Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 września 2026

Przeciwko przezroczystości. O spektaklu „Niech żyje życie. Rapsodia”

 
Najnowsza premiera na Małej Scenie Teatru Nowego im. Kazimierza Dejmka w Łodzi dotyka tematu rzadko obecnego w polskim teatrze w sposób tak bezpośredni, a przy tym wyzbyty z taniego sentymentalizmu. Spektakl Niech żyje życie. Rapsodia w reżyserii Tadeusza Kabicza, powstały na podstawie tekstu Przemysława Pilarskiego, przywraca przestrzeń dla dojrzałej miłości, pożądania oraz emocjonalnej bliskości. Punktem wyjścia dla przedstawienia stały się autentyczne materiały z warsztatów dla seniorów „Miłość nie rdzewieje” oraz literatura seksuologiczna i psychoterapeutyczna. Twórcy przełożyli te źródła na kameralny, wielogłosowy esej sceniczny, skutecznie przełamujący społeczną niewidzialność starszego wieku.


Fot. HAWA


Struktura dramatyczna spektaklu ma charakter rapsodyczny – to precyzyjny montaż osobistych wyznań, monologów i scen zbiorowych. Przemysław Pilarski z wyczuciem balansuje między tonem tragikomicznym a gorzką refleksją obyczajową. Zamiast tradycyjnej, linearnej fabuły widz otrzymuje mozaikę mikronarracji, w których pragnienie afektu i zmysłowości ściera się z lękiem przed śmiesznością, odrzuceniem czy samotnością. Istotnym walorem tekstu jest brak dydaktyzmu i ucieczka od hagiografii starszego wieku – postaci mówią językiem pełnym pęknięć, autoironii i czarnego humoru, co nadaje wypowiedziom autentyzm i chroni całość przed patosem.

Oprawa wizualna Mateusza Karolczuka konsekwentnie buduje przestrzeń intymności. Scenografia na Małej Scenie rezygnuje z dosłownej aranżacji wnętrz na rzecz umownej, wielofunkcyjnej płaszczyzny nasyconej dyskretnymi rekwizytami-symbolami, tworzącymi rodzaj scenicznego rekwizytorium pamięci. Charakterystyczny dla Małej Sceny skrócony dystans między widownią a aktorami sprawia, że każdy ruch czy zmiana ustawienia przedmiotu zyskują rangę prywatnego wyznania. Podobnie rzecz ma się z muzyką, która balansuje między „radiowym” hitem a intymnością, stanowiąc dopełnienie przeszłości bohaterów. Reżyseria światła Artura Wytrykusa operuje natomiast ciepłą, skupioną plamą, która precyzyjnie wycina postaci z mroku, budując malarskie światłocienie i eksponując mimikę oraz gesty wykonawców.

Ruch sceniczny, zaprojektowany w ścisłej harmonii z biologiczną prawdą bohaterów, cechuje wysoka kultura inscenizacyjna. Tadeusz Kabicz rezygnuje ze sztucznej ekspresji na rzecz mikrogestów: wahania dłoni przed dotykiem, subtelnego napięcia mięśni czy stopniowego przełamywania dystansu fizycznego. Cielesność osób dojrzałych jest tu traktowana z pełnym szacunkiem – nie stanowi przedmiotu karykatury ani żartu, lecz staje się naturalnym nośnikiem życiowego doświadczenia, pamięci i wciąż żywej potrzeby czułości. Budowanie tak subtelnej relacji wymaga od wykonawców najwyższej próby aktorstwa psychologicznego i ogromnego wyczucia materii scenicznej.

Siłą łódzkiego przedstawienia jest wyrównana, a przy tym znakomita zespołowa gra aktorów. Barbara Dembińska i Jolanta Jackowska tworzą kreacje nasycone niuansami, sprawnie łącząc sceniczną stanowczość z poruszającą wrażliwością. Sławomir Sulej oraz Gracjan Kielar przełamują powielane w popkulturze schematy męskości w starszym wieku, pokazując pęknięcia w wizerunku mężczyzn wycofanych czy samowystarczalnych. Maciej Bisiorek natomiast precyzyjnie spaja poszczególne sekwencje, dbając o rytm wypowiedzi i płynność scenicznych przejść, prowokując przy tym publiczność do ekspresji i zajęcia własnego stanowiska. Cały zespół funkcjonuje jak sprawny organizm, w którym poszczególne indywidualności składają się na spójny, polifoniczny chorał. W grze aktorskiej pojawiają się prawdziwe perełki – pozornie drobne gesty, spojrzenia czy mikromimika – mocno podbudowane doskonale przepracowanymi emocjami.

Niech żyje życie. Rapsodia w Teatrze Nowym w Łodzi to spektakl mądry, powściągliwy i niezwykle potrzebny. W zaledwie siedemdziesięciominutowej formie twórcy połączyli teatr faktu z poetycką wrażliwością, dając donośny i dojrzały głos tym, których emocjonalne potrzeby bywają w przestrzeni publicznej przezroczyste. Przedstawienie zgrabnie wpisuje się w nurt teatru terapeutycznego i zaangażowanego społecznie. Przywraca odwagę istnienia osobom pomijanym ze względu na wiek, sprawność fizyczną, tożsamość czy preferencje, oddając im podmiotowość, ciało, emocje i pełne prawo do życia.


Fot. HAWA



Fot. HAWA



Fot. HAWA



Fot. HAWA



Fot. HAWA


***



Niech żyje życie. Rapsodia
- Przemysław Pilarski


Teatr Nowy im. K. Dejmka w Łodzi
Premiera: 25 września 2026, Mała Scena



Realizatorzy:

Reżyseria: Tadeusz Kabicz
Scenografia i kostiumy: Mateusz Karolczuk
Reżyseria światła: Artur Wytrykus
Kompozytor: Szymon Sutor
Inspicjentka: Agnieszka Choińska


Obsada:

Maciej Bisiorek (Pingwinek)
Barbara Dembińska (Baba)
Jolanta Jackowska (Niewidzialna kobieta)
Gracjan Kielar (Niewidzialny mężczyzna)
Sławomir Sulej (Dziad)







niedziela, 21 czerwca 2026

Na peryferiach kapitalizmu. Portret pokolenia w "Emigracji" w reż. Marcina Brzozowskiego

 

Przenoszenie literatury stricte internetowej na deski teatru tradycyjnego od zawsze przypomina stąpanie po cienkim lodzie. Krótkie, często groteskowe opowiadania kopiowane na forach i w mediach społecznościowych, z których wyrósł literacki fenomen Malcolma XD, rządzą się prawem szybkiej puenty, specyficznego slangu i narracji pierwszoosobowej – formą, która świetnie sprawdza się na ekranie smartfona, ale łatwo potrafi zgubić rytm w przestrzeni scenicznej. I szczerze mówiąc, z pewną obawą jechałam obejrzeć spektakl, który miał być adaptacją prozy tego gatunku.


