze w Lublanie oraz wspomnianej Operze Wrocławskiej, gdzie wciąż cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem.



Fot. J. Miklaszewska



To, że teatry chcą grać spektakl z choreografią Vámosa w ogóle mnie nie dziwi, biorąc pod uwagę niesłabnącą popularność tej realizacji i bardzo zgrabne połączenie dwóch „gwiazdkowych” opowieści w jedno libretto, w którym przeplatają się wątki z "Dziadka do Orzechów" E.T.A. Hoffmanna i "Opowieści wigilijnej" Ch. Dickensa. Osią narracji jest „Opowieść wigilijna” i przemiana Scrooge’a, który podczas snu rewiduje swoje życie i zaczyna doceniać wartość dobra czynionego innym. Sen natomiast nawiązuje do „Dziadka do orzechów” i składa się głównie z bardzo interesująco ułożonych i niełatwych do wykonania pokazów tanecznych.

Spektakl rozpoczyna się malowniczą sceną zbiorową. Zbliża się wigilijny wieczór i na ulicach panuje świąteczna atmosfera. Jedyną osobą, która się jej nie poddaje, jest bezduszny i chciwy lichwiarz Scrooge, który nawet teraz przypomina zadłużonym sąsiadom o ich niespłaconych kredytach. Święta cieszą za to jego księgowego - Boba Cratchita. Niestety ośmiela się żartować z ponurego usposobienia swojego szefa, w konsekwencji czego zostaje bez pracy i pieniędzy. Nie tylko nie może kupić świątecznego indyka, ale także Klara - jego córeczka - nie dostanie wymarzonego dziadka do orzechów w prezencie. Dziewczynka błaga Scrooge’a, aby w tej sytuacji to on podarował jej zabawkę. Jednak Scrooge w gniewie niszczy zabawkę, czym doprowadza dziewczynkę do łez. Od tej pory jawa miesza się ze snem i dzieją rzeczy nadprzyrodzone, prawdziwie bajkowe - jak to w snach często bywa. Scrooge wraca do domu i zasypia, ale czy rzeczywiście to, co teraz się wydarza jest tylko snem? Kiedy budzi się następnego ranka, jest już zupełnie innym człowiekiem i stara się naprawić zło, które innym uczynił.

Ciekawie poprowadzona narracja i - tym razem - bardzo dobre przygotowanie tancerzy od strony aktorskiej to niewątpliwie duże auty tej realizacji. I nie jedyne, bo przecież w tle mamy wyjątkowo pięknie zaprojektowaną scenografię Martina Černý’ego i bajkowe kostiumy Romana Šolca, w każdym szczególe pieczołowicie wykonane przez pracownie rzemieślnicze teatru. No i oczywiście oglądamy nieprzeciętną, bardzo ciekawie skomponowaną choreografię, która chyba sprawia tancerzom jeszcze jakąś trudność, co niestety podczas spektaklu było widać. Ale przecież warto mieć na uwadze to, że z czasem, ze spektaklu na spektakl, tancerze będą przecież swoje partie tańczyć z coraz większą swobodą. Tak skonstruowaną choreografię można zresztą zatańczyć tylko dobrze albo nie tańczyć jej wcale.

Wśród wykonawców moją uwagę przykuli szczególnie: Joshua Legge (brawo za grację, styl i prawdziwie piekielną energię), Alicja Bajorek (tańczyła z wielką delikatnością i kontrolowaną pasją) i Laura Ryngajło (ależ ta wróżka ma klasę!). Ale przecież doskonale wypadły również całe duety i partie zbiorowe. Świetny był taniec hiszpański, taniec rosyjski (brawo Chase Vinning!) czy wykonany z dużą dawką humoru taniec 4 Harlekinów. Piękny był walc w wykonaniu Marii Góralczyk i Giuseppe Stancanelli’ego. Oczywiście urzekające były Śnieżynki. Duet Klary i Księcia oraz ich pokazy solowe także robiły dobre wrażenie, choć przyznam, że momentami miałam obawy, czy przypadkiem któreś podnoszenie nie skończy się kontuzją tancerki. Na szczęście nic takiego się nie stało, jednak sądzę, że Yuki Itaya potrafi zatańczyć lepiej niż pokazał to tego wieczoru. Jego partie solowe natomiast bardzo mi się podobały. Dostrzegłam również jednego tancerza, który chyba znalazł się na scenie przez pomyłkę, bo raczej nie z powodu swoich umiejętności tanecznych, ale jego nazwisko pominę milczeniem. natomiast przyjemności oglądania spektaklu premierowego dopełniła orkiestra jak zwykle świetnie prowadzona przez Rafała Janiaka.

