poniedziałek, 25 maja 2026

60 lat łódzkiej opery. Co zobaczymy w nowym sezonie Teatru Wielkiego?

 

W nowym sezonie 2026/2027 Teatr Wielki w Łodzi  świętować będzie  sześćdziesięciolecie swojego istnienia. Dla widzów oznacza to rok pełen powrotów wielkich tytułów, nowych interpretacji klasyki oraz wydarzeń specjalnych, które podsumują dotychczasową historię łódzkiej sceny. Dyrekcja przygotowała program zrównoważony, łączący tradycję operową i baletową z nowoczesnym podejściem do realizacji spektakli.



Teatr Wielki w Łodzi, pocztówka ze zbiorów MNEMOSYNE, fot. L. Święcki, Buro Wydawnicze "Ruch", lata 70-te XX wieku

Sezon rozpocznie się poza murami teatru - 5 września 2026 roku na Placu Dąbrowskiego. Tego wieczoru odbędzie się plenerowa Gala Opera Łódź Opener. To propozycja dla szerokiej publiczności, która oficjalnie otworzy kalendarz nadchodzących wydarzeń.

Pierwszą dużą premierą jesieni będzie balet „Coppélia” Léo Delibesa, zaplanowany na siedemnastego października. Tytuł ten wraca do Łodzi po dwudziestu sześciu latach. Nową choreografię przygotowuje Julien Guerin. Choć to klasyczna, pełna uroku opowieść, w dzisiejszych czasach historia o ożywionej lalce zyskuje zupełnie nowy kontekst, zmuszając do refleksji nad tym, gdzie kończy się natura, a zaczyna sztuczność.

Pod koniec listopada widzów czeka jedno z najważniejszych wydarzeń operowych roku – premiera „Otella” Giuseppe Verdiego w reżyserii Giorgio Madii. To monumentalne dzieło powraca na łódzką scenę po pół wieku nieobecności. Reżyser rezygnuje z historycznego kostiumu, skupiając się na uniwersalnym studium ludzkich emocji: zazdrości, manipulacji i kryzysie tożsamości.

Wiosna 2027 roku przyniesie propozycje łączące różne style muzyczne i choreograficzne. Szóstego marca odbędzie się wieczór baletowy w choreografii Jacka Przybyłowicza. Na scenie zostaną zestawione dwa skrajne utwory: dynamiczny „Ognisty ptak” Igora Strawińskiego oraz subtelny i zmysłowy „Dafnis i Chloe” Maurice’a Ravela. Kolejną premierą, zaplanowaną miesiąc później na 17 kwietnia, będzie „Don Giovanni” Wolfganga Amadeusa Mozarta. Reżyserią spektaklu zajmie się Barbara Poll, która pokaże tę klasyczną opowieść o namiętności i konflikcie moralnym w sposób bliski współczesnemu widzowi.

Kulminacyjnym punktem roku będzie sam jubileusz - 19 stycznia 2027 roku odbędzie się uroczysty Koncert Jubileuszowy. Tuż po nim teatr przypomni cztery ikoniczne tytuły, które przez lata budowały historię łódzkiej sceny. W ramach tego specjalnego cyklu widzowie będą mogli obejrzeć kolejno: „Halkę” (dwudziestego stycznia), „Straszny dwór” (dwudziestego drugiego stycznia), „Carmen” (dwudziestego czwartego stycznia) oraz familijną „Królewnę Śnieżkę” (dwudziestego szóstego stycznia).

W repertuarze nie zabraknie także ambitnych wznowień. Na afisz wrócą m.in. „Raj utracony” Krzysztofa Pendereckiego oraz „Faust” Charlesa Gounoda. Ciekawie zapowiadają się również wydarzenia koncertowe. Pod koniec października w kościele Ojców Jezuitów zostanie wykonana Wielka Msza c-moll Mozarta, a 2 maja – z okazji dwóchsetnej rocznicy śmierci kompozytora – usłyszymy IX Symfonię Ludwiga van Beethovena.

Nowy sezon to także myślenie o przyszłości i młodszych widzach. W czerwcu odbędzie się premiera widowiska „Pan Kleks w operze”, w którym wystąpią artyści z Chóru Dziecięcego. To projekt edukacyjny, który ma przybliżyć świat opery najmłodszemu pokoleniu. 