Wystawiając „Emigrację” w adaptacji i reżyserii Marcina Brzozowskiego (premiera 19 czerwca 2026 roku na Małej Scenie), Teatr Nowy im. Kazimierza Dejmka w Łodzi podjął ryzyko artystyczne dużej miary. Reżyser musiał bowiem przetłumaczyć na język teatru powieść łotrzykowską XXI wieku, nie tracąc przy tym ani jej bezkompromisowego humoru, ani głębszego, socjologicznego tła. Efektem tego eksperymentu jest spektakl pulsujący współczesnym rytmem, który próbuje udowodnić, że proza zrodzona w sieci może stać się pełnoprawnym tworzywem dla ambitnego teatru zaangażowanego.



Fot. HAWA


Oś fabularna spektaklu wiernie podąża śladem powieściowej drogi młodego bohatera – Malcolma, który z prowincjonalnego polskiego miasteczka (słynącego głównie z kuriozalnych Dni Agrestu) wyrusza w podróż za chlebem do Londynu. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na to, że struktura książki jest z natury epizodyczna, przypomina sznur luźno powiązanych ze sobą anegdot. W łódzkiej inscenizacji ta fragmentaryczność została jednak przekuta w atut. Spektakl zyskuje formę nowoczesnego moralitetu czy wręcz scenicznego rollercoastera – akcja pędzi naprzód, płynnie przenosząc nas z dusznego wnętrza międzynarodowego autokaru, przez parkingi tirów, aż po zatłoczone, wielokulturowe ulice brytyjskiej metropolii. Każdy z tych przystanków ma swoją unikalną gęstość i własny ciężar gatunkowy.

To, co w warstwie dramaturgicznej zasługuje na szczególną uwagę, to próba wyjścia poza czystą, komediową ilustrację tekstu. Reżyser z wyczuciem „zagląda pod kliszę” stereotypów narodowych i migracyjnych. Świetnie wyreżyserowane sceny z niemal dokumentalną czujnością chwytają prawdę o portretowanych środowiskach. Komizm zderzenia młodego Polaka z realiami londyńskich squatów, kurdyjskich imigrantów czy zachodnich intelektualistów nie służy tu jednak taniemu szyderstwu. Pod maską ironii i językowego przerysowania dramaturgia spektaklu buduje przestrzeń dla empatii. Świat przedstawiony w „Emigracji” okazuje się w równym stopniu zabawny, co bezwzględny, a losy bohaterów stają się trafnym, momentami gorzkim portretem pokolenia zmuszonego do szukania własnej tożsamości na peryferiach globalnego kapitalizmu. Scena z pola kapusty nie wzięła się znikąd, prawda?

Marcin Brzozowski jako reżyser stanął przed wyzwaniem sensownego zagospodarowania ograniczonej przestrzeni Małej Sceny i zamienienia jej w dynamiczne uniwersum podróży. Kluczem do sukcesu okazała się tu ascetyczna, ale bardzo funkcjonalna scenografia i wyraziste kostiumy Martyny Hernik. Przestrzeń nie jest dosłowna – transformuje na oczach widza z dusznego, klaustrofobicznego wnętrza autokaru w anonimowy parking dla tirów, a wreszcie w tętniący chaosem londyński squat.

Ta umowność sceniczna zyskała wsparcie w multimediach autorstwa Jana Michalskiego i Justyny Bielawy. Projekcje wideo i grafiki nie stanowią jedynie tła, ale stają się autonomicznym partnerem dla aktorów, świetnie oddając cyfrowy rodowód tekstu Malcolma XD i potęgując wrażenie przebodźcowania współczesną metropolią. Równie istotny jest ruch sceniczny przygotowany przez Zuzannę Kasprzyk. Choreografia ciał aktorów doskonale oddaje fizyczne zmęczenie drogą, komizm stłoczenia pasażerów w rejsowym autobusie czy transowy, momentami wręcz zwierzęcy rytm londyńskiej ulicy. To właśnie plastyka ruchu pomaga spoić te wszystkie epizody w sceniczną całość. Podobnie muzyka w łódzkiej realizacji „Emigracji” zasługuje na miano pełnoprawnego bohatera spektaklu. Kompozycje Kacpra STICHA Pawlickiego tworzą dźwiękową tkankę, która precyzyjnie buduje napięcie i dyktuje tempo kolejnych scen. Ścieżka dźwiękowa idealnie balansuje między klubowym pulsem Londynu a nostalgicznymi, rodzimymi brzmieniami.

Sukces tej inscenizacji w ogromnej mierze opiera się na zespołowości oraz niesamowitej sprawności transformacyjnej aktorów Teatru Nowego. Kreacje głównego bohatera (Malcolma) i jego kompana Stomila wymagają od młodych aktorów (Macieja Kobieli i gościnnie występującego Patryka Pietrzaka) nie tylko doskonałego timingu komediowego, ale też udźwignięcia podwójnej roli: zdystansowanego narratora i bezpośredniego uczestnika zdarzeń. Udaje im się utrzymać tę kruchą równowagę bez popadania w kabaretową manierę.

Jednak prawdziwym popisem aktorskiego rzemiosła są tu role epizodyczne. Barbara Dembińska i Mariusz Słupiński – moim zdaniem rewelacyjni w tym spektaklu – z lekkością żonglują kolejnymi wcieleniami. Przejścia od karykaturalnych postaci z polskiej prowincji, przez kultowego już tirowca Romana, aż po galerię osobliwości zamieszkujących londyńskie squaty, odbywają się na jednym wydechu. To aktorstwo precyzyjne, ostre w rysunku, celowo przerysowane, ale podbite psychologiczną prawdą. To sprawia, że żadna z postaci nie staje się pustą wydmuszką.

„Emigracja” w reżyserii Marcina Brzozowskiego to jedna z ciekawszych realizacji Teatru Nowego w Łodzi w sezonie 2026. Spektakl udowadnia, że współczesna literatura internetowa, traktowana dotąd przez wielu krytyków z przymrużeniem oka, w rękach sprawnego zespołu twórców może zyskać głęboki, sceniczny wymiar. Twórcom udało się uniknąć pułapki stworzenia prostej, ilustracyjnej adaptacji „pod publiczkę”. Zamiast tego zaoferowali widzom mądry, formalnie atrakcyjny teatr, który bawi do łez, ale też boleśnie punktuje nasze narodowe przywary i lęki. To propozycja obowiązkowa nie tylko dla fanów prozy Malcolma XD, ale przede wszystkim dla młodej widowni, która w teatrze szuka swojego języka, swoich problemów i swojego, nieskażonego patosem, odbicia w lustrze.