Mówiąc szczerze żal mi było – i chyba trochę jest nadal – „Dziadka do orzechów” G. Madii. Spektakl zachwycał czystością formy pod każdym względem. Myślę jednak, że „Dziadek do orzechów. Opowieść wigilijna” Vámosa jest równie urzekający a przy tym bardzo widowiskowy i doskonale wpisuje się w świąteczny klimat. Ma też świetnie rozpisane libretto. Przepiękna scenografia i kostiumy, doskonała muzyka i sceniczny rozmach są naprawdę imponujące i godne uwagi. To spektakl, którego nie można pominąć w swoich planach świąteczno-teatralnych.

Po wielokroć brawo.





***

DZIADEK DO ORZECHÓW. OPOWIEŚĆ WIGILIJNA
- Piotr Czajkowski


Teatr Wielki w Łodzi
Premiera: 06.12.2025


Realizatorzy:


Choreografia: György Youri Vàmos
Autor libretta: Balet Youriego Vámosa na podstawie E.T.A. Hoffmana i Ch. Dickensa
Kierownictwo muzyczne: Rafał Janiak
Dekoracje: Martin Černý
Kostiumy: Roman Šolc
Reżyser światła: Martin Bronec

Autor plakatu: Piotr Karczewski
Inspicjenci: Mariusz Caban, Karolina Filus


Obsada:


Scrooge: Nazar Botsiy
Klara Cratchit: Alicja Bajorek
Książę: Yuki Itaya
Bob Cratchit i Diabeł: Joshua Legge
Pani Cratchit i Wróżka: Laura Ryngajłło
Drosselmeier: Dawid Kucharski
Żona Drosselmeiera: Monika Maciejewska-Potockas
Rzeźnik: Koki Tachibana
Żona Rzeźnika: Valentyna Batrak
Dama z ostrokrzewem: Ekaterina Kitaeva- Muśko
Dama z kasztanami: Julia Sadowska
Piekarz: Agoston Barany
Żona Piekarza: Angela Albonetti
Dwie guwernantki: Sonya Shteyn, Claudie Lacquemanne
Bogata Dama: Stanislava Pincekova
Bobbie: Sebastian Olczyk
Oliver: Kinga Łapińska
Dzieci: Ilona Nesterenko, Sakurako Onodera, Natalia Jagodzińska, Oleksii Balitskyi, Samuele Sciotto, Paweł Kurpiel
Straże: Yuki Itaya, Chase Vining, Dominik Senator, Nathan Claridge
Duchy: Giuseppe Stancanelli, Nathan Claridge, Emanuele Bernardi, Koki Tachibana
Dzieci - śnieżynki: Eva Chatal, Natalia Jagodzińska, Sakurako Onodera, Piotr Promiński, Samuele Sciotto, Oleksii Balitskyi
Taniec hiszpański: Sonya Shteyn, Kata Ban, Gabriela Ignaszak, Claudie Lacquemanne, Joshua Legge
Taniec rosyjski: Chase Vining, Samuele Sciotto
Taniec chiński: Ekaterina Kitaeva-Muśko
Jackie: Kinga Łapińska
Harlekiny: Emil Tamborski, Emanuele Bernardi, Anton Arzhannikau, Oleksii Balitskyi
Duet orientalny: Valentyna Batrak, Koki Tachibana
Walc solo: Maria Góralczyk, Giuseppe Stancanelli, Sakurako Onodera, Emanuele Bernardi


Soliści, Koryfeje, Zespół Baletu, Chór Dziecięcy i Orkiestra Teatru Wielkiego w Łodzi
Uczniowie Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej im. Feliksa Parnella w Łodzi






poniedziałek, 1 grudnia 2025

Uwikłani. "Sprawiedliwie" w reż. Ewy Platt w Teatrze Nowym w Łodzi - recenzja

 

Najnowszy spektakl Teatru Nowego im. K. Dejmka w Łodzi to bardzo szczery i brutalny obraz lokalnej społeczności, w której bieda, przemoc i wyzysk jest na porządku dziennym. Przewrotnie, ale bez znieczulenia realizatorzy pytają o to, czym właściwie jest sprawiedliwość: manifestacją siły czy jedynie katalizatorem rozpaczy i bezsilności? Czy jest jakaś inna opcja? Listopadowa premiera spektaklu „Sprawiedliwie” w reż. Ewy Platt udowodniła, że warto pamiętać o wybitnych polskich autorach i ich dziełach, które pomimo upływu dziesięcioleci nadal pozostają aktualne.



