Pokazywanie postów oznaczonych etykietą premiera. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą premiera. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 września 2026

Przeciwko przezroczystości. O spektaklu „Niech żyje życie. Rapsodia”

 
Najnowsza premiera na Małej Scenie Teatru Nowego im. Kazimierza Dejmka w Łodzi dotyka tematu rzadko obecnego w polskim teatrze w sposób tak bezpośredni, a przy tym wyzbyty z taniego sentymentalizmu. Spektakl Niech żyje życie. Rapsodia w reżyserii Tadeusza Kabicza, powstały na podstawie tekstu Przemysława Pilarskiego, przywraca przestrzeń dla dojrzałej miłości, pożądania oraz emocjonalnej bliskości. Punktem wyjścia dla przedstawienia stały się autentyczne materiały z warsztatów dla seniorów „Miłość nie rdzewieje” oraz literatura seksuologiczna i psychoterapeutyczna. Twórcy przełożyli te źródła na kameralny, wielogłosowy esej sceniczny, skutecznie przełamujący społeczną niewidzialność starszego wieku.


Fot. HAWA


Struktura dramatyczna spektaklu ma charakter rapsodyczny – to precyzyjny montaż osobistych wyznań, monologów i scen zbiorowych. Przemysław Pilarski z wyczuciem balansuje między tonem tragikomicznym a gorzką refleksją obyczajową. Zamiast tradycyjnej, linearnej fabuły widz otrzymuje mozaikę mikronarracji, w których pragnienie afektu i zmysłowości ściera się z lękiem przed śmiesznością, odrzuceniem czy samotnością. Istotnym walorem tekstu jest brak dydaktyzmu i ucieczka od hagiografii starszego wieku – postaci mówią językiem pełnym pęknięć, autoironii i czarnego humoru, co nadaje wypowiedziom autentyzm i chroni całość przed patosem.

Oprawa wizualna Mateusza Karolczuka konsekwentnie buduje przestrzeń intymności. Scenografia na Małej Scenie rezygnuje z dosłownej aranżacji wnętrz na rzecz umownej, wielofunkcyjnej płaszczyzny nasyconej dyskretnymi rekwizytami-symbolami, tworzącymi rodzaj scenicznego rekwizytorium pamięci. Charakterystyczny dla Małej Sceny skrócony dystans między widownią a aktorami sprawia, że każdy ruch czy zmiana ustawienia przedmiotu zyskują rangę prywatnego wyznania. Podobnie rzecz ma się z muzyką, która balansuje między „radiowym” hitem a intymnością, stanowiąc dopełnienie przeszłości bohaterów. Reżyseria światła Artura Wytrykusa operuje natomiast ciepłą, skupioną plamą, która precyzyjnie wycina postaci z mroku, budując malarskie światłocienie i eksponując mimikę oraz gesty wykonawców.

Ruch sceniczny, zaprojektowany w ścisłej harmonii z biologiczną prawdą bohaterów, cechuje wysoka kultura inscenizacyjna. Tadeusz Kabicz rezygnuje ze sztucznej ekspresji na rzecz mikrogestów: wahania dłoni przed dotykiem, subtelnego napięcia mięśni czy stopniowego przełamywania dystansu fizycznego. Cielesność osób dojrzałych jest tu traktowana z pełnym szacunkiem – nie stanowi przedmiotu karykatury ani żartu, lecz staje się naturalnym nośnikiem życiowego doświadczenia, pamięci i wciąż żywej potrzeby czułości. Budowanie tak subtelnej relacji wymaga od wykonawców najwyższej próby aktorstwa psychologicznego i ogromnego wyczucia materii scenicznej.

Siłą łódzkiego przedstawienia jest wyrównana, a przy tym znakomita zespołowa gra aktorów. Barbara Dembińska i Jolanta Jackowska tworzą kreacje nasycone niuansami, sprawnie łącząc sceniczną stanowczość z poruszającą wrażliwością. Sławomir Sulej oraz Gracjan Kielar przełamują powielane w popkulturze schematy męskości w starszym wieku, pokazując pęknięcia w wizerunku mężczyzn wycofanych czy samowystarczalnych. Maciej Bisiorek natomiast precyzyjnie spaja poszczególne sekwencje, dbając o rytm wypowiedzi i płynność scenicznych przejść, prowokując przy tym publiczność do ekspresji i zajęcia własnego stanowiska. Cały zespół funkcjonuje jak sprawny organizm, w którym poszczególne indywidualności składają się na spójny, polifoniczny chorał. W grze aktorskiej pojawiają się prawdziwe perełki – pozornie drobne gesty, spojrzenia czy mikromimika – mocno podbudowane doskonale przepracowanymi emocjami.

Niech żyje życie. Rapsodia w Teatrze Nowym w Łodzi to spektakl mądry, powściągliwy i niezwykle potrzebny. W zaledwie siedemdziesięciominutowej formie twórcy połączyli teatr faktu z poetycką wrażliwością, dając donośny i dojrzały głos tym, których emocjonalne potrzeby bywają w przestrzeni publicznej przezroczyste. Przedstawienie zgrabnie wpisuje się w nurt teatru terapeutycznego i zaangażowanego społecznie. Przywraca odwagę istnienia osobom pomijanym ze względu na wiek, sprawność fizyczną, tożsamość czy preferencje, oddając im podmiotowość, ciało, emocje i pełne prawo do życia.


Fot. HAWA



Fot. HAWA



Fot. HAWA



Fot. HAWA



Fot. HAWA


***



Niech żyje życie. Rapsodia
- Przemysław Pilarski


Teatr Nowy im. K. Dejmka w Łodzi
Premiera: 25 września 2026, Mała Scena



Realizatorzy:

Reżyseria: Tadeusz Kabicz
Scenografia i kostiumy: Mateusz Karolczuk
Reżyseria światła: Artur Wytrykus
Kompozytor: Szymon Sutor
Inspicjentka: Agnieszka Choińska


Obsada:

Maciej Bisiorek (Pingwinek)
Barbara Dembińska (Baba)
Jolanta Jackowska (Niewidzialna kobieta)
Gracjan Kielar (Niewidzialny mężczyzna)
Sławomir Sulej (Dziad)







niedziela, 21 czerwca 2026

Na peryferiach kapitalizmu. Portret pokolenia w "Emigracji" w reż. Marcina Brzozowskiego

 

Przenoszenie literatury stricte internetowej na deski teatru tradycyjnego od zawsze przypomina stąpanie po cienkim lodzie. Krótkie, często groteskowe opowiadania kopiowane na forach i w mediach społecznościowych, z których wyrósł literacki fenomen Malcolma XD, rządzą się prawem szybkiej puenty, specyficznego slangu i narracji pierwszoosobowej – formą, która świetnie sprawdza się na ekranie smartfona, ale łatwo potrafi zgubić rytm w przestrzeni scenicznej. I szczerze mówiąc, z pewną obawą jechałam obejrzeć spektakl, który miał być adaptacją prozy tego gatunku.


Wystawiając „Emigrację” w adaptacji i reżyserii Marcina Brzozowskiego (premiera 19 czerwca 2026 roku na Małej Scenie), Teatr Nowy im. Kazimierza Dejmka w Łodzi podjął ryzyko artystyczne dużej miary. Reżyser musiał bowiem przetłumaczyć na język teatru powieść łotrzykowską XXI wieku, nie tracąc przy tym ani jej bezkompromisowego humoru, ani głębszego, socjologicznego tła. Efektem tego eksperymentu jest spektakl pulsujący współczesnym rytmem, który próbuje udowodnić, że proza zrodzona w sieci może stać się pełnoprawnym tworzywem dla ambitnego teatru zaangażowanego.