Sezon 2026/2027 w Teatrze Wielkim w Łodzi zapowiada się zatem ciekawie, jako spójna i przemyślana propozycja, w której jubileuszowe świętowanie łączy się z rzetelną pracą artystyczną.




czwartek, 21 maja 2026

Anatomia czasu. Nowa odsłona Fossego w Teatrze Nowym w Łodzi

 

„Sen o jesieni” w reżyserii Tomasza Fryzła, którego premiera odbyła się 8 maja br., to realizacja ambitna, znakomicie osadzona w dramaturgii Jona Fossego. Spektakl, choć stawia opór łatwej percepcji, skutecznie absorbuje widza, wciągając go w liminalną przestrzeń – stan zawieszenia między ontologiczną pewnością jawy a onirycznym odrealnieniem. Klasycznie pojęty czas świecki ulega tu anihilacji; wkraczamy w wymiar swoistego rytuału przejścia, w którym stare struktury poznawcze przestają obowiązywać, a nowe jeszcze się nie wyłoniły.


Punktem wyjścia jest cmentarne spotkanie nieznajomych; sytuacja zaledwie z pozoru banalna. Cmentarz funkcjonuje u Fryzła jako foucaultowska heterotopia – miejsce absolutnego progu, w którym przecinają się wszystkie czasy. Reżyser rezygnuje z chronologii linearnej na rzecz labiryntu egzystencjalnego. W tej strukturze zapętleń, gdzie role i retrospekcje ulegają multiplikacji, bohaterowie spoglądają na własne życie z perspektywy ostateczności. Centralną figurą tego rozliczenia jest postać Gry (Karolina Bednarek). Funkcjonując w szczelinie między tekstem dramatycznym a działaniem aktorskim – niejako w przestrzeni didaskaliów – pełni ona rolę narratorki-cienia. Jej obecność nie tylko dopowiada kwestie bohaterów, ale staje się kluczowym mechanizmem „zarządzania” uwagą widza, nadając całości medytacyjny, niemal obrzędowy rytm.

Reżyser wchodzi w twórczy dialog z poetyką Fossego, zachowując jego charakterystyczną frazę opartą na pauzie i repetycji. W ujęciu norweskiego noblisty cisza nie jest brakiem, lecz aktywnym znakiem teatralnym. Największym atutem łódzkiej koncepcji jest nadanie didaskaliom autonomicznego bytu scenicznego. Zabieg ten, sprzężony z sugestywną, oszczędną muzyką Nikodema Dybińskiego, pozwala w pełni wybrzmieć melodii tekstu, który staje się głównym nośnikiem sensów. To perfekcyjne zarządzanie ciszą i rezonansem sprawia, że każde słowo waży tu podwójnie.

Znakomite aktorstwo – Mirosławy Olbińskiej, Katarzyny Żuk, Sławomira Suleja i Piotra Seweryńskiego – stanowi bezwzględny kręgosłup przedstawienia. Ich precyzja interpretacyjna z powodzeniem dźwiga ciężar dramatu nawet w momentach estetycznego dysonansu, jaki generuje scenografia. Ta ostatnia, aspirująca do metaforyczności, w praktyce okazuje się nadmiarową semantyzacją przestrzeni. W inscenizacji tak skupionej na słowie i psychologicznej gęstości, wszelki „nadbagaż” wizualny staje się barierą. W teatrze, kiedy stawką jest intymność, przestrzeń powinna być pudłem rezonansowym, a nie intruzem; aktorzy, operując w pustej przestrzeni, osiągnęliby równie silny, jeśli nie silniejszy efekt emocjonalny.

„Sen o jesieni” to teatr o dojmującej samotności i strukturalnej niemożności pełnego porozumienia – ludzkim „błędzie systemu”. To studium rozdarcia między afektem a trwaniem, podane z chirurgiczną wręcz precyzją, która nie pozostawia widza obojętnym. Koniecznie do obejrzenia.