Fot. HAWA


Fot. HAWA


Fot. HAWA


Fot. HAWA




***


„Emigracja”
- Malcolm XD

Teatr Nowy i. K. Dejmka w Łodzi
Premiera: 19 czerwca 2026, Mała Scena


Realizatorzy:
  
Realizacja sceniczna i reżyseria: Marcin Brzozowski
Muzyka: Kacper STICH Pawlicki
Wykonanie utworów muzyczno-wokalnych: Patryk Pietrzak
Kostiumy: Martyna Hernik
Video: Jan Michalski
Grafiki w video: Justyna Bielawa
Ruch sceniczny: Zuzanna Kasprzyk
Konsultacje merytoryczne w zakresie kultury i zwyczajów kurdyjskich: Zihad Khalil
Asystent reżysera / inspicjent: Damian Libert


Obsada:

Barbara Dembińska
Maciej Kobiela
Paweł Kos
Mariusz Słupiński
Bartłomiej Kotwica (gościnnie)
Patryk Pietrzak (gościnnie)
Hanna Róża Sągolewska (gościnnie)


środa, 3 czerwca 2026

Największy luksus współczesności. Dekonstrukcja mitu sukcesu w spektaklu Marcina Libera

 


Zaburzenie chronologii, popkulturowe fantazmaty i estetyka wybiegu to niewątpliwie atuty najnowszej realizacji Teatru im. Stefana Jaracza w Łodzi. Reżyser Marcin Liber i autor tekstu Michał Kmiecik tworzą na scenie przestrzeń o charakterze strumienia świadomości – wielwymiarową i intrygującą. Zastosowane przez realizatorów środki wyrazu konsekwentnie służą obnażeniu iluzji, jaką karmi się przemysł kreatywny, co staje się doskonałym punktem wyjścia do dyskusji o tym, czym współcześnie jest luksus.


Fot. HAWA


Historia Arkadiusza Weremczuka to opowieść o spektakularnym awansie młodego, nikomu nieznanego chłopaka z polskiej prowincji na sam szczyt globalnego świata mody. Jako wizjoner z dyplomem elitarnej szkoły Central Saint Martins w Londynie śmiało łamał konwencje, a w jego odważnych kreacjach występowały największe ikony popkultury. Ten artystyczny triumf zderzył się jednak z drapieżnym biznesem – w wyniku toksycznych relacji z inwestorami twórca utracił prawa do autorskiej marki. Wypalony zawodowo i zmęczony wyzyskiem, musiał ogłosić symboliczną śmierć „Arkadiusa”, aby ostatecznie wyrwać się z niszczącego układu. Emigracja do Brazylii pozwoliła mu odzyskać artystyczną niezależność.

Paweł Paczesny w roli Arkadiusza nie odtwarza po prostu losów projektanta. Jego postać funkcjonuje na scenie niczym Bohater z „Kartoteki” Tadeusza Różewicza lub Billy Pilgrim z „Rzeźni numer pięć” Kurta Vonneguta – jest wyabstrahowana z chronologii zdarzeń i odbywa wewnętrzny dialog ze swoimi wspomnieniami. Główny bohater praktycznie nie schodzi ze sceny, znajdując się w stanie permanentnego psychicznego limbo. Paczesny znakomicie poradził sobie z tym wyzwaniem oraz z wielowymiarowością samej postaci. Trafnie zbalansował przerysowaną, kiczowatą estetykę świata mody z autentycznym, ludzkim dramatem wypalenia. Jego cierpienie i ostateczny bunt są dla widza w pełni wiarygodne – nie giną pod naporem widowiskowej formy. W tej onirycznej przestrzeni Arkadiusa nawiedzają fantazmaty: Alexander McQueen (Mateusz Czwartosz), Kate Moss, Anja Rubik i Matka Boska (te role grała Natalia Klepacka) oraz Coco Chanel i Isabella Blow (w tej podwójnej roli Katarzyna Cynke) a nawet Wuefista (Mikołaj Chroboczek). Nie są to jednak postaci historyczne, lecz spersonifikowane projekcje, lęki i aspiracje głównego bohatera. Na styku tych wyobrażeń dochodzi do głównego konfliktu dramatycznego – zderzenia jednostki z potężnym mitem sukcesu.

Forma spektaklu imituje pokaz high fashion, przejmując jego estetykę, by poddać ją krytycznej dekonstrukcji. Scenografia autorstwa Mirka Kaczmarka transformuje przestrzeń teatralną w modowy wybieg, który w połączeniu z przerysowanymi kostiumami (stworzonymi z udziałem Marii Mordarskiej) buduje świat pełen blichtru, ale i przytłaczającej sztuczności. Kluczową rolę w konstruowaniu tego dusznego, korporacyjnego uniwersum odgrywa ruch sceniczny. Choreografia duetu Hashimotowiksa wprowadza rytmikę rodem z klubowych parkietów, a ten fizyczny rygor zespołu aktorskiego – perfekcyjnie zsynchronizowany z mroczną, pulsującą muzyką HIROSZYMY – staje się metaforą nieustannego wyścigu i eksploatacji wpisanej w branżę. Ciało zostaje tu poddane dyktatowi formy i wtłoczone w ramy bezwzględnego kapitalizmu. Towarzyszący Paczesnemu aktorzy partnerują mu bezbłędnie – ich transformacje w popkulturowe ikony są niezwykle plastyczne. Swoim postaciom stopniowo nadają cechy ludzkie; dopiero w obliczu scenicznego cierpienia i samotności stają się oni ludźmi z krwi i kości. To bolesna diagnoza rynkowej machiny, o której na co dzień wolimy nie pamiętać.

W tej optyce wybieg przestaje być jedynie elementem scenografii; staje się fizyczną i strukturalną osią mitycznej podróży bohatera. Dla chłopaka z Parczewa wejście w tę oślepiającą, stroboskopową przestrzeń oznacza przekroczenie progu i obietnicę absolutnej wolności twórczej oraz społecznego awansu. Jednak klasyczny heros, który zazwyczaj mierzy się z potworami, by zdobyć mądrość, tutaj trafia w tryby drapieżnego rynku. Narzucona przez ruch sceniczny powtarzalność sezonów i konieczność ciągłego dostarczania nowości zamieniają wybieg w rodzaj korporacyjnej bieżni. Bohater zostaje zmuszony do nieustannego biegu, który go wyczerpuje i napędza wyłącznie machinę zysku inwestorów.

Tradycyjny pokaz mody wieńczy triumfalne wyjście projektanta, lecz w dramaturgii Libera ta chwila zostaje przewrotnie odwrócona. Oklaski i popkulturowe ikony zaczynają Arkadiusa dusić, a mityczny „eliksir” sukcesu czy uznania okazuje się zejściem do podziemi. Bohater uświadamia sobie, że nagrodą za przejście tej drogi jest całkowita utrata siebie i zniewolenie. Skoro linearna struktura wybiegu jest w pełni kontrolowana przez system, jedynym sposobem na wygraną staje się odmowa dalszego marszu. Fizyczne i metaforyczne zejście z wybiegu w ciemność przypieczętowuje kryzys tożsamościowy, stając się zarazem jedynym warunkiem ocalenia i odrodzenia poza układem.