Fot. HAWA


Oś fabularna spektaklu wiernie podąża śladem powieściowej drogi młodego bohatera – Malcolma, który z prowincjonalnego polskiego miasteczka (słynącego głównie z kuriozalnych Dni Agrestu) wyrusza w podróż za chlebem do Londynu. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na to, że struktura książki jest z natury epizodyczna, przypomina sznur luźno powiązanych ze sobą anegdot. W łódzkiej inscenizacji ta fragmentaryczność została jednak przekuta w atut. Spektakl zyskuje formę nowoczesnego moralitetu czy wręcz scenicznego rollercoastera – akcja pędzi naprzód, płynnie przenosząc nas z dusznego wnętrza międzynarodowego autokaru, przez parkingi tirów, aż po zatłoczone, wielokulturowe ulice brytyjskiej metropolii. Każdy z tych przystanków ma swoją unikalną gęstość i własny ciężar gatunkowy.

To, co w warstwie dramaturgicznej zasługuje na szczególną uwagę, to próba wyjścia poza czystą, komediową ilustrację tekstu. Reżyser z wyczuciem „zagląda pod kliszę” stereotypów narodowych i migracyjnych. Świetnie wyreżyserowane sceny z niemal dokumentalną czujnością chwytają prawdę o portretowanych środowiskach. Komizm zderzenia młodego Polaka z realiami londyńskich squatów, kurdyjskich imigrantów czy zachodnich intelektualistów nie służy tu jednak taniemu szyderstwu. Pod maską ironii i językowego przerysowania dramaturgia spektaklu buduje przestrzeń dla empatii. Świat przedstawiony w „Emigracji” okazuje się w równym stopniu zabawny, co bezwzględny, a losy bohaterów stają się trafnym, momentami gorzkim portretem pokolenia zmuszonego do szukania własnej tożsamości na peryferiach globalnego kapitalizmu. Scena z pola kapusty nie wzięła się znikąd, prawda?

Marcin Brzozowski jako reżyser stanął przed wyzwaniem sensownego zagospodarowania ograniczonej przestrzeni Małej Sceny i zamienienia jej w dynamiczne uniwersum podróży. Kluczem do sukcesu okazała się tu ascetyczna, ale bardzo funkcjonalna scenografia i wyraziste kostiumy Martyny Hernik. Przestrzeń nie jest dosłowna – transformuje na oczach widza z dusznego, klaustrofobicznego wnętrza autokaru w anonimowy parking dla tirów, a wreszcie w tętniący chaosem londyński squat.

Ta umowność sceniczna zyskała wsparcie w multimediach autorstwa Jana Michalskiego i Justyny Bielawy. Projekcje wideo i grafiki nie stanowią jedynie tła, ale stają się autonomicznym partnerem dla aktorów, świetnie oddając cyfrowy rodowód tekstu Malcolma XD i potęgując wrażenie przebodźcowania współczesną metropolią. Równie istotny jest ruch sceniczny przygotowany przez Zuzannę Kasprzyk. Choreografia ciał aktorów doskonale oddaje fizyczne zmęczenie drogą, komizm stłoczenia pasażerów w rejsowym autobusie czy transowy, momentami wręcz zwierzęcy rytm londyńskiej ulicy. To właśnie plastyka ruchu pomaga spoić te wszystkie epizody w sceniczną całość. Podobnie muzyka w łódzkiej realizacji „Emigracji” zasługuje na miano pełnoprawnego bohatera spektaklu. Kompozycje Kacpra STICHA Pawlickiego tworzą dźwiękową tkankę, która precyzyjnie buduje napięcie i dyktuje tempo kolejnych scen. Ścieżka dźwiękowa idealnie balansuje między klubowym pulsem Londynu a nostalgicznymi, rodzimymi brzmieniami.

Sukces tej inscenizacji w ogromnej mierze opiera się na zespołowości oraz niesamowitej sprawności transformacyjnej aktorów Teatru Nowego. Kreacje głównego bohatera (Malcolma) i jego kompana Stomila wymagają od młodych aktorów (Macieja Kobieli i gościnnie występującego Patryka Pietrzaka) nie tylko doskonałego timingu komediowego, ale też udźwignięcia podwójnej roli: zdystansowanego narratora i bezpośredniego uczestnika zdarzeń. Udaje im się utrzymać tę kruchą równowagę bez popadania w kabaretową manierę.

Jednak prawdziwym popisem aktorskiego rzemiosła są tu role epizodyczne. Barbara Dembińska i Mariusz Słupiński – moim zdaniem rewelacyjni w tym spektaklu – z lekkością żonglują kolejnymi wcieleniami. Przejścia od karykaturalnych postaci z polskiej prowincji, przez kultowego już tirowca Romana, aż po galerię osobliwości zamieszkujących londyńskie squaty, odbywają się na jednym wydechu. To aktorstwo precyzyjne, ostre w rysunku, celowo przerysowane, ale podbite psychologiczną prawdą. To sprawia, że żadna z postaci nie staje się pustą wydmuszką.

„Emigracja” w reżyserii Marcina Brzozowskiego to jedna z ciekawszych realizacji Teatru Nowego w Łodzi w sezonie 2026. Spektakl udowadnia, że współczesna literatura internetowa, traktowana dotąd przez wielu krytyków z przymrużeniem oka, w rękach sprawnego zespołu twórców może zyskać głęboki, sceniczny wymiar. Twórcom udało się uniknąć pułapki stworzenia prostej, ilustracyjnej adaptacji „pod publiczkę”. Zamiast tego zaoferowali widzom mądry, formalnie atrakcyjny teatr, który bawi do łez, ale też boleśnie punktuje nasze narodowe przywary i lęki. To propozycja obowiązkowa nie tylko dla fanów prozy Malcolma XD, ale przede wszystkim dla młodej widowni, która w teatrze szuka swojego języka, swoich problemów i swojego, nieskażonego patosem, odbicia w lustrze.




Fot. HAWA


Fot. HAWA


Fot. HAWA


Fot. HAWA




***


„Emigracja”
- Malcolm XD

Teatr Nowy i. K. Dejmka w Łodzi
Premiera: 19 czerwca 2026, Mała Scena


Realizatorzy:
  
Realizacja sceniczna i reżyseria: Marcin Brzozowski
Muzyka: Kacper STICH Pawlicki
Wykonanie utworów muzyczno-wokalnych: Patryk Pietrzak
Kostiumy: Martyna Hernik
Video: Jan Michalski
Grafiki w video: Justyna Bielawa
Ruch sceniczny: Zuzanna Kasprzyk
Konsultacje merytoryczne w zakresie kultury i zwyczajów kurdyjskich: Zihad Khalil
Asystent reżysera / inspicjent: Damian Libert


Obsada:

Barbara Dembińska
Maciej Kobiela
Paweł Kos
Mariusz Słupiński
Bartłomiej Kotwica (gościnnie)
Patryk Pietrzak (gościnnie)
Hanna Róża Sągolewska (gościnnie)


środa, 3 czerwca 2026

Największy luksus współczesności. Dekonstrukcja mitu sukcesu w spektaklu Marcina Libera

 


Zaburzenie chronologii, popkulturowe fantazmaty i estetyka wybiegu to niewątpliwie atuty najnowszej realizacji Teatru im. Stefana Jaracza w Łodzi. Reżyser Marcin Liber i autor tekstu Michał Kmiecik tworzą na scenie przestrzeń o charakterze strumienia świadomości – wielwymiarową i intrygującą. Zastosowane przez realizatorów środki wyrazu konsekwentnie służą obnażeniu iluzji, jaką karmi się przemysł kreatywny, co staje się doskonałym punktem wyjścia do dyskusji o tym, czym współcześnie jest luksus.