Fot. Klaudyna Schubert


Fot. Klaudyna Schubert


Fot. Klaudyna Schubert


Fot. Klaudyna Schubert


Fot. Klaudyna Schubert


***


„Sen o jesieni”
- Autor:Jon Fosse

Teatr Nowy im K. Dejmka w Łodzi
Premiera: 8 maja 2026, Mała Scena



Realizatorzy:


Reżyseria: Tomasz Fryzeł
Scenografia: Anna Oramus
Asystentka scenografki: Barbara Szwedowska-Pietrasik
Kostiumy: Wanda Kowalska
Reżyseria światła: Klaudyna Schubert
Muzyka: Nikodem Dybiński
Tłumaczka dramatu: Elżbieta Frątczak-Nowotny
Inspicjentka/asystentka reżysera: Agnieszka Choińska


Obsada:

Karolina Bednarek (Gry)
Mirosława Olbińska (Kobieta)
Piotr Seweryński (Ojciec)
Sławomir Sulej (Mężczyzna)
Katarzyna Żuk (Matka)

sobota, 16 maja 2026

Jesteśmy. "Pływalnia" w reż. R. Sabary w łódzkim Teatrze Jaracza



Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi może pochwalić się kolejnym w tym sezonie, niezłym spektaklem, którego premiera odbyła się 5 maja 2026r - nietypowo, bo we wtorek. Mam tu na myśli „Pływalnię” Magdaleny Drab, która u Rafała Sabary zyskała nowy wyraz artystyczny. Reżyser zrezygnował bowiem z tradycyjnej linearności w narracji na rzecz nakładających się na siebie monologów wewnętrznych. Zbudowały one fascynujące studium samotności, zaskakujące precyzyjną narracją i trafnością spostrzeżeń.



Akcja rozgrywa się w miejskim basenie o obniżonym dnie, pozwalającym na bezpieczne oswajanie się z wodą i naukę pływania od podstaw. Na takie właśnie zajęcia z pływania, które poprowadzić ma Jakaś Elżbieta (Dorota Kiełkowicz) przychodzi Jakaś Maria (Izabela Noszczyk), Jakaś Krystyna (Edyta Jungowska), Jakaś Janina (Magdalena Kuta) i Jakiś Andrzej (Bogusław Suszka) - trochę onieśmieleni, wstydzący się swoich starych ciał, byle jak zagadując strach, byleby go nie było. Prowadzą jednak istotne monologi wewnętrzne, które widzowi pozwalają zrozumieć motywacje bohaterów i przyjąć do wiadomości, że każdy z nas – nie oszukujmy się, każdy! - prędzej czy później będzie równie bezradny, niepewny tego kim jest i czy w ogóle jest. Płytka woda staje się jakby metaforą ich życia, które już przemija a którego pragną równie bardzo jak w czasach młodości. Wiedzą, że ich świat się kurczy i że stają się coraz bardziej samotni, bezradni, rozczarowani. Coraz mniej też wierzą w to, że w ogóle ktoś ich dostrzega. Ze strachu przed nieuchronnie kurczącą się przyszłością wolą tkwić nawet w toksycznych relacjach nie potrafiąc ich naprawić i nie wierzą, że jeszcze kiedykolwiek nadejdzie miłość, bo przecież kiedyś już „jakaś” miłość była. Ach, byle tylko utrzymać się na powierzchni, byle nie utonąć.

„Pływalnia” to przejmująca historia o ludziach, którzy niezauważalnie dla innych po prostu znikają w kontekstach społecznych i fizycznych, jakby stawali się coraz bardziej niewidzialni i niepotrzebni. Każdy z bohaterów poniósł jakąś stratę i musi się z nią mierzyć właściwie samotnie, dlatego wiele jest w tej opowieści smutku i nostalgii. Jednak nie jest to historia całkowicie pozbawiona humoru - wprost przeciwnie. Ale dowcip jaki zaserwował Sabara nie był tak po prostu beztroski. Moim zdaniem reżyser skutecznie uniknął jednoznaczności sprawnie operując dyskretną metaforą, uproszczeniem czy właśnie elementami humorystycznymi. Tym samym dał widzowi naprawdę dużo przestrzeni, aby w swoim czasie i tempie mógł wysnuć własną refleksję, sformułować opinię i dostrzec rzeczywisty problem, przed którym stanie najprawdopodobniej każdy z nas.