Z jaką zatem historią tutaj się stykamy? Otóż młody chłopak, Jasiek stanął w obronie honoru Nastki, dziewczyny ze wsi, w której był zakochany. Co konkretnie zrobił? Pobił napastującego ją rządcę za co został skazany na trzy lata więzienia. Historia rozpoczyna się po roku odsiadki, gdy Jasiek ucieka z więzienia. Podczas ucieczki zostaje postrzelony przez strażników, ale ostatecznie udaje mu się dotrzeć do rodzinnej wsi. Matka otacza go troskliwą opieką i ukrywa nie tylko przed wymiarem sprawiedliwości, ale również przed mieszkańcami wsi, bo przecież Jasiek jest poszukiwany, okryty hańbą, ponownie grozi mu sąd i skazanie a sąsiedzi nie mają litości ani zrozumienia. Wprost przeciwnie - próbują wykorzystać desperację matki Jaśka a jego samego schwytać i... zlinczować. Sprawiedliwie?Atmosfera z minuty na minutę gęstnieje, a poczucie sprzeciwu wobec ludzkiej niegodziwości rośnie, ale - niestety - klęska Jaśka i jego matki w walce o dobre imię, godność i sprawiedliwość jest nieunikniona. Silniejszy wygrywa? Jakże to brutalnie współczesne!..


Fot. HAWA



Opowiadanie Reymonta zostało bardzo sprawnie przeniesione na scenę a przecież nie należy do najłatwiejszych, tak do zagrania, jak i odbioru, czego główną przyczyną jest język narracji oraz duże zagęszczenie napięć w relacjach pomiędzy bohaterami opowieści i ze względu na wielopłaszczyznowość tekstu literackiego. Niewątpliwie dużym plusem jest umiejętne wydobycie z treści opowiadania tego, co najważniejsze, aktualne, żywe i współcześnie nas dotykające. Realizatorzy podrzucają widzowi naprawdę poważne tematy do przemyśleń i dyskusji. Pytają o kondycję współczesnych społeczeństw, budowanie więzi i o ich jakość, o potrzebę władzy i manifestacji siły, o to, do czego może doprowadzić bieda czy wyzysk, czym jest cierpienie a czym tytułowa sprawiedliwość, odpowiedzialność czy uczciwość wobec drugiego człowieka. Cenne jest również to, że w spektaklu pojawiają się porządnie skonstruowane postacie o precyzyjnie, wyraźnie zarysowanych osobowościach. Przeczuwamy, że ta historia nie może skończyć się dobrze, ale – to jest bardzo przewrotne – do końca mając nadzieję na jakąś przemianę tej czy innej postaci czy po prostu ufając jej szczerości, która odmieni los kluczowych bohaterów tej bardzo zgrabnej adaptacji.

Ale nie wszystko podobało mi się w obszarze realizacji spektaklu. No bo z jakiego powodu widzimy na scenie zwłoki krowy, skoro Matka Jaśka kupuje milczenie Tekli maciorką? Nie dostrzegam tutaj jakiegoś sensownego uzasadnienia pojawienia się na scenie krowy. Równie dobrze mógł to być koń czy baran. Czemuś konkretnemu to miało służyć? Po drugie, język dialogów na wprost zaczerpnięty z opowiadania Reymonta zderzono z czasem nam współczesnym (telefony komórkowe i „sefliaki” Dziedzicowej, plastykowe krzesła ogrodowe, radio tranzystorowe, kostiumy), może z początkiem lat dwutysięcznych. Coś na zasadzie: Patrzcie, patrzcie, minęło sto lat a nic się nie zmieniło! Nie jesteśmy ani mniej ani bardziej cywilizowani! Wieś czy miasto a czasy nadal niczyje. Ale tak, taką artystyczną wizję czasów akceptuję. Problem zauważam w czym innym, a mianowicie w tym, że z tego powodu wkradło się tutaj dokuczliwe poczucie przesady i zamazania czegoś, co powinno być klarowne - zupełnie jakby realizatorzy nie mogli się zdecydować, w jakich czasach osadzić wydarzenia. A wystarczyłoby nieco uprościć język (uprościć a nie uwspółcześnić!) albo scenografię czy kostiumy osadzić bliżej czasu wynikającego z treści noweli „Sprawiedliwie”. I po trzecie, momentami przeszkadzały mi przedłużające się spowolnienia akcji. Podejrzewam, że miały skontrastować np. dynamikę poprzedniej sceny, albo może tu miało coś zadziać się w sferze emocjonalnej, ale moim zdaniem były to momenty zbędne. Natomiast nie uważam, żeby te mankamenty przesądzały o wartości tej realizacji. Traktuję je raczej drugorzędnie.