Fot. HAWA


Historia Arkadiusza Weremczuka to opowieść o spektakularnym awansie młodego, nikomu nieznanego chłopaka z polskiej prowincji na sam szczyt globalnego świata mody. Jako wizjoner z dyplomem elitarnej szkoły Central Saint Martins w Londynie śmiało łamał konwencje, a w jego odważnych kreacjach występowały największe ikony popkultury. Ten artystyczny triumf zderzył się jednak z drapieżnym biznesem – w wyniku toksycznych relacji z inwestorami twórca utracił prawa do autorskiej marki. Wypalony zawodowo i zmęczony wyzyskiem, musiał ogłosić symboliczną śmierć „Arkadiusa”, aby ostatecznie wyrwać się z niszczącego układu. Emigracja do Brazylii pozwoliła mu odzyskać artystyczną niezależność.

Paweł Paczesny w roli Arkadiusza nie odtwarza po prostu losów projektanta. Jego postać funkcjonuje na scenie niczym Bohater z „Kartoteki” Tadeusza Różewicza lub Billy Pilgrim z „Rzeźni numer pięć” Kurta Vonneguta – jest wyabstrahowana z chronologii zdarzeń i odbywa wewnętrzny dialog ze swoimi wspomnieniami. Główny bohater praktycznie nie schodzi ze sceny, znajdując się w stanie permanentnego psychicznego limbo. Paczesny znakomicie poradził sobie z tym wyzwaniem oraz z wielowymiarowością samej postaci. Trafnie zbalansował przerysowaną, kiczowatą estetykę świata mody z autentycznym, ludzkim dramatem wypalenia. Jego cierpienie i ostateczny bunt są dla widza w pełni wiarygodne – nie giną pod naporem widowiskowej formy. W tej onirycznej przestrzeni Arkadiusa nawiedzają fantazmaty: Alexander McQueen (Mateusz Czwartosz), Kate Moss, Anja Rubik i Matka Boska (te role grała Natalia Klepacka) oraz Coco Chanel i Isabella Blow (w tej podwójnej roli Katarzyna Cynke) a nawet Wuefista (Mikołaj Chroboczek). Nie są to jednak postaci historyczne, lecz spersonifikowane projekcje, lęki i aspiracje głównego bohatera. Na styku tych wyobrażeń dochodzi do głównego konfliktu dramatycznego – zderzenia jednostki z potężnym mitem sukcesu.

Forma spektaklu imituje pokaz high fashion, przejmując jego estetykę, by poddać ją krytycznej dekonstrukcji. Scenografia autorstwa Mirka Kaczmarka transformuje przestrzeń teatralną w modowy wybieg, który w połączeniu z przerysowanymi kostiumami (stworzonymi z udziałem Marii Mordarskiej) buduje świat pełen blichtru, ale i przytłaczającej sztuczności. Kluczową rolę w konstruowaniu tego dusznego, korporacyjnego uniwersum odgrywa ruch sceniczny. Choreografia duetu Hashimotowiksa wprowadza rytmikę rodem z klubowych parkietów, a ten fizyczny rygor zespołu aktorskiego – perfekcyjnie zsynchronizowany z mroczną, pulsującą muzyką HIROSZYMY – staje się metaforą nieustannego wyścigu i eksploatacji wpisanej w branżę. Ciało zostaje tu poddane dyktatowi formy i wtłoczone w ramy bezwzględnego kapitalizmu. Towarzyszący Paczesnemu aktorzy partnerują mu bezbłędnie – ich transformacje w popkulturowe ikony są niezwykle plastyczne. Swoim postaciom stopniowo nadają cechy ludzkie; dopiero w obliczu scenicznego cierpienia i samotności stają się oni ludźmi z krwi i kości. To bolesna diagnoza rynkowej machiny, o której na co dzień wolimy nie pamiętać.

W tej optyce wybieg przestaje być jedynie elementem scenografii; staje się fizyczną i strukturalną osią mitycznej podróży bohatera. Dla chłopaka z Parczewa wejście w tę oślepiającą, stroboskopową przestrzeń oznacza przekroczenie progu i obietnicę absolutnej wolności twórczej oraz społecznego awansu. Jednak klasyczny heros, który zazwyczaj mierzy się z potworami, by zdobyć mądrość, tutaj trafia w tryby drapieżnego rynku. Narzucona przez ruch sceniczny powtarzalność sezonów i konieczność ciągłego dostarczania nowości zamieniają wybieg w rodzaj korporacyjnej bieżni. Bohater zostaje zmuszony do nieustannego biegu, który go wyczerpuje i napędza wyłącznie machinę zysku inwestorów.

Tradycyjny pokaz mody wieńczy triumfalne wyjście projektanta, lecz w dramaturgii Libera ta chwila zostaje przewrotnie odwrócona. Oklaski i popkulturowe ikony zaczynają Arkadiusa dusić, a mityczny „eliksir” sukcesu czy uznania okazuje się zejściem do podziemi. Bohater uświadamia sobie, że nagrodą za przejście tej drogi jest całkowita utrata siebie i zniewolenie. Skoro linearna struktura wybiegu jest w pełni kontrolowana przez system, jedynym sposobem na wygraną staje się odmowa dalszego marszu. Fizyczne i metaforyczne zejście z wybiegu w ciemność przypieczętowuje kryzys tożsamościowy, stając się zarazem jedynym warunkiem ocalenia i odrodzenia poza układem.

Przedstawiona historia nie jest zatem opowieścią o upadku, lecz o radykalnym odzyskiwaniu sprawczości. W przemyśle high fashion talent rzadko pozostaje autonomiczny – tożsamość „Arkadius” padła ofiarą skrajnej komodyfikacji, stając się własnością korporacyjną, w której udziały posiadali zewnętrzni inwestorzy. Kiedy rynkowy dyktat zderzył się z ludzką wytrzymałością, doszło do głębokiej alienacji. Wypalenie zawodowe bohatera zyskuje wymiar systemowy: kapitalizm pożera twórcę, zmieniając go w produkt zawłaszczony przez biznes. Odwołując się do koncepcji Arnolda van Gennepa czy Victora Turnera, ten stan można zinterpretować jako rytuał przejścia. Destrukcja dawnego, sformatowanego „ja” okazuje się radykalnym narzędziem obronnym, niezbędnym do uratowania psychiki przed destrukcją. Odrzucając narzucony status, bohater udowadnia, że największym luksusem we współczesnym świecie nie jest utrzymanie się na szczycie, lecz przywilej świadomego wypisania się z systemu.

Brawo!


Fot. HAWA


Fot. HAWA


Fot. HAWA


Fot. HAWA


Fot. HAWA


***


„Arkadius is dead”
- Michał Kmiecik


Teatr im. St. Jaracza w Łodzi
Prapremiera: 30.05.2026, Duża Scena


Realizatorzy:


REŻYSERIA Marcin Liber
SCENOGRAFIA, KOSTIUMY, ŚWIATŁO, PROJEKCJE Mirek Kaczmarek
KOSTIUMY Maria Mordarska
CHOREOGRAFIA Hashimotowiksa
MUZYKA Hiroszyma
INSPICJENTKA, SUFLERKA Marta Baraszkiewicz
REALIZATORZY ŚWIATŁA Julita Głażewska-Gmach, Tomasz Gmach
REALIZATORZY DŹWIĘKU Michał Pietrzak, Sebastian Torzewski


Obsada:


Paweł Paczesny - Arkadius
Mikołaj Chroboczek -Wuefista
Mariusz Siudziński - MrMan, Waldemar
Natalia Klepacka - Anja Rubik, Matka Boska, Dziennikarka, Kate Moss, StageManager
Łukasz Stawowczyk - Aspirant, Make up artist, Doktor Nauk Ekonomicznych
Mateusz Czwartosz - Alexander McQueen
Katarzyna Cynke - Isabella Blow, Coco Chanel

Hiroszyma live

oraz modelki i modele:

Laura Adamska, Kamila Biedrzycka, Maria Błęka, Ilary Controllo, Sonia Galanciak, Laura Jurewicz, Julia Komisarczyk, Marta Mańka,Alicja Pietkiewicz, Katarzyna Regulska, Katarzyna Świder, Bartosz Bartkowski, Mikołaj Bielnicki-Job, Wiktor Walczak, Jegor Zhuchko.






poniedziałek, 25 maja 2026

60 lat łódzkiej opery. Co zobaczymy w nowym sezonie Teatru Wielkiego?