Przedstawiona historia nie jest zatem opowieścią o upadku, lecz o radykalnym odzyskiwaniu sprawczości. W przemyśle high fashion talent rzadko pozostaje autonomiczny – tożsamość „Arkadius” padła ofiarą skrajnej komodyfikacji, stając się własnością korporacyjną, w której udziały posiadali zewnętrzni inwestorzy. Kiedy rynkowy dyktat zderzył się z ludzką wytrzymałością, doszło do głębokiej alienacji. Wypalenie zawodowe bohatera zyskuje wymiar systemowy: kapitalizm pożera twórcę, zmieniając go w produkt zawłaszczony przez biznes. Odwołując się do koncepcji Arnolda van Gennepa czy Victora Turnera, ten stan można zinterpretować jako rytuał przejścia. Destrukcja dawnego, sformatowanego „ja” okazuje się radykalnym narzędziem obronnym, niezbędnym do uratowania psychiki przed destrukcją. Odrzucając narzucony status, bohater udowadnia, że największym luksusem we współczesnym świecie nie jest utrzymanie się na szczycie, lecz przywilej świadomego wypisania się z systemu.

Brawo!


Fot. HAWA


Fot. HAWA


Fot. HAWA


Fot. HAWA


Fot. HAWA


***


„Arkadius is dead”
- Michał Kmiecik


Teatr im. St. Jaracza w Łodzi
Prapremiera: 30.05.2026, Duża Scena


Realizatorzy:


REŻYSERIA Marcin Liber
SCENOGRAFIA, KOSTIUMY, ŚWIATŁO, PROJEKCJE Mirek Kaczmarek
KOSTIUMY Maria Mordarska
CHOREOGRAFIA Hashimotowiksa
MUZYKA Hiroszyma
INSPICJENTKA, SUFLERKA Marta Baraszkiewicz
REALIZATORZY ŚWIATŁA Julita Głażewska-Gmach, Tomasz Gmach
REALIZATORZY DŹWIĘKU Michał Pietrzak, Sebastian Torzewski


Obsada:


Paweł Paczesny - Arkadius
Mikołaj Chroboczek -Wuefista
Mariusz Siudziński - MrMan, Waldemar
Natalia Klepacka - Anja Rubik, Matka Boska, Dziennikarka, Kate Moss, StageManager
Łukasz Stawowczyk - Aspirant, Make up artist, Doktor Nauk Ekonomicznych
Mateusz Czwartosz - Alexander McQueen
Katarzyna Cynke - Isabella Blow, Coco Chanel

Hiroszyma live

oraz modelki i modele:

Laura Adamska, Kamila Biedrzycka, Maria Błęka, Ilary Controllo, Sonia Galanciak, Laura Jurewicz, Julia Komisarczyk, Marta Mańka,Alicja Pietkiewicz, Katarzyna Regulska, Katarzyna Świder, Bartosz Bartkowski, Mikołaj Bielnicki-Job, Wiktor Walczak, Jegor Zhuchko.






czwartek, 21 maja 2026

Anatomia czasu. Nowa odsłona Fossego w Teatrze Nowym w Łodzi

 

„Sen o jesieni” w reżyserii Tomasza Fryzła, którego premiera odbyła się 8 maja br., to realizacja ambitna, znakomicie osadzona w dramaturgii Jona Fossego. Spektakl, choć stawia opór łatwej percepcji, skutecznie absorbuje widza, wciągając go w liminalną przestrzeń – stan zawieszenia między ontologiczną pewnością jawy a onirycznym odrealnieniem. Klasycznie pojęty czas świecki ulega tu anihilacji; wkraczamy w wymiar swoistego rytuału przejścia, w którym stare struktury poznawcze przestają obowiązywać, a nowe jeszcze się nie wyłoniły.


Punktem wyjścia jest cmentarne spotkanie nieznajomych; sytuacja zaledwie z pozoru banalna. Cmentarz funkcjonuje u Fryzła jako foucaultowska heterotopia – miejsce absolutnego progu, w którym przecinają się wszystkie czasy. Reżyser rezygnuje z chronologii linearnej na rzecz labiryntu egzystencjalnego. W tej strukturze zapętleń, gdzie role i retrospekcje ulegają multiplikacji, bohaterowie spoglądają na własne życie z perspektywy ostateczności. Centralną figurą tego rozliczenia jest postać Gry (Karolina Bednarek). Funkcjonując w szczelinie między tekstem dramatycznym a działaniem aktorskim – niejako w przestrzeni didaskaliów – pełni ona rolę narratorki-cienia. Jej obecność nie tylko dopowiada kwestie bohaterów, ale staje się kluczowym mechanizmem „zarządzania” uwagą widza, nadając całości medytacyjny, niemal obrzędowy rytm.

Reżyser wchodzi w twórczy dialog z poetyką Fossego, zachowując jego charakterystyczną frazę opartą na pauzie i repetycji. W ujęciu norweskiego noblisty cisza nie jest brakiem, lecz aktywnym znakiem teatralnym. Największym atutem łódzkiej koncepcji jest nadanie didaskaliom autonomicznego bytu scenicznego. Zabieg ten, sprzężony z sugestywną, oszczędną muzyką Nikodema Dybińskiego, pozwala w pełni wybrzmieć melodii tekstu, który staje się głównym nośnikiem sensów. To perfekcyjne zarządzanie ciszą i rezonansem sprawia, że każde słowo waży tu podwójnie.

Znakomite aktorstwo – Mirosławy Olbińskiej, Katarzyny Żuk, Sławomira Suleja i Piotra Seweryńskiego – stanowi bezwzględny kręgosłup przedstawienia. Ich precyzja interpretacyjna z powodzeniem dźwiga ciężar dramatu nawet w momentach estetycznego dysonansu, jaki generuje scenografia. Ta ostatnia, aspirująca do metaforyczności, w praktyce okazuje się nadmiarową semantyzacją przestrzeni. W inscenizacji tak skupionej na słowie i psychologicznej gęstości, wszelki „nadbagaż” wizualny staje się barierą. W teatrze, kiedy stawką jest intymność, przestrzeń powinna być pudłem rezonansowym, a nie intruzem; aktorzy, operując w pustej przestrzeni, osiągnęliby równie silny, jeśli nie silniejszy efekt emocjonalny.

