niedziela, 21 czerwca 2026

Na peryferiach kapitalizmu. Portret pokolenia w "Emigracji" w reż. Marcina Brzozowskiego

 

Przenoszenie literatury stricte internetowej na deski teatru tradycyjnego od zawsze przypomina stąpanie po cienkim lodzie. Krótkie, często groteskowe opowiadania kopiowane na forach i w mediach społecznościowych, z których wyrósł literacki fenomen Malcolma XD, rządzą się prawem szybkiej puenty, specyficznego slangu i narracji pierwszoosobowej – formą, która świetnie sprawdza się na ekranie smartfona, ale łatwo potrafi zgubić rytm w przestrzeni scenicznej. I szczerze mówiąc, z pewną obawą jechałam obejrzeć spektakl, który miał być adaptacją prozy tego gatunku.


Wystawiając „Emigrację” w adaptacji i reżyserii Marcina Brzozowskiego (premiera 19 czerwca 2026 roku na Małej Scenie), Teatr Nowy im. Kazimierza Dejmka w Łodzi podjął ryzyko artystyczne dużej miary. Reżyser musiał bowiem przetłumaczyć na język teatru powieść łotrzykowską XXI wieku, nie tracąc przy tym ani jej bezkompromisowego humoru, ani głębszego, socjologicznego tła. Efektem tego eksperymentu jest spektakl pulsujący współczesnym rytmem, który próbuje udowodnić, że proza zrodzona w sieci może stać się pełnoprawnym tworzywem dla ambitnego teatru zaangażowanego.



Fot. HAWA


Oś fabularna spektaklu wiernie podąża śladem powieściowej drogi młodego bohatera – Malcolma, który z prowincjonalnego polskiego miasteczka (słynącego głównie z kuriozalnych Dni Agrestu) wyrusza w podróż za chlebem do Londynu. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na to, że struktura książki jest z natury epizodyczna, przypomina sznur luźno powiązanych ze sobą anegdot. W łódzkiej inscenizacji ta fragmentaryczność została jednak przekuta w atut. Spektakl zyskuje formę nowoczesnego moralitetu czy wręcz scenicznego rollercoastera – akcja pędzi naprzód, płynnie przenosząc nas z dusznego wnętrza międzynarodowego autokaru, przez parkingi tirów, aż po zatłoczone, wielokulturowe ulice brytyjskiej metropolii. Każdy z tych przystanków ma swoją unikalną gęstość i własny ciężar gatunkowy.

To, co w warstwie dramaturgicznej zasługuje na szczególną uwagę, to próba wyjścia poza czystą, komediową ilustrację tekstu. Reżyser z wyczuciem „zagląda pod kliszę” stereotypów narodowych i migracyjnych. Świetnie wyreżyserowane sceny z niemal dokumentalną czujnością chwytają prawdę o portretowanych środowiskach. Komizm zderzenia młodego Polaka z realiami londyńskich squatów, kurdyjskich imigrantów czy zachodnich intelektualistów nie służy tu jednak taniemu szyderstwu. Pod maską ironii i językowego przerysowania dramaturgia spektaklu buduje przestrzeń dla empatii. Świat przedstawiony w „Emigracji” okazuje się w równym stopniu zabawny, co bezwzględny, a losy bohaterów stają się trafnym, momentami gorzkim portretem pokolenia zmuszonego do szukania własnej tożsamości na peryferiach globalnego kapitalizmu. Scena z pola kapusty nie wzięła się znikąd, prawda?

Marcin Brzozowski jako reżyser stanął przed wyzwaniem sensownego zagospodarowania ograniczonej przestrzeni Małej Sceny i zamienienia jej w dynamiczne uniwersum podróży. Kluczem do sukcesu okazała się tu ascetyczna, ale bardzo funkcjonalna scenografia i wyraziste kostiumy Martyny Hernik. Przestrzeń nie jest dosłowna – transformuje na oczach widza z dusznego, klaustrofobicznego wnętrza autokaru w anonimowy parking dla tirów, a wreszcie w tętniący chaosem londyński squat.