 

W nowym sezonie 2026/2027 Teatr Wielki w Łodzi  świętować będzie  sześćdziesięciolecie swojego istnienia. Dla widzów oznacza to rok pełen powrotów wielkich tytułów, nowych interpretacji klasyki oraz wydarzeń specjalnych, które podsumują dotychczasową historię łódzkiej sceny. Dyrekcja przygotowała program zrównoważony, łączący tradycję operową i baletową z nowoczesnym podejściem do realizacji spektakli.



Teatr Wielki w Łodzi, pocztówka ze zbiorów MNEMOSYNE, fot. L. Święcki, Buro Wydawnicze "Ruch", lata 70-te XX wieku

Sezon rozpocznie się poza murami teatru - 5 września 2026 roku na Placu Dąbrowskiego. Tego wieczoru odbędzie się plenerowa Gala Opera Łódź Opener. To propozycja dla szerokiej publiczności, która oficjalnie otworzy kalendarz nadchodzących wydarzeń.

Pierwszą dużą premierą jesieni będzie balet „Coppélia” Léo Delibesa, zaplanowany na siedemnastego października. Tytuł ten wraca do Łodzi po dwudziestu sześciu latach. Nową choreografię przygotowuje Julien Guerin. Choć to klasyczna, pełna uroku opowieść, w dzisiejszych czasach historia o ożywionej lalce zyskuje zupełnie nowy kontekst, zmuszając do refleksji nad tym, gdzie kończy się natura, a zaczyna sztuczność.

Pod koniec listopada widzów czeka jedno z najważniejszych wydarzeń operowych roku – premiera „Otella” Giuseppe Verdiego w reżyserii Giorgio Madii. To monumentalne dzieło powraca na łódzką scenę po pół wieku nieobecności. Reżyser rezygnuje z historycznego kostiumu, skupiając się na uniwersalnym studium ludzkich emocji: zazdrości, manipulacji i kryzysie tożsamości.

Wiosna 2027 roku przyniesie propozycje łączące różne style muzyczne i choreograficzne. Szóstego marca odbędzie się wieczór baletowy w choreografii Jacka Przybyłowicza. Na scenie zostaną zestawione dwa skrajne utwory: dynamiczny „Ognisty ptak” Igora Strawińskiego oraz subtelny i zmysłowy „Dafnis i Chloe” Maurice’a Ravela. Kolejną premierą, zaplanowaną miesiąc później na 17 kwietnia, będzie „Don Giovanni” Wolfganga Amadeusa Mozarta. Reżyserią spektaklu zajmie się Barbara Poll, która pokaże tę klasyczną opowieść o namiętności i konflikcie moralnym w sposób bliski współczesnemu widzowi.

Kulminacyjnym punktem roku będzie sam jubileusz - 19 stycznia 2027 roku odbędzie się uroczysty Koncert Jubileuszowy. Tuż po nim teatr przypomni cztery ikoniczne tytuły, które przez lata budowały historię łódzkiej sceny. W ramach tego specjalnego cyklu widzowie będą mogli obejrzeć kolejno: „Halkę” (dwudziestego stycznia), „Straszny dwór” (dwudziestego drugiego stycznia), „Carmen” (dwudziestego czwartego stycznia) oraz familijną „Królewnę Śnieżkę” (dwudziestego szóstego stycznia).

W repertuarze nie zabraknie także ambitnych wznowień. Na afisz wrócą m.in. „Raj utracony” Krzysztofa Pendereckiego oraz „Faust” Charlesa Gounoda. Ciekawie zapowiadają się również wydarzenia koncertowe. Pod koniec października w kościele Ojców Jezuitów zostanie wykonana Wielka Msza c-moll Mozarta, a 2 maja – z okazji dwóchsetnej rocznicy śmierci kompozytora – usłyszymy IX Symfonię Ludwiga van Beethovena.

Nowy sezon to także myślenie o przyszłości i młodszych widzach. W czerwcu odbędzie się premiera widowiska „Pan Kleks w operze”, w którym wystąpią artyści z Chóru Dziecięcego. To projekt edukacyjny, który ma przybliżyć świat opery najmłodszemu pokoleniu. 

Sezon 2026/2027 w Teatrze Wielkim w Łodzi zapowiada się zatem ciekawie, jako spójna i przemyślana propozycja, w której jubileuszowe świętowanie łączy się z rzetelną pracą artystyczną.




czwartek, 21 maja 2026

Anatomia czasu. Nowa odsłona Fossego w Teatrze Nowym w Łodzi

 

„Sen o jesieni” w reżyserii Tomasza Fryzła, którego premiera odbyła się 8 maja br., to realizacja ambitna, znakomicie osadzona w dramaturgii Jona Fossego. Spektakl, choć stawia opór łatwej percepcji, skutecznie absorbuje widza, wciągając go w liminalną przestrzeń – stan zawieszenia między ontologiczną pewnością jawy a onirycznym odrealnieniem. Klasycznie pojęty czas świecki ulega tu anihilacji; wkraczamy w wymiar swoistego rytuału przejścia, w którym stare struktury poznawcze przestają obowiązywać, a nowe jeszcze się nie wyłoniły.


Punktem wyjścia jest cmentarne spotkanie nieznajomych; sytuacja zaledwie z pozoru banalna. Cmentarz funkcjonuje u Fryzła jako foucaultowska heterotopia – miejsce absolutnego progu, w którym przecinają się wszystkie czasy. Reżyser rezygnuje z chronologii linearnej na rzecz labiryntu egzystencjalnego. W tej strukturze zapętleń, gdzie role i retrospekcje ulegają multiplikacji, bohaterowie spoglądają na własne życie z perspektywy ostateczności. Centralną figurą tego rozliczenia jest postać Gry (Karolina Bednarek). Funkcjonując w szczelinie między tekstem dramatycznym a działaniem aktorskim – niejako w przestrzeni didaskaliów – pełni ona rolę narratorki-cienia. Jej obecność nie tylko dopowiada kwestie bohaterów, ale staje się kluczowym mechanizmem „zarządzania” uwagą widza, nadając całości medytacyjny, niemal obrzędowy rytm.

Reżyser wchodzi w twórczy dialog z poetyką Fossego, zachowując jego charakterystyczną frazę opartą na pauzie i repetycji. W ujęciu norweskiego noblisty cisza nie jest brakiem, lecz aktywnym znakiem teatralnym. Największym atutem łódzkiej koncepcji jest nadanie didaskaliom autonomicznego bytu scenicznego. Zabieg ten, sprzężony z sugestywną, oszczędną muzyką Nikodema Dybińskiego, pozwala w pełni wybrzmieć melodii tekstu, który staje się głównym nośnikiem sensów. To perfekcyjne zarządzanie ciszą i rezonansem sprawia, że każde słowo waży tu podwójnie.

Znakomite aktorstwo – Mirosławy Olbińskiej, Katarzyny Żuk, Sławomira Suleja i Piotra Seweryńskiego – stanowi bezwzględny kręgosłup przedstawienia. Ich precyzja interpretacyjna z powodzeniem dźwiga ciężar dramatu nawet w momentach estetycznego dysonansu, jaki generuje scenografia. Ta ostatnia, aspirująca do metaforyczności, w praktyce okazuje się nadmiarową semantyzacją przestrzeni. W inscenizacji tak skupionej na słowie i psychologicznej gęstości, wszelki „nadbagaż” wizualny staje się barierą. W teatrze, kiedy stawką jest intymność, przestrzeń powinna być pudłem rezonansowym, a nie intruzem; aktorzy, operując w pustej przestrzeni, osiągnęliby równie silny, jeśli nie silniejszy efekt emocjonalny.