„Sen o jesieni” to teatr o dojmującej samotności i strukturalnej niemożności pełnego porozumienia – ludzkim „błędzie systemu”. To studium rozdarcia między afektem a trwaniem, podane z chirurgiczną wręcz precyzją, która nie pozostawia widza obojętnym. Koniecznie do obejrzenia.


Fot. Klaudyna Schubert


Fot. Klaudyna Schubert


Fot. Klaudyna Schubert


Fot. Klaudyna Schubert


Fot. Klaudyna Schubert


***


„Sen o jesieni”
- Autor:Jon Fosse

Teatr Nowy im K. Dejmka w Łodzi
Premiera: 8 maja 2026, Mała Scena



Realizatorzy:


Reżyseria: Tomasz Fryzeł
Scenografia: Anna Oramus
Asystentka scenografki: Barbara Szwedowska-Pietrasik
Kostiumy: Wanda Kowalska
Reżyseria światła: Klaudyna Schubert
Muzyka: Nikodem Dybiński
Tłumaczka dramatu: Elżbieta Frątczak-Nowotny
Inspicjentka/asystentka reżysera: Agnieszka Choińska


Obsada:

Karolina Bednarek (Gry)
Mirosława Olbińska (Kobieta)
Piotr Seweryński (Ojciec)
Sławomir Sulej (Mężczyzna)
Katarzyna Żuk (Matka)

wtorek, 5 maja 2026

Twierdza Persil, czyli rzecz o dojrzewaniu. Premiera "Siódmego wtajemniczenia" - recenzja


W piątek 24 kwietnia 2026r. na Dużej scenie Teatru Nowego w Łodzi odbyła się premiera spektaklu "Siódme wtajemniczenie" w reżyserii Katarzyny Dudzic-Grabińskiej.  Publiczność mogła obejrzeć świetnie przygotowany spektakl, którego fabuła i wypływająca z niej pozytywna energia nieuchronnie wciągały widza w (retro)świat  dzieciństwa i dorastania, przenosząc go w czasie o kilkadziesiąt lat wstecz. Ale uwaga! Pomimo przyjętej przez realizatorów stylistyki retro, spektakl okazał się na wskroś współczesną produkcją, bo choć czasy się zmieniły to problemy pozostały te same. 



"Siódme wtajemniczenie" w Teatrze Nowym w Łodzi to adaptacja powieści jednego z moich ulubionych autorów książek dla młodzieży - Edmunda Niziurskiego,. Spektakl opowiada o przygodach trzynastolatka w szkole w Gnypowicach, który musi odnaleźć się w środowisku zdominowanym przez szkolne gangi. Cykorz - brawurowo zagrany przez Macieja Bisiorka - jako nowy uczeń staje się celem konkurujących między sobą Matusów i Blokersów.  Aby uniknąć nieprzyjemnych sytuacji chłopak musi dokonać wyboru, do którego z nich się przyłączyć, co oczywiście jest trudne. Ostatecznie daje się przekonać Matusom, musi jednak przejść wiele dziwacznych rytuałów i po kolei zdobywać stopnie wtajemniczenia. Cykorz w dowód odwagi i waleczności podejmuje się nawet prawdziwie inicjacyjnej wyprawy bohatera po skarb do twierdzy Persil. Dzięki temu osiąga tytułowe siódme wtajemniczenie.

Spektakl porusza kilka ważnych problemów, z jakimi - także współczesne - nastolatki muszą sobie radzić na etapie dojrzewania: adaptacja w nowym środowisku, tożsamość i i przynależność do jakiejś grupy, rywalizacja i jej konsekwencje, uleganie wpływom grupy rówieśniczej czy też nieuchronny koniec dzieciństwa, kiedy to traci się poczucie beztroski i niewinności. Daje to szerokie pole do interpretacji i rozmów o codziennych, realnych zdarzeniach czyniąc z tej realizacji naprawdę doskonały wstęp do bardzo merytorycznych zajęć z młodzieżą szkolną.

Jest to również inscenizacja bardzo „apetyczna” ze względu na doskonale wyważoną mieszankę humoru, dynamicznej akcji i nostalgii. Niewątpliwie może bawić zarówno młodszych, jak i starszych widzów. Tym bardziej, że spektakl został świetnie przygotowany i równie świetnie zagrany. Jerzy Basiura i Julia Nowak zaprojektowali bardzo stylowe kostiumy i scenografię. Reżyserująca spektakl Katarzyna Dudzic-Grabińska z wyczuciem wydobyła z książki Niziurskiego wszystko, co najlepsze, z uwagą i szacunkiem dla autora i na dodatek pozwoliła aktorom „wygrać się” a to ogromny plus. Nieraz bowiem daje się zauważyć w grze aktora jakiś nieprzyjemny ciężar, kiedy bardzo usilnie stara się coś zagrać, ale nie wychodzi, bo narzucona forma paraliżuje go wewnętrznie... Ale nie w przypadku „Siódmego wtajemniczenia”, bo tutaj królowały swoboda i luz, chociaż tempo gry na pewno było mordercze. Zresztą aktorzy doskonale odwzorowali zachowania i postawy dzieciaków, jakby wrócili do czasu, kiedy sami byli dziećmi. Nie ukrywam, że bardzo spodobał mi się sam koncept jak i jego realizacja. 

Podsumowując mogę z czystym sumieniem rzec, że najnowsza realizacja łódzkiego Teatru Nowego jest godna uwagi widza w różnym wieku. Tym razem nie mam powodu do grymasów i narzekań - świetna plastyka, oprawa muzyczna, praca aktorów, dramaturgia, dynamiczna i ciekawa fabuła. Same plusy. 

A zatem... brawo.


 

Fot. HAWA


Fot. HAWA


Fot. HAWA



Fot. HAWA





***


„Siódme wtajemniczenie”
- Edmund Niziurski

Teatr Nowy im. K. Dejmka w Łodzi
Premiera: 24.04.2026, Duża Scena


Realizatorzy:

Reżyseria i adaptacja: Katarzyna Dudzic-Grabińska
Scenografia i kostiumy: Jerzy Basiura
Asystentka scenografa i projekty: Julia Nowak
Muzyka: Tymoteusz Witczak
Ruch sceniczny: Tomasz Wesołowski
Asystent reżyserki: Konrad Michalak
Inspicjentka: Hanna Molenda


Obsada:

Maciej Bisiorek (CYKORZ)
Monika Buchowiec (ERNESTYNA)
Łukasz Gosławski (NIERADEK)
Gracjan Kielar (INOCYNT)
Maciej Kobiela (FRYDEK)
Paweł Kos (LOLO)
Halszka Lehman (SZPROT-RYMARSKA)
Konrad Michalak (MARSZALEC)
Adam Mortas (STEF)
Rozalia Rusak (PLEKSA)
Bartłomiej Kotwica (gościnnie) (ZEFLIK)
Matylda Wojsznis (gościnnie) (BĄBELEK)



czwartek, 5 lutego 2026

Krótka historia. "Ciało dziewczyny" w Teatrze Nowym w Łodzi - recenzja

 

"Ciało dziewczyny" to spektakl w reżyserii Pameli Leończyk, którego premiera odbyła się 25 października 2024 roku w Teatrze Nowym w Łodzi, w ramach Festiwalu Teatru Niezbędnego. Spektakl jest dość szczególny i odważny, bowiem dotyka spraw, które powszechnie uważa się wstydliwe, o których chętnie się zapomina i które najczęściej wyklucza się z dyskursu międzypokoleniowego. Emocjonalna niewygoda towarzyszy zatem widzowi od pierwszych do ostatnich chwil spektaklu.