W spektaklu istotną rolę odegrała scenografia, która nie tylko towarzyszyła aktorom a raczej „dialogowała” z ich pracą. Bardzo spodobały mi się skróty i uproszczenia, które zaproponowała Beata Nyczaj. Samo przedstawienie basenu, z jednej strony było komiczne, z drugiej zaś bezwzględnie podkreślało nieporadność Jakiejś Marii czy Jakiegoś Andrzeja. Na pewno ci, co obejrzeli spektakl również doskonale pamiętają generującą silne emocje scenę z wanną czy żartobliwie potraktowane popisy pływackie w basenie z doskonałą imitacją wody (lustrzane odbicia, plastykowe piłeczki). Bez dobrze zaprojektowanej scenografii, rekwizytów i kostiumów nie byłoby możliwe skonstruowanie tak ciekawych wyrazowo scen. No i oczywiście trzeba podkreślić doskonałą grę zespołu aktorskiego. Każda z postaci została porządnie zbudowana, z niuansami, precyzyjnie. Trudno do czegokolwiek się przyczepić. Ich wahania, nastroje, jakieś dylematy natury moralnej, obawa przed ośmieszeniem się a jednocześnie takie trochę dziecięce pragnienia i weryfikacja własnych możliwości poparta przykrym racjonalizmem były boleśnie prawdziwe. 

I owa prawda przekazu sprawia, że publiczność bardzo łatwo może odnaleźć w postaciach z „Pływalni” kawałki siebie. A to, wiecie, dla wielu może nie być przyjemne, bo każdy chciałby oglądać siebie takim, jakim chciałby być a nie jakim jest naprawdę.


Fot. HAWA



***

"Pływalnia"
- Magdalena Drab

Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi
Premiera: 5 maja 2026 roku | Scena Kameralna


Realizatorzy:


Reżyseria: Rafał Sabara
Scenografia i kostymu: Beata Nyczaj
Choreografia: Urszula Parol
Muzyka: Jacek Lachowicz
Reżyseria światła i wideo: Aleksandra Wolan
Inspicjentka, suflerka: Katarzyna Brudek


Obsada


Jakaś Elżbieta: Dorota Kiełkowicz
Jakaś Maria: Izabela Noszczyk
Jakaś Krystyna: Edyta Jungowska (gościnnie)
Jakaś Janina: Magdalena Kuta (gościnnie)
Jakiś Andrzej: Bogusław Suszka



wtorek, 5 maja 2026

Twierdza Persil, czyli rzecz o dojrzewaniu. Premiera "Siódmego wtajemniczenia" - recenzja


W piątek 24 kwietnia 2026r. na Dużej scenie Teatru Nowego w Łodzi odbyła się premiera spektaklu "Siódme wtajemniczenie" w reżyserii Katarzyny Dudzic-Grabińskiej.  Publiczność mogła obejrzeć świetnie przygotowany spektakl, którego fabuła i wypływająca z niej pozytywna energia nieuchronnie wciągały widza w (retro)świat  dzieciństwa i dorastania, przenosząc go w czasie o kilkadziesiąt lat wstecz. Ale uwaga! Pomimo przyjętej przez realizatorów stylistyki retro, spektakl okazał się na wskroś współczesną produkcją, bo choć czasy się zmieniły to problemy pozostały te same. 



"Siódme wtajemniczenie" w Teatrze Nowym w Łodzi to adaptacja powieści jednego z moich ulubionych autorów książek dla młodzieży - Edmunda Niziurskiego,. Spektakl opowiada o przygodach trzynastolatka w szkole w Gnypowicach, który musi odnaleźć się w środowisku zdominowanym przez szkolne gangi. Cykorz - brawurowo zagrany przez Macieja Bisiorka - jako nowy uczeń staje się celem konkurujących między sobą Matusów i Blokersów.  Aby uniknąć nieprzyjemnych sytuacji chłopak musi dokonać wyboru, do którego z nich się przyłączyć, co oczywiście jest trudne. Ostatecznie daje się przekonać Matusom, musi jednak przejść wiele dziwacznych rytuałów i po kolei zdobywać stopnie wtajemniczenia. Cykorz w dowód odwagi i waleczności podejmuje się nawet prawdziwie inicjacyjnej wyprawy bohatera po skarb do twierdzy Persil. Dzięki temu osiąga tytułowe siódme wtajemniczenie.

