Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Witold Borkowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Witold Borkowski. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 marca 2022

Witold Borkowski - tancerz, choreograf, pedagog


Już za kilka dni w Teatrze Wielkim w Łodzi będziemy świętować jubileusz 50-lecia "Królewny Śnieżki i siedmiu krasnoludków", baletu z muzyką Bogdana Pawłowskiego i choreografią Witolda Borkowskiego. To dobry moment, aby przypomnieć sylwetkę znakomitego choreografa.


Witold Borkowski urodził się 26 października 1919 roku w Wilnie. W 1937 roku ukończył Studio Baletowe Muraszowej w Wilnie i tu w Teatrze Lutnia debiutował jako tancerz w balecie Zaproszenie do tańca Webera. Później (1937/1938) był solistą Baletu Polskiego Feliksa Parnella, z którym wystąpił w wielu krajach świata. Po powrocie do Wilna w latach 1940-1941 był pierwszym tancerzem i asystentem choreografa Józefa Ciesielskiego w Teatrze Muzycznym. Do końca II wojny światowej kształcił się m.in. u Piotra Zajlicha, Leona Wójcikowskiego i znów u Feliksa Parnella, do Baletu Polskiego Parnella powrócił na dwa lata jako jego solista i asystent choreografa.


Witold Borkowski


Kolejne lata przyniosły artyście współpracę z Operą Śląską w Bytomiu, gdzie był I tancerzem, choreografem, pedagogiem i kierownikiem baletu. Na kolejne 14 lat związał się z warszawskim Teatrem Wielkim, w którym był asystentem choreografa – Stanisława Miszczyka. Jednocześnie współpracował z operą objazdową i teatrami dramatycznymi. Na scenie warszawskiego teatru Wielkiego zrealizował m.in.: Symfonię fantastyczną Berlioza, Bolero Ravela, Danse sacrée et danse profane Debussy’ego.

W latach 50. wraz z zespołem baletowym Opery tańczył w Monte Carlo, Tuluzie, Paryżu i Helsinkach. Spośród wielu wspaniałych ról tańczonych przez Witolda Borkowskiego należy wymienić koniecznie choćby kilka: Romea w Romeo i Julii Prokofiewa, Zygfryda w Jeziorze łabędzim Czajkowskiego, Diabła i Pana Twardowskiego w dwóch różnych realizacjach Pana Twardowskiego Różyckiego, tytułowe role w Dylu Sowizdrzale R. Straussa, Pietruszce Strawińskiego, Popołudniu fauna Debussy’ego. W tym czasie był stypendystą – choreografem w Anglii, Francji i Związku Radzieckim; na paryskiej Sorbonie słuchał Serge’a Lifara w cyklu wykładów z zakresu choreografii, a na osobiste zaproszenie tego wybitnego artysty, odbył dodatkowe studia w Paryżu na temat ewolucji baletu francuskiego, tzw. techniki neoklasycznej. Był również aspirantem w Moskwie u sławnego Zacharowa, studiował w leningradzkiej Szkole Baletowej A. Waganowej.


Ewa Wycichowska i Krzysztof Pastor, fot. Ch. Zieliński


Najbardziej znaczącym i owocnym okresem w twórczości baletowej Witolda Borkowskiego były lata 1964-1975 spędzone w Teatrze Wielkim w Łodzi na stanowisku kierownika baletu i głównego choreografa. Był jednocześnie kierownikiem artystycznym Studia Baletowego przy tym Teatrze, a także inicjatorem i współtwórcą cieszącego się do dziś wielkim uznaniem międzynarodowego festiwalu baletowego Łódzkie Spotkania Baletowe. Do baletowego repertuaru łódzkiej sceny wprowadził wiele ciekawych pozycji wśród których znalazły się m.in.: Dafnis i Chloe Ravela, Szach Mat Blisa, Romeo i Julia Prokofiewa, Jezioro łabędzie Czajkowskiego. Opracował choreografie tańców do spektakli: Tragedyja albo rzecz o Janie i Herodzie Twardowskiego, Białowłosa Czyża, Człowiek z La Manchy Leigha, a jego Tańce połowieckie w Kniaziu Igorze Borodina wzbudzały ogromny entuzjazm widzów we wszystkich krajach, w których Teatr Wielki ten spektakl prezentował. Z zespołem baletowym Teatru Wielkiego przedstawił również zagranicznej publiczności Królewnę Śnieżkę, Pana Twardowskiego, Harnasi i Chopinianę oraz spektakle operowe z własnymi choreografiami m.in. w: Lipsku, Brnie, miastach byłej RFN, Tbilisi, Lubljanie i Skopje.