Fot. HAWA



Jest to bardzo intymna opowieść o kobiecej seksualności, dojrzewaniu i poszukiwaniu własnej, wewnętrznej tożsamości oderwanej od narzucanych społecznie ram. Podróż to prowokacyjna. Na kobiece doświadczenia, w których fizyczność i emocjonalność są jednością, patrzy się przecież z perspektywy minionego czasu z czułą nostalgią, ale w momencie ich przeżywania jest inaczej. Sytuacje odgrywane na scenie tworzą dość precyzyjnie zarysowany ciąg przyczynowo – skutkowy, choć w pierwszym momencie sprawiają wrażenie oderwanych od siebie. Kiedy uzmysłowiłam sobie, że w zasadzie tak właśnie snujemy wspomnienia układając w głowach obrazy sytuacji jak zdjęcia w albumie, przeskakując co parę lat naprzód lub w tył, doszłam do wniosku, że jest to jednak dobra produkcja.

Oszczędna w doborze środków, scenografka Magdalena Mucha umiejętnie skorzystała z ich symbolicznej wymowy. Jest minimalistycznie, ale to dobrze – spektakl grany na Małej Scenie nie potrzebuje bogatych scenografii. Atutem może być przecież gra aktorów. I tak też jest w tym przypadku. No bo kogo oglądamy na scenie? Jolantę Jackowską (Daisy), Rozalię Rusak (Daisy), Halszkę Lehman, Gracjana Kielara i Macieja Kobielę - dwa pokolenia utalentowanych aktorów, którzy granym przez siebie postaciom dodają autentyczności, choć czasem – nie będę tego ukrywać – odczuwałam pewien rodzaj buntu przeciwko temu, co widziałam na scenie. Nie, nie dlatego, że coś zagrano w mojej ocenie źle (wprost przeciwnie), ale dlatego że uświadomiłam sobie, iż młoda dziewczyna w swoich poszukiwaniach, w swojej naiwnej wprost wierze w miłość i pierwszej fascynacji seksem, może być tak łatwo skrzywdzona. I ona nawet o tym nie wie – dla niej jest to jakiś etap jej życia, który musi przejść. To nieuniknione, ale bardzo niesprawiedliwe. Końcowa scena jest bardzo wzruszająca, pięknie zagrana przez Jackowską i Rusak, pięknie wyreżyserowana i chociażby dla tej jednaj sceny warto „Ciało dziewczyny” obejrzeć.

Nie jest to chyba spektakl dla mężczyzn i chociaż pojawiają się w nim role męskie, to raczej potraktowane zostały mocno stereotypowo. Namawiający do rozwiązłości Gracjan Kielar (przewrotnie odgrywający również rolę ojca kuzynki Daisy) utwierdza w przekonaniu, że to jednak mężczyzna jest źródłem problemów tożsamościowych dorastającej dziewczyny i to on implikuje pytania o to, czy „jestem taka, jaka powinnam być” w kontekście typowych społecznie identyfikacji płciowych i seksualnych preferencji. Chłopak grany przez Kobielę – obiekt pożądania Daisy – jest skrajnie niedojrzały, nieodpowiedzialny, taki słodki łobuziak, który okrągłymi słowami potrafi spławić zakochaną w nim dziewczynę. Typowe? Może nawet aż nadto. Realizatorzy bowiem skupiają się na kobietach i ich doświadczeniach, ich dojrzewaniu i przemianie i to kobiety traktują z czułością i zrozumieniem. I to kobieta wychodzi z tego spektaklu emocjonalnie rozczłonkowana.

Pomimo dość stronniczych przerysowań warto "Ciało dziewczyny" obejrzeć - zadbawszy jednak o jakąś czujność i licząc się z silnymi emocjami. Czy obejrzałabym ten spektakl jeszcze raz? Może i tak. Dla końcowej sceny. 




Fot. HAWA


Fot. HAWA


Fot. HAWA



***


„Ciało dziewczyny”

Teatr Nowy im. K. Dejmka w Łodzi
Prapremiera 25 października 2024 r., Mała Scena | Festiwal Teatru Niezbędnego


Realizatorzy:

Reżyseria: Pamela Leończyk
Tekst | dramaturgia: Daria Sobik
Scenografia | kostiumy: Magdalena Mucha
Muzyka: Magdalena Sowul
Produkcja: Kamila Golik
Inspicjentka: Hanna Molenda
Identyfikacja graficzna: Ola Jasionowska

Obsada:

Jolanta Jackowska
Gracjan Kielar
Maciej Kobiela
Halszka Lehman
Rozalia Rusak





wtorek, 30 grudnia 2025

To, co przynosi szczęście i radość. "Złota Rybka" nie tylko dla dzieci.



Tę realizację można już uznać za klasykę. „Złota Rybka” wystawiana w Teatrze Lalek Arlekin w Łodzi to kameralna realizacja z morałem w reż. Mai Garmulewicz oparta na bajce Aleksandra Puszkina. Pomimo bagażu 8 lat, które minęły od premiery, ani trochę się nie zestarzała i nadal czaruje scenografią oraz świetną grą dwójki aktorów.



Opowieść o rybaku i złotej rybce to tradycyjna baśń ludowa poetycko przetworzona przez rosyjskiego pisarza, Aleksandra Puszkina. Jest chyba dość szeroko znana (w swoim czasie bajkę zilustrował Marcin Szancer) i ogólnie rzecz biorąc chodzi w niej o to, że chciwość nie popłaca. Nad brzegiem morza mieszka wraz z żoną rybak. Żyją biednie, połowy są marne, więc głodują. Pewnego razu rybak jak co dzień wyrusza na połów i tym razem udaje mu się złowić złotą rybkę, która oferuje spełnienie wszystkich jego życzeń w zamian za wolność. Początkowo pod wpływem nalegań żony i jej płaczliwych nalegań prosi rybkę o drobne rzeczy, ale przecież apetyt rośnie w miarę jedzenia. Żona rybaka, wciąż niezadowolona, domaga się coraz więcej: chce dworu i parobków, pałacu, bycia carycą, a nawet władzy nad morzem. Z każdym życzeniem chciwość kobiety rośnie do momentu, aż żłota rybka traci cierpliwość i odbiera rybakowi i jego żonie wszystko to, co im ofiarowała.