Spektakl porusza kilka ważnych problemów, z jakimi - także współczesne - nastolatki muszą sobie radzić na etapie dojrzewania: adaptacja w nowym środowisku, tożsamość i i przynależność do jakiejś grupy, rywalizacja i jej konsekwencje, uleganie wpływom grupy rówieśniczej czy też nieuchronny koniec dzieciństwa, kiedy to traci się poczucie beztroski i niewinności. Daje to szerokie pole do interpretacji i rozmów o codziennych, realnych zdarzeniach czyniąc z tej realizacji naprawdę doskonały wstęp do bardzo merytorycznych zajęć z młodzieżą szkolną.

Jest to również inscenizacja bardzo „apetyczna” ze względu na doskonale wyważoną mieszankę humoru, dynamicznej akcji i nostalgii. Niewątpliwie może bawić zarówno młodszych, jak i starszych widzów. Tym bardziej, że spektakl został świetnie przygotowany i równie świetnie zagrany. Jerzy Basiura i Julia Nowak zaprojektowali bardzo stylowe kostiumy i scenografię. Reżyserująca spektakl Katarzyna Dudzic-Grabińska z wyczuciem wydobyła z książki Niziurskiego wszystko, co najlepsze, z uwagą i szacunkiem dla autora i na dodatek pozwoliła aktorom „wygrać się” a to ogromny plus. Nieraz bowiem daje się zauważyć w grze aktora jakiś nieprzyjemny ciężar, kiedy bardzo usilnie stara się coś zagrać, ale nie wychodzi, bo narzucona forma paraliżuje go wewnętrznie... Ale nie w przypadku „Siódmego wtajemniczenia”, bo tutaj królowały swoboda i luz, chociaż tempo gry na pewno było mordercze. Zresztą aktorzy doskonale odwzorowali zachowania i postawy dzieciaków, jakby wrócili do czasu, kiedy sami byli dziećmi. Nie ukrywam, że bardzo spodobał mi się sam koncept jak i jego realizacja. 

Podsumowując mogę z czystym sumieniem rzec, że najnowsza realizacja łódzkiego Teatru Nowego jest godna uwagi widza w różnym wieku. Tym razem nie mam powodu do grymasów i narzekań - świetna plastyka, oprawa muzyczna, praca aktorów, dramaturgia, dynamiczna i ciekawa fabuła. Same plusy. 

A zatem... brawo.


 

Fot. HAWA


Fot. HAWA


Fot. HAWA



Fot. HAWA





***


Siódme wtajemniczenie”
- Edmund Niziurski

Teatr Nowy im. K. Dejmka w Łodzi
Premiera: 24.04.2026, Duża Scena


Realizatorzy:

Reżyseria i adaptacja: Katarzyna Dudzic-Grabińska
Scenografia i kostiumy: Jerzy Basiura
Asystentka scenografa i projekty: Julia Nowak
Muzyka: Tymoteusz Witczak
Ruch sceniczny: Tomasz Wesołowski
Asystent reżyserki: Konrad Michalak
Inspicjentka: Hanna Molenda


Obsada:

Maciej Bisiorek (CYKORZ)
Monika Buchowiec (ERNESTYNA)
Łukasz Gosławski (NIERADEK)
Gracjan Kielar (INOCYNT)
Maciej Kobiela (FRYDEK)
Paweł Kos (LOLO)
Halszka Lehman (SZPROT-RYMARSKA)
Konrad Michalak (MARSZALEC)
Adam Mortas (STEF)
Rozalia Rusak (PLEKSA)
Bartłomiej Kotwica (gościnnie) (ZEFLIK)
Matylda Wojsznis (gościnnie) (BĄBELEK)



Triumf muzycznej logiki. Antoni Wit, Hyuk Lee i architektoniczny porządek brzmienia w Filharmonii Łódzkiej

  W miniony piątek, 12 czerwca, łódzcy melomani mogli wysłuchać wyjątkowego koncertu symfonicznego, podczas którego żywa historia polskiej d...