Ta umowność sceniczna zyskała wsparcie w multimediach autorstwa Jana Michalskiego i Justyny Bielawy. Projekcje wideo i grafiki nie stanowią jedynie tła, ale stają się autonomicznym partnerem dla aktorów, świetnie oddając cyfrowy rodowód tekstu Malcolma XD i potęgując wrażenie przebodźcowania współczesną metropolią. Równie istotny jest ruch sceniczny przygotowany przez Zuzannę Kasprzyk. Choreografia ciał aktorów doskonale oddaje fizyczne zmęczenie drogą, komizm stłoczenia pasażerów w rejsowym autobusie czy transowy, momentami wręcz zwierzęcy rytm londyńskiej ulicy. To właśnie plastyka ruchu pomaga spoić te wszystkie epizody w sceniczną całość. Podobnie muzyka w łódzkiej realizacji „Emigracji” zasługuje na miano pełnoprawnego bohatera spektaklu. Kompozycje Kacpra STICHA Pawlickiego tworzą dźwiękową tkankę, która precyzyjnie buduje napięcie i dyktuje tempo kolejnych scen. Ścieżka dźwiękowa idealnie balansuje między klubowym pulsem Londynu a nostalgicznymi, rodzimymi brzmieniami.

Sukces tej inscenizacji w ogromnej mierze opiera się na zespołowości oraz niesamowitej sprawności transformacyjnej aktorów Teatru Nowego. Kreacje głównego bohatera (Malcolma) i jego kompana Stomila wymagają od młodych aktorów (Macieja Kobieli i gościnnie występującego Patryka Pietrzaka) nie tylko doskonałego timingu komediowego, ale też udźwignięcia podwójnej roli: zdystansowanego narratora i bezpośredniego uczestnika zdarzeń. Udaje im się utrzymać tę kruchą równowagę bez popadania w kabaretową manierę.

Jednak prawdziwym popisem aktorskiego rzemiosła są tu role epizodyczne. Barbara Dembińska i Mariusz Słupiński – moim zdaniem rewelacyjni w tym spektaklu – z lekkością żonglują kolejnymi wcieleniami. Przejścia od karykaturalnych postaci z polskiej prowincji, przez kultowego już tirowca Romana, aż po galerię osobliwości zamieszkujących londyńskie squaty, odbywają się na jednym wydechu. To aktorstwo precyzyjne, ostre w rysunku, celowo przerysowane, ale podbite psychologiczną prawdą. To sprawia, że żadna z postaci nie staje się pustą wydmuszką.

Emigracja” w reżyserii Marcina Brzozowskiego to jedna z ciekawszych realizacji Teatru Nowego w Łodzi w sezonie 2026. Spektakl udowadnia, że współczesna literatura internetowa, traktowana dotąd przez wielu krytyków z przymrużeniem oka, w rękach sprawnego zespołu twórców może zyskać głęboki, sceniczny wymiar. Twórcom udało się uniknąć pułapki stworzenia prostej, ilustracyjnej adaptacji „pod publiczkę”. Zamiast tego zaoferowali widzom mądry, formalnie atrakcyjny teatr, który bawi do łez, ale też boleśnie punktuje nasze narodowe przywary i lęki. To propozycja obowiązkowa nie tylko dla fanów prozy Malcolma XD, ale przede wszystkim dla młodej widowni, która w teatrze szuka swojego języka, swoich problemów i swojego, nieskażonego patosem, odbicia w lustrze.