Fot. z archiwum Teatr Lalek Arlekin w Łodzi


Jednak „Złota Rybka” to nie tylko spektakl dla dzieci. Reżyserka Maja Garmulewicz kreuje bowiem przestrzeń, w której mitologia władzy i konsumpcji zostaje poddana subtelnej ale bezkompromisowej analizie. Nadal atrakcyjna wizualnie scenografia, oscylująca między minimalistyczną prostotą a symboliczną metaforą, tworzy kontekst dla bardzo uniwersalnej opowieści o utopii osiąganiu celów i zaspokajaniu nieograniczonych pragnień. A aktorskie kreacje Macieja Piotrowskiego i Emilii Dryi eksponują paradoksy ludzkiej natury: dążenie do pełni życia poprzez akumulację dóbr prowadzi niestety do entropii społecznej. Wszak splendor przypadł w udziale Żonie Rybaka, która po prostu wstydziła się tego, że jako caryca ma ubogiego męża. Zatem "Złota Rybka" to nie tylko po prostu bajka, lecz dyskretna diagnoza współczesności, zachęcająca widza do autorefleksji. Żywiołowe reakcje dorosłej części publiczności jednoznacznie wskazywały na to, że ten rodzaj przekazu i treści są nieobojętne także dla dorosłych.

Można na realizację Teatru Lalek Arlekin w Łodzi spojrzeć jeszcze od innej strony. W spektaklu lalka staje się metaforą człowieka, w tym konkretnie przypadku uwikłanego w sieć własnych pragnień i społecznych oczekiwań. Złota Rybka, będąca władczynią mórz i oceanów, jako obiekt pożądania demaskuje mechanizmy władzy - im bardziej człowiek pragnie kontroli, tym bardziej staje się lalką w rękach własnych iluzji. Może warto zastanowić się chwilę nad tym, czy to my sterujemy rzeczywistością, czy ona nami? A może po prostu warto doceniać to, co już mamy? A może to nie wielkie rzeczy przynoszą nam radość, tylko drobiazgi dnia codziennego i chwile spędzone z tymi, których kochamy?

Z czystym sumieniem doradzam rodzinne obejrzenie "Złotej Rybki" w łódzkim Arlekinie, dopóki jeszcze jest repertuarze. Tym bardziej, że spektakl nie tylko pobudza do refleksji i jest mądrze zrobioną produkcją familijną. Jest również świetny wizualnie (scenografia, kostiumy), ale i same lalki, muzyka i ruch sceniczny (ach te zmiany scenografii, doskonale zaznaczające upływ czasu) - są doskonałe.



Fot. z archiwum Teatr Lalek Arlekin w Łodzi


Fot. z archiwum Teatr Lalek Arlekin w Łodzi


Fot. z archiwum Teatr Lalek Arlekin w Łodzi


Fot. z archiwum Teatr Lalek Arlekin w Łodzi





***

Złota Rybka

-Aleksander Puszkin



Teatr Lalek Arlekin w Łodzi
Premiera: 10 września 2017 r., Scena kameralna


Realizatorzy:


Reżyseria i adaptacja: Maja Garmulewicz
Na podstawie tekstu Aleksandra Puszkina

Scenografia: Katarzyna Rynkiewicz
Kompozytor: Michał Makulski
Ruch sceniczny: Joanna Wolańska


Obsada:


Złota rybka, Żona - Emilia Dryja
Rybak - Maciej Piotrowski




poniedziałek, 8 grudnia 2025

"Dziadek do orzechów. Opowieść wigilijna" - świąteczna premiera baletowa w Teatrze Wielkim w Łodzi.


Miniona sobota upłynęła łódzkiej publiczności pod znakiem familijnych premier teatralnych. Niewątpliwie wyjątkowo widowiskową była przygotowana przez Teatr Wielki w Łodzi premiera spektaklu baletowego „Dziadek do orzechów. Opowieść wigilijna” w choreografii Youriego Vámosa. To dynamicznie tocząca się opowieść o świątecznej przemianie Scrooga, który przekonuje się, że nie pieniądze ale bycie dobrym dla innych przynosi prawdziwą radość życia. A wszystko to w otoczeniu pięknej scenografii i przy żywiołowych reakcjach publiczności po każdym z pokazów tanecznych prezentowanych przez solistów łódzkiej opery.


György Youri Vámos - uważany za jednego z najlepszych choreografów tworzących dramaty taneczne - ułożył choreografię „Dziadka do orzechów. Opowieści wigilijnej” do muzyki Piotra Czajkowskiego sporo lat temu. Polska prapremiera baletu Vámosa odbyła się w 2019 roku w Operze Wrocławskiej, a realizacja Teatru Wielkiego w Łodzi, której premiera odbyła się w minioną sobotę, 6 grudnia 2025 roku właściwie jest jej odwzorowaniem. Ten sam spektakl baletowy wystawiany jest obecnie także w Teatrze Narodowym w Pradze, w Operze w Lublanie oraz wspomnianej Operze Wrocławskiej, gdzie wciąż cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem.



Fot. J. Miklaszewska



To, że teatry chcą grać spektakl z choreografią Vámosa w ogóle mnie nie dziwi, biorąc pod uwagę niesłabnącą popularność tej realizacji i bardzo zgrabne połączenie dwóch „gwiazdkowych” opowieści w jedno libretto, w którym przeplatają się wątki z "Dziadka do Orzechów" E.T.A. Hoffmanna i "Opowieści wigilijnej" Ch. Dickensa. Osią narracji jest „Opowieść wigilijna” i przemiana Scrooge’a, który podczas snu rewiduje swoje życie i zaczyna doceniać wartość dobra czynionego innym. Sen natomiast nawiązuje do „Dziadka do orzechów” i składa się głównie z bardzo interesująco ułożonych i niełatwych do wykonania pokazów tanecznych.

Spektakl rozpoczyna się malowniczą sceną zbiorową. Zbliża się wigilijny wieczór i na ulicach panuje świąteczna atmosfera. Jedyną osobą, która się jej nie poddaje, jest bezduszny i chciwy lichwiarz Scrooge, który nawet teraz przypomina zadłużonym sąsiadom o ich niespłaconych kredytach. Święta cieszą za to jego księgowego - Boba Cratchita. Niestety ośmiela się żartować z ponurego usposobienia swojego szefa, w konsekwencji czego zostaje bez pracy i pieniędzy. Nie tylko nie może kupić świątecznego indyka, ale także Klara - jego córeczka - nie dostanie wymarzonego dziadka do orzechów w prezencie. Dziewczynka błaga Scrooge’a, aby w tej sytuacji to on podarował jej zabawkę. Jednak Scrooge w gniewie niszczy zabawkę, czym doprowadza dziewczynkę do łez. Od tej pory jawa miesza się ze snem i dzieją rzeczy nadprzyrodzone, prawdziwie bajkowe - jak to w snach często bywa. Scrooge wraca do domu i zasypia, ale czy rzeczywiście to, co teraz się wydarza jest tylko snem? Kiedy budzi się następnego ranka, jest już zupełnie innym człowiekiem i stara się naprawić zło, które innym uczynił.