Ufność wobec tej czy innej postaci spektaklu – o czym wspomniałam wcześniej – jakaś wiara w jej naturalne dobro to zasługa nie tylko sprawnej dramaturgii i reżyserii, ale również świetnego warsztatu obsady spektaklu. Mnie najbardziej spodobali się Paweł Audykowski jako Sołtys, Magdalena Kaszewska jako Tekla i Michał Kruk jako Walek. Szczególnie Magdalena Kaszewska przykuwała moją uwagę. Ale mimo wszystko to przecież Matka, czyli Monika Buchowiec była postacią centralną tej realizacji. Na niej ogniskowały się wszystkie wydarzenia i działania pozostałych bohaterów tej historii, także jej syna – Jaśka. Zdeterminowana, gotowa na każde poświęcenie, skupiona, ale i pogodzona z cierpieniem w imię matczynej miłości... A jednak trudno było kibicować jej zabiegom o uratowanie syna przed ponownym aresztowaniem. Jasiek - zagrany przez Damiana Sosnowskiego – budził we mnie jednak pewien niepokój, wydawał się być nieprzewidywalny. Sosnowski doskonale pasował do tej roli. Generalnie wszyscy byli bardzo prawdziwi, wiarygodni w działaniach i emocjach. Nawet nieco neurotyczna Dziedzicowa (Katarzyna Żuk), budząca mieszane uczucia, zadziwiająca przesadnymi reakcjami - takimi jakby trochę na pokaz - była nad wyraz autentyczna. No bo przecież, jakby tak się rozejrzeć dookoła to nie trzeba szukać daleko, żeby taką Dziedzicową czy Jaśka, Sołtysa albo i Walka znaleźć. Ilu z nas jest podobnie uwikłanych we wzajemne zależności? W tak bardzo niewspółmierne, niesymetryczne, przemocowe?.. Pewnie wielu. No cóż, musze stwierdzić, że obejrzałam świetne aktorstwo od pierwszej do ostatniej sekundy spektaklu, takie nie dające widzowi ani chwili wytchnienia. 

Na koniec może jeszcze tylko dodam, że liczę na możliwość ponownego obejrzenia spektaklu "Sprawiedliwie". Za jakiś czas. Myślę, że - biorąc pod uwagę takie specyficzne zagęszczenie środków wyrazu, emocji czy znaczeń - ten spektakl i same postaci będą się rozwijać. Mocna to rzecz, może pozytywnie zaskoczyć, chociaż finalnie historia Jaśka kończy się źle. Polecam.



Fot. HAWA




Fot. HAWA



Fot. HAWA



Fot. HAWA


***


Sprawiedliwie
- Wł. Reymont


Teatr Nowy im. Kazimierza Dejmka w Łodzi
Prapremiera: 21 listopada 2025 roku, Mała Scena


Realizatorzy:


Reżyseria | Adaptacja: Ewa Platt
Dramaturgia: Zuzanna Pajowska
Scenografia: Anna Rogóż
Ścieżka dźwiękowa: Dominik Ossowski, Mateusz Sochań
Asystent reżyserki: Paweł Audykowski
Twórcy modelu krowy: Malwina Kowalewska, Andrzej Dromert
Identyfikacja graficzna: Mateusz Dziworski
Inspicjentka: Agnieszka Choińska


Obsada:


Damian Sosnowski (Jasiek)
Monika Buchowiec (Winciorkowa)
Magdalena Kaszewska (Tekla)
Paweł Audykowski (Sołtys)
Michał Kruk (Walek)
Sławomir Sulej (Ksiądz)
Katarzyna Żuk (Dziedzicowa)
Matylda Wojsznis (gościnnie) (Nastka)



To, co przynosi szczęście i radość. "Złota Rybka" nie tylko dla dzieci.

Tę realizację można już uznać za klasykę. „Złota Rybka” wystawiana w Teatrze Lalek Arlekin w Łodzi to kameralna realizacja z morałem w reż. ...