„Sen o jesieni” to teatr o dojmującej samotności i strukturalnej niemożności pełnego porozumienia – ludzkim „błędzie systemu”. To studium rozdarcia między afektem a trwaniem, podane z chirurgiczną wręcz precyzją, która nie pozostawia widza obojętnym. Koniecznie do obejrzenia.


Fot. Klaudyna Schubert


Fot. Klaudyna Schubert


Fot. Klaudyna Schubert


Fot. Klaudyna Schubert


Fot. Klaudyna Schubert


***


„Sen o jesieni”
- Autor:Jon Fosse

Teatr Nowy im K. Dejmka w Łodzi
Premiera: 8 maja 2026, Mała Scena



Realizatorzy:


Reżyseria: Tomasz Fryzeł
Scenografia: Anna Oramus
Asystentka scenografki: Barbara Szwedowska-Pietrasik
Kostiumy: Wanda Kowalska
Reżyseria światła: Klaudyna Schubert
Muzyka: Nikodem Dybiński
Tłumaczka dramatu: Elżbieta Frątczak-Nowotny
Inspicjentka/asystentka reżysera: Agnieszka Choińska


Obsada:

Karolina Bednarek (Gry)
Mirosława Olbińska (Kobieta)
Piotr Seweryński (Ojciec)
Sławomir Sulej (Mężczyzna)
Katarzyna Żuk (Matka)

sobota, 16 maja 2026

Jesteśmy. "Pływalnia" w reż. R. Sabary w łódzkim Teatrze Jaracza



Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi może pochwalić się kolejnym w tym sezonie, niezłym spektaklem, którego premiera odbyła się 5 maja 2026r - nietypowo, bo we wtorek. Mam tu na myśli „Pływalnię” Magdaleny Drab, która u Rafała Sabary zyskała nowy wyraz artystyczny. Reżyser zrezygnował bowiem z tradycyjnej linearności w narracji na rzecz nakładających się na siebie monologów wewnętrznych. Zbudowały one fascynujące studium samotności, zaskakujące precyzyjną narracją i trafnością spostrzeżeń.



Akcja rozgrywa się w miejskim basenie o obniżonym dnie, pozwalającym na bezpieczne oswajanie się z wodą i naukę pływania od podstaw. Na takie właśnie zajęcia z pływania, które poprowadzić ma Jakaś Elżbieta (Dorota Kiełkowicz) przychodzi Jakaś Maria (Izabela Noszczyk), Jakaś Krystyna (Edyta Jungowska), Jakaś Janina (Magdalena Kuta) i Jakiś Andrzej (Bogusław Suszka) - trochę onieśmieleni, wstydzący się swoich starych ciał, byle jak zagadując strach, byleby go nie było. Prowadzą jednak istotne monologi wewnętrzne, które widzowi pozwalają zrozumieć motywacje bohaterów i przyjąć do wiadomości, że każdy z nas – nie oszukujmy się, każdy! - prędzej czy później będzie równie bezradny, niepewny tego kim jest i czy w ogóle jest. Płytka woda staje się jakby metaforą ich życia, które już przemija a którego pragną równie bardzo jak w czasach młodości. Wiedzą, że ich świat się kurczy i że stają się coraz bardziej samotni, bezradni, rozczarowani. Coraz mniej też wierzą w to, że w ogóle ktoś ich dostrzega. Ze strachu przed nieuchronnie kurczącą się przyszłością wolą tkwić nawet w toksycznych relacjach nie potrafiąc ich naprawić i nie wierzą, że jeszcze kiedykolwiek nadejdzie miłość, bo przecież kiedyś już „jakaś” miłość była. Ach, byle tylko utrzymać się na powierzchni, byle nie utonąć.

„Pływalnia” to przejmująca historia o ludziach, którzy niezauważalnie dla innych po prostu znikają w kontekstach społecznych i fizycznych, jakby stawali się coraz bardziej niewidzialni i niepotrzebni. Każdy z bohaterów poniósł jakąś stratę i musi się z nią mierzyć właściwie samotnie, dlatego wiele jest w tej opowieści smutku i nostalgii. Jednak nie jest to historia całkowicie pozbawiona humoru - wprost przeciwnie. Ale dowcip jaki zaserwował Sabara nie był tak po prostu beztroski. Moim zdaniem reżyser skutecznie uniknął jednoznaczności sprawnie operując dyskretną metaforą, uproszczeniem czy właśnie elementami humorystycznymi. Tym samym dał widzowi naprawdę dużo przestrzeni, aby w swoim czasie i tempie mógł wysnuć własną refleksję, sformułować opinię i dostrzec rzeczywisty problem, przed którym stanie najprawdopodobniej każdy z nas.

W spektaklu istotną rolę odegrała scenografia, która nie tylko towarzyszyła aktorom a raczej „dialogowała” z ich pracą. Bardzo spodobały mi się skróty i uproszczenia, które zaproponowała Beata Nyczaj. Samo przedstawienie basenu, z jednej strony było komiczne, z drugiej zaś bezwzględnie podkreślało nieporadność Jakiejś Marii czy Jakiegoś Andrzeja. Na pewno ci, co obejrzeli spektakl również doskonale pamiętają generującą silne emocje scenę z wanną czy żartobliwie potraktowane popisy pływackie w basenie z doskonałą imitacją wody (lustrzane odbicia, plastykowe piłeczki). Bez dobrze zaprojektowanej scenografii, rekwizytów i kostiumów nie byłoby możliwe skonstruowanie tak ciekawych wyrazowo scen. No i oczywiście trzeba podkreślić doskonałą grę zespołu aktorskiego. Każda z postaci została porządnie zbudowana, z niuansami, precyzyjnie. Trudno do czegokolwiek się przyczepić. Ich wahania, nastroje, jakieś dylematy natury moralnej, obawa przed ośmieszeniem się a jednocześnie takie trochę dziecięce pragnienia i weryfikacja własnych możliwości poparta przykrym racjonalizmem były boleśnie prawdziwe. 

I owa prawda przekazu sprawia, że publiczność bardzo łatwo może odnaleźć w postaciach z „Pływalni” kawałki siebie. A to, wiecie, dla wielu może nie być przyjemne, bo każdy chciałby oglądać siebie takim, jakim chciałby być a nie jakim jest naprawdę.


Fot. HAWA



***

"Pływalnia"
- Magdalena Drab

Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi
Premiera: 5 maja 2026 roku | Scena Kameralna


Realizatorzy:


Reżyseria: Rafał Sabara
Scenografia i kostymu: Beata Nyczaj
Choreografia: Urszula Parol
Muzyka: Jacek Lachowicz
Reżyseria światła i wideo: Aleksandra Wolan
Inspicjentka, suflerka: Katarzyna Brudek


Obsada


Jakaś Elżbieta: Dorota Kiełkowicz
Jakaś Maria: Izabela Noszczyk
Jakaś Krystyna: Edyta Jungowska (gościnnie)
Jakaś Janina: Magdalena Kuta (gościnnie)
Jakiś Andrzej: Bogusław Suszka



wtorek, 5 maja 2026

Twierdza Persil, czyli rzecz o dojrzewaniu. Premiera "Siódmego wtajemniczenia" - recenzja


W piątek 24 kwietnia 2026r. na Dużej scenie Teatru Nowego w Łodzi odbyła się premiera spektaklu "Siódme wtajemniczenie" w reżyserii Katarzyny Dudzic-Grabińskiej.  Publiczność mogła obejrzeć świetnie przygotowany spektakl, którego fabuła i wypływająca z niej pozytywna energia nieuchronnie wciągały widza w (retro)świat  dzieciństwa i dorastania, przenosząc go w czasie o kilkadziesiąt lat wstecz. Ale uwaga! Pomimo przyjętej przez realizatorów stylistyki retro, spektakl okazał się na wskroś współczesną produkcją, bo choć czasy się zmieniły to problemy pozostały te same. 