Ciekawie poprowadzona narracja i - tym razem - bardzo dobre przygotowanie tancerzy od strony aktorskiej to niewątpliwie duże auty tej realizacji. I nie jedyne, bo przecież w tle mamy wyjątkowo pięknie zaprojektowaną scenografię Martina Černý’ego i bajkowe kostiumy Romana Šolca, w każdym szczególe pieczołowicie wykonane przez pracownie rzemieślnicze teatru. No i oczywiście oglądamy nieprzeciętną, bardzo ciekawie skomponowaną choreografię, która chyba sprawia tancerzom jeszcze jakąś trudność, co niestety podczas spektaklu było widać. Ale przecież warto mieć na uwadze to, że z czasem, ze spektaklu na spektakl, tancerze będą przecież swoje partie tańczyć z coraz większą swobodą. Tak skonstruowaną choreografię można zresztą zatańczyć tylko dobrze albo nie tańczyć jej wcale.

Wśród wykonawców moją uwagę przykuli szczególnie: Joshua Legge (brawo za grację, styl i prawdziwie piekielną energię), Alicja Bajorek (tańczyła z wielką delikatnością i kontrolowaną pasją) i Laura Ryngajło (ależ ta wróżka ma klasę!). Ale przecież doskonale wypadły również całe duety i partie zbiorowe. Świetny był taniec hiszpański, taniec rosyjski (brawo Chase Vinning!) czy wykonany z dużą dawką humoru taniec 4 Harlekinów. Piękny był walc w wykonaniu Marii Góralczyk i Giuseppe Stancanelli’ego. Oczywiście urzekające były Śnieżynki. Duet Klary i Księcia oraz ich pokazy solowe także robiły dobre wrażenie, choć przyznam, że momentami miałam obawy, czy przypadkiem któreś podnoszenie nie skończy się kontuzją tancerki. Na szczęście nic takiego się nie stało, jednak sądzę, że Yuki Itaya potrafi zatańczyć lepiej niż pokazał to tego wieczoru. Jego partie solowe natomiast bardzo mi się podobały. Dostrzegłam również jednego tancerza, który chyba znalazł się na scenie przez pomyłkę, bo raczej nie z powodu swoich umiejętności tanecznych, ale jego nazwisko pominę milczeniem. natomiast przyjemności oglądania spektaklu premierowego dopełniła orkiestra jak zwykle świetnie prowadzona przez Rafała Janiaka.

Mówiąc szczerze żal mi było – i chyba trochę jest nadal – „Dziadka do orzechów” G. Madii. Spektakl zachwycał czystością formy pod każdym względem. Myślę jednak, że „Dziadek do orzechów. Opowieść wigilijna” Vámosa jest równie urzekający a przy tym bardzo widowiskowy i doskonale wpisuje się w świąteczny klimat. Ma też świetnie rozpisane libretto. Przepiękna scenografia i kostiumy, doskonała muzyka i sceniczny rozmach są naprawdę imponujące i godne uwagi. To spektakl, którego nie można pominąć w swoich planach świąteczno-teatralnych.

Po wielokroć brawo.





***

DZIADEK DO ORZECHÓW. OPOWIEŚĆ WIGILIJNA
- Piotr Czajkowski


Teatr Wielki w Łodzi
Premiera: 06.12.2025


Realizatorzy:


Choreografia: György Youri Vàmos
Autor libretta: Balet Youriego Vámosa na podstawie E.T.A. Hoffmana i Ch. Dickensa
Kierownictwo muzyczne: Rafał Janiak
Dekoracje: Martin Černý
Kostiumy: Roman Šolc
Reżyser światła: Martin Bronec

Autor plakatu: Piotr Karczewski
Inspicjenci: Mariusz Caban, Karolina Filus


Obsada:


Scrooge: Nazar Botsiy
Klara Cratchit: Alicja Bajorek
Książę: Yuki Itaya
Bob Cratchit i Diabeł: Joshua Legge
Pani Cratchit i Wróżka: Laura Ryngajłło
Drosselmeier: Dawid Kucharski
Żona Drosselmeiera: Monika Maciejewska-Potockas
Rzeźnik: Koki Tachibana
Żona Rzeźnika: Valentyna Batrak
Dama z ostrokrzewem: Ekaterina Kitaeva- Muśko
Dama z kasztanami: Julia Sadowska
Piekarz: Agoston Barany
Żona Piekarza: Angela Albonetti
Dwie guwernantki: Sonya Shteyn, Claudie Lacquemanne
Bogata Dama: Stanislava Pincekova
Bobbie: Sebastian Olczyk
Oliver: Kinga Łapińska
Dzieci: Ilona Nesterenko, Sakurako Onodera, Natalia Jagodzińska, Oleksii Balitskyi, Samuele Sciotto, Paweł Kurpiel
Straże: Yuki Itaya, Chase Vining, Dominik Senator, Nathan Claridge
Duchy: Giuseppe Stancanelli, Nathan Claridge, Emanuele Bernardi, Koki Tachibana
Dzieci - śnieżynki: Eva Chatal, Natalia Jagodzińska, Sakurako Onodera, Piotr Promiński, Samuele Sciotto, Oleksii Balitskyi
Taniec hiszpański: Sonya Shteyn, Kata Ban, Gabriela Ignaszak, Claudie Lacquemanne, Joshua Legge
Taniec rosyjski: Chase Vining, Samuele Sciotto
Taniec chiński: Ekaterina Kitaeva-Muśko
Jackie: Kinga Łapińska
Harlekiny: Emil Tamborski, Emanuele Bernardi, Anton Arzhannikau, Oleksii Balitskyi
Duet orientalny: Valentyna Batrak, Koki Tachibana
Walc solo: Maria Góralczyk, Giuseppe Stancanelli, Sakurako Onodera, Emanuele Bernardi


Soliści, Koryfeje, Zespół Baletu, Chór Dziecięcy i Orkiestra Teatru Wielkiego w Łodzi
Uczniowie Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej im. Feliksa Parnella w Łodzi






Przeciwko przezroczystości. O spektaklu „Niech żyje życie. Rapsodia”

  Najnowsza premiera na Małej Scenie Teatru Nowego im. Kazimierza Dejmka w Łodzi dotyka tematu rzadko obecnego w polskim teatrze w sposób ta...