Jeszcze przed objęciem kierownictwa baletu w Łodzi, Witold Borkowski zaprezentował w 1962 roku na scenach Londynu Don Kichota Minkusa z zespołem Ballet Rambert w Sadler’s Wells Theatre oraz w 1970 i 1975 roku z zespołem London Festival Ballet w Theatre Coliseum.


Karolina Sasin i Piotr Ratajewski, fot. Ch. Zieliński


Obok londyńskiego Don Kichota artysta zrealizował Romea i Julię w Der Norske Opera w Oslo (1969), Królewnę Śnieżkę w Teatrze Narodowym w Brnie (1970) i w Teatrze Opery i Baletu w Wilnie (1972), Pana Twardowskiego w Hawanie (1974); przygotował światową prapremierę Joanny Papieżycy M. Stojanowa w Sofijskiej Operze Narodowej (1970), Fontannę Bachczysaraju w Macedońskim Teatrze Narodowym (1981), Romea i Julię w Sao Paulo w Brazylii (1985).

Witold Borkowski był wielokrotnie jurorem bądź przewodniczącym jury w krajowych i międzynarodowych konkursach tańca klasycznego, m.in. w: Warszawie, Gdańsku, Warnie, w Peru (z okazji 450-lecia miasta Trujillo), współpracował z teatrami dramatycznymi, baletowymi, telewizją i filmem w kraju i za granicą.


Monika Maciejowska i Gintautas Potockas, fot. Ch. Zieliński


Podczas swojego bogatego życia artystycznego pełnił odpowiedzialne funkcje społeczne: był członkiem prezydium zarządu i przewodniczącym sekcji baletowej Stowarzyszenia Artystów Scen Polskich, wiceprzewodniczącym sekcji choreograficznej i członkiem zarządu Stowarzyszenia Autorów ZAiKS. Za swoje wybitne zasługi i osiągnięcia artystyczne, a także za propagowanie polskiej twórczości za granicą artysta wyróżniony został wysokimi odznaczeniami państwowymi: Krzyżami Oficerskim i Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (Polonia Restituta) oraz wieloma innymi nagrodami państwowymi i resortowymi. Wśród nich jest również Honorowa Odznaka Miasta Łodzi.

Witold Borkowski zmarł 5 listopada 1995 roku w Warszawie.


[mat. prasowy]


***



"Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków"
Teatr Wielki w Łodzi
19 i 20.03. 2022

REALIZATORZY

Choreografia: Witold Borkowski

Kompozytor: Bogdan Pawłowski

Dyrygent: Tadeusz Kozłowski

 

OBSADA

Śnieżka: Monika Maciejewska-Potockas, Alicja Bajorek, Ekaterina Kitaeva-Muśko
Książę: Gintautas Potockas, Paweł Kurpiel, Dominik Senator
Mędrek: Grzegorz Brożek
Gburek: Krzysztof Pabjańczyk
Śmieszek: Bartos Białowąs
Apsik: Jakub Olejnik
Nieśmiałek: Boglarka Novak
Śpioszek: Julia Sadowska
Gapcio: Nazar Botsiy
Macocha: Valentyna Batrak
Wiedźma: Joshua Legge
Leśniczy: Brandon Demmers
Mistrz Ceremonii: Koki Tachibana
Motyl: Riho Okuno
Ważki: Stella Walasik, Sakurako Onodera
Bajarz: Andrzej Staniewski
Orkiestra Teatru Wielkiego w Łodzi