"Siódme wtajemniczenie" w Teatrze Nowym w Łodzi to adaptacja powieści jednego z moich ulubionych autorów książek dla młodzieży - Edmunda Niziurskiego,. Spektakl opowiada o przygodach trzynastolatka w szkole w Gnypowicach, który musi odnaleźć się w środowisku zdominowanym przez szkolne gangi. Cykorz - brawurowo zagrany przez Macieja Bisiorka - jako nowy uczeń staje się celem konkurujących między sobą Matusów i Blokersów.  Aby uniknąć nieprzyjemnych sytuacji chłopak musi dokonać wyboru, do którego z nich się przyłączyć, co oczywiście jest trudne. Ostatecznie daje się przekonać Matusom, musi jednak przejść wiele dziwacznych rytuałów i po kolei zdobywać stopnie wtajemniczenia. Cykorz w dowód odwagi i waleczności podejmuje się nawet prawdziwie inicjacyjnej wyprawy bohatera po skarb do twierdzy Persil. Dzięki temu osiąga tytułowe siódme wtajemniczenie.

Spektakl porusza kilka ważnych problemów, z jakimi - także współczesne - nastolatki muszą sobie radzić na etapie dojrzewania: adaptacja w nowym środowisku, tożsamość i i przynależność do jakiejś grupy, rywalizacja i jej konsekwencje, uleganie wpływom grupy rówieśniczej czy też nieuchronny koniec dzieciństwa, kiedy to traci się poczucie beztroski i niewinności. Daje to szerokie pole do interpretacji i rozmów o codziennych, realnych zdarzeniach czyniąc z tej realizacji naprawdę doskonały wstęp do bardzo merytorycznych zajęć z młodzieżą szkolną.

Jest to również inscenizacja bardzo „apetyczna” ze względu na doskonale wyważoną mieszankę humoru, dynamicznej akcji i nostalgii. Niewątpliwie może bawić zarówno młodszych, jak i starszych widzów. Tym bardziej, że spektakl został świetnie przygotowany i równie świetnie zagrany. Jerzy Basiura i Julia Nowak zaprojektowali bardzo stylowe kostiumy i scenografię. Reżyserująca spektakl Katarzyna Dudzic-Grabińska z wyczuciem wydobyła z książki Niziurskiego wszystko, co najlepsze, z uwagą i szacunkiem dla autora i na dodatek pozwoliła aktorom „wygrać się” a to ogromny plus. Nieraz bowiem daje się zauważyć w grze aktora jakiś nieprzyjemny ciężar, kiedy bardzo usilnie stara się coś zagrać, ale nie wychodzi, bo narzucona forma paraliżuje go wewnętrznie... Ale nie w przypadku „Siódmego wtajemniczenia”, bo tutaj królowały swoboda i luz, chociaż tempo gry na pewno było mordercze. Zresztą aktorzy doskonale odwzorowali zachowania i postawy dzieciaków, jakby wrócili do czasu, kiedy sami byli dziećmi. Nie ukrywam, że bardzo spodobał mi się sam koncept jak i jego realizacja. 

Podsumowując mogę z czystym sumieniem rzec, że najnowsza realizacja łódzkiego Teatru Nowego jest godna uwagi widza w różnym wieku. Tym razem nie mam powodu do grymasów i narzekań - świetna plastyka, oprawa muzyczna, praca aktorów, dramaturgia, dynamiczna i ciekawa fabuła. Same plusy. 

A zatem... brawo.


 

Fot. HAWA


Fot. HAWA


Fot. HAWA



Fot. HAWA





***


„Siódme wtajemniczenie”
- Edmund Niziurski

Teatr Nowy im. K. Dejmka w Łodzi
Premiera: 24.04.2026, Duża Scena


Realizatorzy:

Reżyseria i adaptacja: Katarzyna Dudzic-Grabińska
Scenografia i kostiumy: Jerzy Basiura
Asystentka scenografa i projekty: Julia Nowak
Muzyka: Tymoteusz Witczak
Ruch sceniczny: Tomasz Wesołowski
Asystent reżyserki: Konrad Michalak
Inspicjentka: Hanna Molenda


Obsada:

Maciej Bisiorek (CYKORZ)
Monika Buchowiec (ERNESTYNA)
Łukasz Gosławski (NIERADEK)
Gracjan Kielar (INOCYNT)
Maciej Kobiela (FRYDEK)
Paweł Kos (LOLO)
Halszka Lehman (SZPROT-RYMARSKA)
Konrad Michalak (MARSZALEC)
Adam Mortas (STEF)
Rozalia Rusak (PLEKSA)
Bartłomiej Kotwica (gościnnie) (ZEFLIK)
Matylda Wojsznis (gościnnie) (BĄBELEK)



poniedziałek, 8 grudnia 2025

"Dziadek do orzechów. Opowieść wigilijna" - świąteczna premiera baletowa w Teatrze Wielkim w Łodzi.


Miniona sobota upłynęła łódzkiej publiczności pod znakiem familijnych premier teatralnych. Niewątpliwie wyjątkowo widowiskową była przygotowana przez Teatr Wielki w Łodzi premiera spektaklu baletowego „Dziadek do orzechów. Opowieść wigilijna” w choreografii Youriego Vámosa. To dynamicznie tocząca się opowieść o świątecznej przemianie Scrooga, który przekonuje się, że nie pieniądze ale bycie dobrym dla innych przynosi prawdziwą radość życia. A wszystko to w otoczeniu pięknej scenografii i przy żywiołowych reakcjach publiczności po każdym z pokazów tanecznych prezentowanych przez solistów łódzkiej opery.


György Youri Vámos - uważany za jednego z najlepszych choreografów tworzących dramaty taneczne - ułożył choreografię „Dziadka do orzechów. Opowieści wigilijnej” do muzyki Piotra Czajkowskiego sporo lat temu. Polska prapremiera baletu Vámosa odbyła się w 2019 roku w Operze Wrocławskiej, a realizacja Teatru Wielkiego w Łodzi, której premiera odbyła się w minioną sobotę, 6 grudnia 2025 roku właściwie jest jej odwzorowaniem. Ten sam spektakl baletowy wystawiany jest obecnie także w Teatrze Narodowym w Pradze, w Operze w Lublanie oraz wspomnianej Operze Wrocławskiej, gdzie wciąż cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem.



Fot. J. Miklaszewska



To, że teatry chcą grać spektakl z choreografią Vámosa w ogóle mnie nie dziwi, biorąc pod uwagę niesłabnącą popularność tej realizacji i bardzo zgrabne połączenie dwóch „gwiazdkowych” opowieści w jedno libretto, w którym przeplatają się wątki z "Dziadka do Orzechów" E.T.A. Hoffmanna i "Opowieści wigilijnej" Ch. Dickensa. Osią narracji jest „Opowieść wigilijna” i przemiana Scrooge’a, który podczas snu rewiduje swoje życie i zaczyna doceniać wartość dobra czynionego innym. Sen natomiast nawiązuje do „Dziadka do orzechów” i składa się głównie z bardzo interesująco ułożonych i niełatwych do wykonania pokazów tanecznych.

Spektakl rozpoczyna się malowniczą sceną zbiorową. Zbliża się wigilijny wieczór i na ulicach panuje świąteczna atmosfera. Jedyną osobą, która się jej nie poddaje, jest bezduszny i chciwy lichwiarz Scrooge, który nawet teraz przypomina zadłużonym sąsiadom o ich niespłaconych kredytach. Święta cieszą za to jego księgowego - Boba Cratchita. Niestety ośmiela się żartować z ponurego usposobienia swojego szefa, w konsekwencji czego zostaje bez pracy i pieniędzy. Nie tylko nie może kupić świątecznego indyka, ale także Klara - jego córeczka - nie dostanie wymarzonego dziadka do orzechów w prezencie. Dziewczynka błaga Scrooge’a, aby w tej sytuacji to on podarował jej zabawkę. Jednak Scrooge w gniewie niszczy zabawkę, czym doprowadza dziewczynkę do łez. Od tej pory jawa miesza się ze snem i dzieją rzeczy nadprzyrodzone, prawdziwie bajkowe - jak to w snach często bywa. Scrooge wraca do domu i zasypia, ale czy rzeczywiście to, co teraz się wydarza jest tylko snem? Kiedy budzi się następnego ranka, jest już zupełnie innym człowiekiem i stara się naprawić zło, które innym uczynił.

Ciekawie poprowadzona narracja i - tym razem - bardzo dobre przygotowanie tancerzy od strony aktorskiej to niewątpliwie duże auty tej realizacji. I nie jedyne, bo przecież w tle mamy wyjątkowo pięknie zaprojektowaną scenografię Martina Černý’ego i bajkowe kostiumy Romana Šolca, w każdym szczególe pieczołowicie wykonane przez pracownie rzemieślnicze teatru. No i oczywiście oglądamy nieprzeciętną, bardzo ciekawie skomponowaną choreografię, która chyba sprawia tancerzom jeszcze jakąś trudność, co niestety podczas spektaklu było widać. Ale przecież warto mieć na uwadze to, że z czasem, ze spektaklu na spektakl, tancerze będą przecież swoje partie tańczyć z coraz większą swobodą. Tak skonstruowaną choreografię można zresztą zatańczyć tylko dobrze albo nie tańczyć jej wcale.

Wśród wykonawców moją uwagę przykuli szczególnie: Joshua Legge (brawo za grację, styl i prawdziwie piekielną energię), Alicja Bajorek (tańczyła z wielką delikatnością i kontrolowaną pasją) i Laura Ryngajło (ależ ta wróżka ma klasę!). Ale przecież doskonale wypadły również całe duety i partie zbiorowe. Świetny był taniec hiszpański, taniec rosyjski (brawo Chase Vinning!) czy wykonany z dużą dawką humoru taniec 4 Harlekinów. Piękny był walc w wykonaniu Marii Góralczyk i Giuseppe Stancanelli’ego. Oczywiście urzekające były Śnieżynki. Duet Klary i Księcia oraz ich pokazy solowe także robiły dobre wrażenie, choć przyznam, że momentami miałam obawy, czy przypadkiem któreś podnoszenie nie skończy się kontuzją tancerki. Na szczęście nic takiego się nie stało, jednak sądzę, że Yuki Itaya potrafi zatańczyć lepiej niż pokazał to tego wieczoru. Jego partie solowe natomiast bardzo mi się podobały. Dostrzegłam również jednego tancerza, który chyba znalazł się na scenie przez pomyłkę, bo raczej nie z powodu swoich umiejętności tanecznych, ale jego nazwisko pominę milczeniem. natomiast przyjemności oglądania spektaklu premierowego dopełniła orkiestra jak zwykle świetnie prowadzona przez Rafała Janiaka.

Mówiąc szczerze żal mi było – i chyba trochę jest nadal – „Dziadka do orzechów” G. Madii. Spektakl zachwycał czystością formy pod każdym względem. Myślę jednak, że „Dziadek do orzechów. Opowieść wigilijna” Vámosa jest równie urzekający a przy tym bardzo widowiskowy i doskonale wpisuje się w świąteczny klimat. Ma też świetnie rozpisane libretto. Przepiękna scenografia i kostiumy, doskonała muzyka i sceniczny rozmach są naprawdę imponujące i godne uwagi. To spektakl, którego nie można pominąć w swoich planach świąteczno-teatralnych.

Po wielokroć brawo.





***

DZIADEK DO ORZECHÓW. OPOWIEŚĆ WIGILIJNA
- Piotr Czajkowski


Teatr Wielki w Łodzi
Premiera: 06.12.2025


Realizatorzy:


Choreografia: György Youri Vàmos
Autor libretta: Balet Youriego Vámosa na podstawie E.T.A. Hoffmana i Ch. Dickensa
Kierownictwo muzyczne: Rafał Janiak
Dekoracje: Martin Černý
Kostiumy: Roman Šolc
Reżyser światła: Martin Bronec

Autor plakatu: Piotr Karczewski
Inspicjenci: Mariusz Caban, Karolina Filus


Obsada:


Scrooge: Nazar Botsiy
Klara Cratchit: Alicja Bajorek
Książę: Yuki Itaya
Bob Cratchit i Diabeł: Joshua Legge
Pani Cratchit i Wróżka: Laura Ryngajłło
Drosselmeier: Dawid Kucharski
Żona Drosselmeiera: Monika Maciejewska-Potockas
Rzeźnik: Koki Tachibana
Żona Rzeźnika: Valentyna Batrak
Dama z ostrokrzewem: Ekaterina Kitaeva- Muśko
Dama z kasztanami: Julia Sadowska
Piekarz: Agoston Barany
Żona Piekarza: Angela Albonetti
Dwie guwernantki: Sonya Shteyn, Claudie Lacquemanne
Bogata Dama: Stanislava Pincekova
Bobbie: Sebastian Olczyk
Oliver: Kinga Łapińska
Dzieci: Ilona Nesterenko, Sakurako Onodera, Natalia Jagodzińska, Oleksii Balitskyi, Samuele Sciotto, Paweł Kurpiel
Straże: Yuki Itaya, Chase Vining, Dominik Senator, Nathan Claridge
Duchy: Giuseppe Stancanelli, Nathan Claridge, Emanuele Bernardi, Koki Tachibana
Dzieci - śnieżynki: Eva Chatal, Natalia Jagodzińska, Sakurako Onodera, Piotr Promiński, Samuele Sciotto, Oleksii Balitskyi
Taniec hiszpański: Sonya Shteyn, Kata Ban, Gabriela Ignaszak, Claudie Lacquemanne, Joshua Legge
Taniec rosyjski: Chase Vining, Samuele Sciotto
Taniec chiński: Ekaterina Kitaeva-Muśko
Jackie: Kinga Łapińska
Harlekiny: Emil Tamborski, Emanuele Bernardi, Anton Arzhannikau, Oleksii Balitskyi
Duet orientalny: Valentyna Batrak, Koki Tachibana
Walc solo: Maria Góralczyk, Giuseppe Stancanelli, Sakurako Onodera, Emanuele Bernardi


Soliści, Koryfeje, Zespół Baletu, Chór Dziecięcy i Orkiestra Teatru Wielkiego w Łodzi
Uczniowie Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej im. Feliksa Parnella w Łodzi






poniedziałek, 1 grudnia 2025

Uwikłani. "Sprawiedliwie" w reż. Ewy Platt w Teatrze Nowym w Łodzi - recenzja

 

Najnowszy spektakl Teatru Nowego im. K. Dejmka w Łodzi to bardzo szczery i brutalny obraz lokalnej społeczności, w której bieda, przemoc i wyzysk jest na porządku dziennym. Przewrotnie, ale bez znieczulenia realizatorzy pytają o to, czym właściwie jest sprawiedliwość: manifestacją siły czy jedynie katalizatorem rozpaczy i bezsilności? Czy jest jakaś inna opcja? Listopadowa premiera spektaklu „Sprawiedliwie” w reż. Ewy Platt udowodniła, że warto pamiętać o wybitnych polskich autorach i ich dziełach, które pomimo upływu dziesięcioleci nadal pozostają aktualne.



Z jaką zatem historią tutaj się stykamy? Otóż młody chłopak, Jasiek stanął w obronie honoru Nastki, dziewczyny ze wsi, w której był zakochany. Co konkretnie zrobił? Pobił napastującego ją rządcę za co został skazany na trzy lata więzienia. Historia rozpoczyna się po roku odsiadki, gdy Jasiek ucieka z więzienia. Podczas ucieczki zostaje postrzelony przez strażników, ale ostatecznie udaje mu się dotrzeć do rodzinnej wsi. Matka otacza go troskliwą opieką i ukrywa nie tylko przed wymiarem sprawiedliwości, ale również przed mieszkańcami wsi, bo przecież Jasiek jest poszukiwany, okryty hańbą, ponownie grozi mu sąd i skazanie a sąsiedzi nie mają litości ani zrozumienia. Wprost przeciwnie - próbują wykorzystać desperację matki Jaśka a jego samego schwytać i... zlinczować. Sprawiedliwie?Atmosfera z minuty na minutę gęstnieje, a poczucie sprzeciwu wobec ludzkiej niegodziwości rośnie, ale - niestety - klęska Jaśka i jego matki w walce o dobre imię, godność i sprawiedliwość jest nieunikniona. Silniejszy wygrywa? Jakże to brutalnie współczesne!..