środa, 5 lutego 2020

Akt w tańcu czy taniec w akcie? "Humanka" w reż. Leny Frankiewicz wTeatrze Nowym w Łodzi

 

W miniony piątek, 31 stycznia 2020 r., w Teatrze Nowym im. K. Dejmka w Łodzi odbyła się premiera „Humanki" Jarosława Murawskiego w reżyserii Leny Frankiewicz. Spektakl poruszający problem natury egzystencjalnej, czyli być albo nie być w związku a jeżeli tak, to w jakim i dlaczego, ma szansę długo nie schodzić z afisza, bo realizatorzy zadbali o to, żeby było w nim wszystko to, co może spodobać się przeciętnemu widzowi.

Rzecz dzieje się w przyszłości. Em – w tej roli wystąpił Bartosz Turzyński - chłopak o nieco rozchwianej osobowości i nie odnajdujący się w związkach z kobietami, postanawia zakupić robota doskonale imitującego kobietę, czyli humankę. Szi (Marianna Zydek występująca w spektaklu gościnnie), kobieta-robot o nieprzeciętnej urodzie i wyjątkowej inteligencji, jest przez jakiś czas partnerką idealną - piękną, posłuszną i spełniającą wszelkie życzenia Em.

Z czasem jednakże zyskuje umiejętność odczuwania emocji i zakochuje się w swoim właścicielu. Ten zauważa zmianę w zachowaniu humanki i postanawia oddać ją za połowę ceny swojemu przyjacielowi Markusowi (w tę postać wcielił się Michał Kruk). Shi wpada w rozpacz i od nadmiaru emocji... zawiesza się. Ostatecznie i tak trafia do Markusa, który jest ewidentnie nią zachwycony, natomiast Em odczuwając chyba boleśnie samotność kupuje sobie mechanicznego pieska i zadowala skąpą relacją z Mi, czyli inteligentnym systemem zarządzającym jego domem / mieszkaniem (głosu użyczyła mu niezawodna Monika Buchowiec).


Fot. Natalia Kabatow


Realizatorzy zadbali o to, żeby wchodząca na widownię po pierwszym dzwonku publiczność od razu przeniosła się w przyszłość. Przygaszono światła, w tle rozlegał się jakiś komunikat czy też rozmowa a kilka minut przed rozpoczęciem spektaklu jedno z miejsc na widowni zajął Markus. O konieczności wyłączenia telefonów poinformowała publiczność Mi i od razu widz został wrzucony na głęboką wodę, która jednakże okazała się raczej płycizną: dłuższą chwilę obserwował bardzo żywiołowy akt kopulacji Dżo (Anna Bieżyńska) i gumowej seks-lalki mężczyzny. Jednocześnie co bardziej interesujące zbliżenia wrzucano w czasie rzeczywistym na ekran podwieszony z tyłu sceny.

W ogóle w „Humance" było całkiem sporo seksu i to takiego na granicy dobrego smaku, bo kopiowanie rzeczywistości na wprost zawsze trąci banałem i zwykłym podglądactwem. Właściwie wszystko kręciło się wokół kopulacji, bo to za jej pomocą realizatorzy zdefiniowali związek. Zbytnie to jednak uproszczenia i nadmierny skrót myślowy. Całkiem nieźle natomiast wyglądała reinterpretacja aktu seksualnego w postaci tańca z podnoszeniami w wykonaniu Em i Schi, zapewne w choreografii Karoliny Kraczkowskiej. Bartosz Turzyński i Marianna Zydek ryzykowali tu poważne kontuzje, ale obyło się bez potknięć i upadków. Na pewno nie była to ruchowo łatwa scena i zdecydowanie należy docenić wysiłek włożony w jej wykonanie. Zresztą Zydek była w mojej ocenie doskonale przygotowana ruchowo i rolę humanki także od strony choreograficznej odegrała bardzo dobrze. Wystarczy wspomnieć scenę, kiedy Szi tańczy czy nawet tę, w której Em ma sen o małpach.


Fot. Natalia Kabatow


Słabym punktem w jej grze, był za to brak wiarygodności w scenie, w której Em informuje Schi, iż ma ona zamieszkać z Markusem. Ale może roboty tak już mają, że udają – zresztą to byłoby uzasadnione, gdyby nie było przerysowane. Reakcja Szi była raczej śmieszna i współczucia we mnie nie wzbudziła, ale być może niektóre kobiety i roboty takie zachowania przejawiają, kiedy porzuca je partner. We mnie wzbudza to niesmak i zażenowanie. W każdym razie publiczność mogła śledzić łagodną przemianę osobowości – czy roboty mają osobowość? – Szi. Ta przemiana była subtelnie prowadzona i za to należą się brawa dla aktorki. Za subtelność i świetne przygotowanie ruchowe.

Bartosz Turzyński w żadnym momencie nie zawiódł, bo to po prostu dobry aktor. Zagrał faceta, który obawia się wchodzić w związki wymagające wzajemności. Dlatego Szi, która miała być spełnieniem marzeń o idealnej partnerce bez wymagań i oczekiwań, zawodzi go, bo zakochuje się w nim i dlatego też jawnie rani ją zachowanie Em. A przecież w umowie kupna –sprzedaży o miłości nie było ani słowa. Em traktuje Szi przedmiotowo i tak w jego mniemaniu powinno pozostać – przemiana Szi jest źródłem jego co najmniej zakłopotania i budzi gwałtowny protest, z którego zresztą korzysta czujny Markus. Michał Kruk w tej roli świetnie się odnalazł.

Em swój „związek" z humanką skrzętnie ukrywa przed rodzicami. Ojciec (Dymitr Hołówko) przyznaje w rozmowie z nim, że jest właścicielem pięknej humanki, na dodatek tego samego modelu, co Szi. Co prawda rola ojca była rolą niewielką i została odegrana jako transmisja live, ale występujący w niej Dymitr Hołówko bardzo mi się podobał. Podobnie świetnie odegrała swoją rolę Mirosława Olbińska jako Matka (trochę zwariowana i raczej niedojrzała) będąca w związku z dużo młodszym od siebie Edim (Adam Mortas). W chwili, kiedy dowiaduje się, że Szi jest humanką wpada w szał podkręcony wypitym alkoholem i robi scenę godną kochanki a nie matki. W każdym razie nie wypadło to na koniec śmiesznie, ale publiczności najwyraźniej ta scena przypadła do gustu. Pomijając tę scenę, a właściwie jej ostatnie sekundy, kiedy przesada przestała być śmieszna, rolę Matki Olbińska odegrała dowcipnie i swobodnie.


Fot. Natalia Kabatow


Adam Mortas jako Edi po prostu mi się spodobał. Znając go z innych występów, wiem, że nie zawodzi i niezależnie od tego, czy gra rolę większą czy mniejszą robi to dobrze i zawsze z dużą przyjemnością oglądam jego kreacje. Tym razem także nie dość, że zachował umiar w grze to jeszcze był po prostu w tej roli dobry i do bólu wiarygodny. Podobnie można pochwalić Łukasza Gosławskiego, który w sumie odegrał trzy postaci: Kita, Asystenta a w projekcji wideo Dziennikarza, role niewielkie, ale jednocześnie w subtelny sposób dopełniające grę innych.