Fot. HAWA



Opowiadanie Reymonta zostało bardzo sprawnie przeniesione na scenę a przecież nie należy do najłatwiejszych, tak do zagrania, jak i odbioru, czego główną przyczyną jest język narracji oraz duże zagęszczenie napięć w relacjach pomiędzy bohaterami opowieści i ze względu na wielopłaszczyznowość tekstu literackiego. Niewątpliwie dużym plusem jest umiejętne wydobycie z treści opowiadania tego, co najważniejsze, aktualne, żywe i współcześnie nas dotykające. Realizatorzy podrzucają widzowi naprawdę poważne tematy do przemyśleń i dyskusji. Pytają o kondycję współczesnych społeczeństw, budowanie więzi i o ich jakość, o potrzebę władzy i manifestacji siły, o to, do czego może doprowadzić bieda czy wyzysk, czym jest cierpienie a czym tytułowa sprawiedliwość, odpowiedzialność czy uczciwość wobec drugiego człowieka. Cenne jest również to, że w spektaklu pojawiają się porządnie skonstruowane postacie o precyzyjnie, wyraźnie zarysowanych osobowościach. Przeczuwamy, że ta historia nie może skończyć się dobrze, ale – to jest bardzo przewrotne – do końca mając nadzieję na jakąś przemianę tej czy innej postaci czy po prostu ufając jej szczerości, która odmieni los kluczowych bohaterów tej bardzo zgrabnej adaptacji.

Ale nie wszystko podobało mi się w obszarze realizacji spektaklu. No bo z jakiego powodu widzimy na scenie zwłoki krowy, skoro Matka Jaśka kupuje milczenie Tekli maciorką? Nie dostrzegam tutaj jakiegoś sensownego uzasadnienia pojawienia się na scenie krowy. Równie dobrze mógł to być koń czy baran. Czemuś konkretnemu to miało służyć? Po drugie, język dialogów na wprost zaczerpnięty z opowiadania Reymonta zderzono z czasem nam współczesnym (telefony komórkowe i „sefliaki” Dziedzicowej, plastykowe krzesła ogrodowe, radio tranzystorowe, kostiumy), może z początkiem lat dwutysięcznych. Coś na zasadzie: Patrzcie, patrzcie, minęło sto lat a nic się nie zmieniło! Nie jesteśmy ani mniej ani bardziej cywilizowani! Wieś czy miasto a czasy nadal niczyje. Ale tak, taką artystyczną wizję czasów akceptuję. Problem zauważam w czym innym, a mianowicie w tym, że z tego powodu wkradło się tutaj dokuczliwe poczucie przesady i zamazania czegoś, co powinno być klarowne - zupełnie jakby realizatorzy nie mogli się zdecydować, w jakich czasach osadzić wydarzenia. A wystarczyłoby nieco uprościć język (uprościć a nie uwspółcześnić!) albo scenografię czy kostiumy osadzić bliżej czasu wynikającego z treści noweli „Sprawiedliwie”. I po trzecie, momentami przeszkadzały mi przedłużające się spowolnienia akcji. Podejrzewam, że miały skontrastować np. dynamikę poprzedniej sceny, albo może tu miało coś zadziać się w sferze emocjonalnej, ale moim zdaniem były to momenty zbędne. Natomiast nie uważam, żeby te mankamenty przesądzały o wartości tej realizacji. Traktuję je raczej drugorzędnie.

Ufność wobec tej czy innej postaci spektaklu – o czym wspomniałam wcześniej – jakaś wiara w jej naturalne dobro to zasługa nie tylko sprawnej dramaturgii i reżyserii, ale również świetnego warsztatu obsady spektaklu. Mnie najbardziej spodobali się Paweł Audykowski jako Sołtys, Magdalena Kaszewska jako Tekla i Michał Kruk jako Walek. Szczególnie Magdalena Kaszewska przykuwała moją uwagę. Ale mimo wszystko to przecież Matka, czyli Monika Buchowiec była postacią centralną tej realizacji. Na niej ogniskowały się wszystkie wydarzenia i działania pozostałych bohaterów tej historii, także jej syna – Jaśka. Zdeterminowana, gotowa na każde poświęcenie, skupiona, ale i pogodzona z cierpieniem w imię matczynej miłości... A jednak trudno było kibicować jej zabiegom o uratowanie syna przed ponownym aresztowaniem. Jasiek - zagrany przez Damiana Sosnowskiego – budził we mnie jednak pewien niepokój, wydawał się być nieprzewidywalny. Sosnowski doskonale pasował do tej roli. Generalnie wszyscy byli bardzo prawdziwi, wiarygodni w działaniach i emocjach. Nawet nieco neurotyczna Dziedzicowa (Katarzyna Żuk), budząca mieszane uczucia, zadziwiająca przesadnymi reakcjami - takimi jakby trochę na pokaz - była nad wyraz autentyczna. No bo przecież, jakby tak się rozejrzeć dookoła to nie trzeba szukać daleko, żeby taką Dziedzicową czy Jaśka, Sołtysa albo i Walka znaleźć. Ilu z nas jest podobnie uwikłanych we wzajemne zależności? W tak bardzo niewspółmierne, niesymetryczne, przemocowe?.. Pewnie wielu. No cóż, musze stwierdzić, że obejrzałam świetne aktorstwo od pierwszej do ostatniej sekundy spektaklu, takie nie dające widzowi ani chwili wytchnienia. 

Na koniec może jeszcze tylko dodam, że liczę na możliwość ponownego obejrzenia spektaklu "Sprawiedliwie". Za jakiś czas. Myślę, że - biorąc pod uwagę takie specyficzne zagęszczenie środków wyrazu, emocji czy znaczeń - ten spektakl i same postaci będą się rozwijać. Mocna to rzecz, może pozytywnie zaskoczyć, chociaż finalnie historia Jaśka kończy się źle. Polecam.



Fot. HAWA




Fot. HAWA



Fot. HAWA



Fot. HAWA


***


Sprawiedliwie
- Wł. Reymont


Teatr Nowy im. Kazimierza Dejmka w Łodzi
Prapremiera: 21 listopada 2025 roku, Mała Scena


Realizatorzy:


Reżyseria | Adaptacja: Ewa Platt
Dramaturgia: Zuzanna Pajowska
Scenografia: Anna Rogóż
Ścieżka dźwiękowa: Dominik Ossowski, Mateusz Sochań
Asystent reżyserki: Paweł Audykowski
Twórcy modelu krowy: Malwina Kowalewska, Andrzej Dromert
Identyfikacja graficzna: Mateusz Dziworski
Inspicjentka: Agnieszka Choińska


Obsada:


Damian Sosnowski (Jasiek)
Monika Buchowiec (Winciorkowa)
Magdalena Kaszewska (Tekla)
Paweł Audykowski (Sołtys)
Michał Kruk (Walek)
Sławomir Sulej (Ksiądz)
Katarzyna Żuk (Dziedzicowa)
Matylda Wojsznis (gościnnie) (Nastka)



Przeciwko przezroczystości. O spektaklu „Niech żyje życie. Rapsodia”

  Najnowsza premiera na Małej Scenie Teatru Nowego im. Kazimierza Dejmka w Łodzi dotyka tematu rzadko obecnego w polskim teatrze w sposób ta...