Właściwie nie można odmówić realizatorom pochwały, że przygotowali spektakl dobry choć jest on w odbiorze bardzo uproszczony. Scenografię i kostiumy zaprojektował Mirosław Kaczmarek. Stworzył wizję świata / przestrzeni nowoczesnego mężczyzny, ceniącego przede wszystkim luz i wygodę. Akcja toczyła się w mieszkaniu typowo „kawalerskim" i nie tak znowu bardzo odbiegającym technologicznie od obecnych, możliwych do zastosowania w domach rozwiązań technicznych. Zwracała uwagę bardzo włochata wykładzina leżąca na całej powierzchni podłogi, która pewnie poza tym, że była elementem scenografii, miała chyba czysto praktyczne znaczenie. Z tyłu sceny podwieszono ekran na którym wyświetlano wideorozmowy Em z Ojcem, Matką czy też z Asystentem firmy produkującej humanoidalne roboty. Na tym ekranie Em oglądał telewizję i odtwarzał gry.

Kostiumy dobrze podkreślały charaktery postaci: przesadnie zwyczajny na tle innych Edi, kosmiczno-erotyczna Szi, pogubiony i nieco infantylny Markus, nieskutecznie odmładzająca się Matka i całkiem nobliwy Ojciec, który przeżywa którąś z kolei młodość. No i oczywiście Dżo i Kelnerka (w tej roli także wystąpiła Anna Bieżyńska), rozerotyzowane i mówiąc delikatnie potrzebujące męskiego ciała. Prawdziwie to męska, prosta i oczywista wizja świata i ludzkich typów skomponowana z najprostszych z możliwych obiegowych opinii i stereotypów. Ale za to jak najbardziej zrozumiała dla każdego, nawet niezaawansowanego widza, który rzadko bywa w teatrze.

Czy to dobry spektakl? I tak i nie. Był on na pewno dobrze zagrany. Był też porządnie zrealizowany, ale sprowadzenie problemu wchodzenia w relacje damsko-męskie do asekuracyjnego zaspokajania popędów i kopulowania bez zobowiązań jest zbytnim uproszczeniem. Tu nie ma nad czym myśleć, tu nie ma o czym rozmawiać, tu – co gorsza – nie znajdujemy rozwiązania a publiczność dostaje wszystko na tacy: kopiuj z rzeczywistości – wklej na scenę. Gładka fabuła i wartka akcja okraszona seksem i wulgaryzmami zapewne przyciągnie widownię i wcale mnie to nie zdziwi.

Niestety, dziś dobrze sprzedaje się jedynie to, co jest lekkostrawne i niezbyt wymagające w odbiorze.
Ja mierzę wyżej.



***
"Humanka"
- Jarosław Murawski

Teatr Nowy im. K. Dejmka w Łodzi
Premiera: 31 stycznia 2020 r. Mała Sala

REALIZATORZY:
Autor: Jarosław Murawski
Reżyseria: Lena Frankiewicz
Scenografia i kostiumy: Mirosław Kaczmarek
Choreografia: Karolina Kraczkowska
Muzyka: Filip Kaniecki
Video: Mateusz Zieliński
Asystent reżysera: Łukasz Gosławski
Inspicjentka: Teresa Hajman

OBSADA:

Monika Buchowiec (Mi)

Anna Bieżyńska (Dżo)

Mirosława Olbińska (Matka)

Marianna Zydek (Szi)

Łukasz Gosławski (Asystent I Human, Kit)

Dymitr Hołówko (Ojciec)

Michał Kruk (Markus)

Adam Mortas (Edi)

Bartosz Turzyński (Em)




http://www.dziennikteatralny.pl/artykuly/akt-w-tancu-czy-taniec-w-akcie.html 


Przeciwko przezroczystości. O spektaklu „Niech żyje życie. Rapsodia”

  Najnowsza premiera na Małej Scenie Teatru Nowego im. Kazimierza Dejmka w Łodzi dotyka tematu rzadko obecnego w polskim teatrze w sposób ta...