Fot. HAWA


Fot. HAWA


Fot. HAWA


Fot. HAWA




***


„Emigracja”
- Malcolm XD

Teatr Nowy i. K. Dejmka w Łodzi
Premiera: 19 czerwca 2026, Mała Scena


Realizatorzy:
  
Realizacja sceniczna i reżyseria: Marcin Brzozowski
Muzyka: Kacper STICH Pawlicki
Wykonanie utworów muzyczno-wokalnych: Patryk Pietrzak
Kostiumy: Martyna Hernik
Video: Jan Michalski
Grafiki w video: Justyna Bielawa
Ruch sceniczny: Zuzanna Kasprzyk
Konsultacje merytoryczne w zakresie kultury i zwyczajów kurdyjskich: Zihad Khalil
Asystent reżysera / inspicjent: Damian Libert


Obsada:

Barbara Dembińska
Maciej Kobiela
Paweł Kos
Mariusz Słupiński
Bartłomiej Kotwica (gościnnie)
Patryk Pietrzak (gościnnie)
Hanna Róża Sągolewska (gościnnie)


niedziela, 14 czerwca 2026

Triumf muzycznej logiki. Antoni Wit, Hyuk Lee i architektoniczny porządek brzmienia w Filharmonii Łódzkiej

 

W miniony piątek, 12 czerwca, łódzcy melomani mogli wysłuchać wyjątkowego koncertu symfonicznego, podczas którego żywa historia polskiej dyrygentury spotkała się z przyszłością światowej pianistyki.


Antoni Wit to w świecie muzyki poważnej postać pomnikowa, o ogromnym, nagrodzonym prestiżowymi laurami dorobku fonograficznym. Łódzki koncert miał dodatkowo wymiar symboliczny – to w tym mieście dyrygent zgłębiał tajniki swojego fachu pod kierunkiem Henryka Czyża. Wybór repertuaru był rygorystyczny i nieprzypadkowy. W pierwszej części zaprezentowano I Koncert fortepianowy Des-dur op. 10 oraz III Koncert fortepianowy C-dur op. 26 Siergieja Prokofiewa – warto przypomnieć, że komplet nagrań tych dzieł pod batutą Wita zdobył w 1993 roku prestiżowe Grand Prix du Disque – a w drugiej części zabrzmiała monumentalna V Symfonia c-moll op. 67 Ludwiga van Beethovena.


Fot. Marcin Stępień - z archiwum Filharmonii Łódzkiej


Solistą pierwszej części wieczoru był Hyuk Lee, południowokoreański, niezwykle utalentowany pianista, którego rozwój polska publiczność śledzi od czasu jego sukcesów w Konkursie Chopinowskim. Zrozumienie fenomenu tego młodego wirtuoza wymaga jednak spojrzenia poza jego bogate estradowe CV. Lee jest również utytułowanym szachistą, co znakomicie tłumaczy jego podejście do materii muzycznej – oparte na strategicznym planowaniu i rzeczowej kalkulacji, które doskonale korespondują z rygorem wielkich form symfonicznych.

Zestawienie doświadczenia Antoniego Wita z żywiołowością Hyuka Lee w utworach Prokofiewa przyniosło znakomite rezultaty. I Koncert Des-dur, utwór o niemal perkusyjnej naturze, wymaga żelaznej dyscypliny rytmicznej. Południowokoreański pianista rozegrał tę partię perfekcyjnie. W karkołomnych, szybkich pasażach uderzał w klawisze z taką dokładnością, że mimo ogromnego tempa i siły, każdy pojedynczy dźwięk pozostawał idealnie selektywny. To dowód na najwyższą próbę rzemiosła artysty. Przy potężnej dynamice i zawrotnym tempie niezwykle łatwo o akustyczne zamazanie faktury – wystarczy minimalny brak niezależności palców lub zbyt głębokie wciśnięcie prawego pedału. Lee – mimo ekstremalnych wymagań technicznych partytury – zachował tak idealną kontrolę nad mechanizmem instrumentu, iż słuchacz był w stanie bez trudu „wyizolować” uchem każdą graną przez niego nutę.

W III Koncercie C-dur na pierwszy plan wysunęła się praca całego zespołu. Antoni Wit narzucił wyraźne ramy rytmiczne, ale zamiast tłumić ekspresję solisty, stworzył mu bezkolizyjną przestrzeń do muzycznej wypowiedzi. Oszczędne gesty dyrygenta i czujne reakcje pianisty przełożyły się na elastyczną odpowiedź Orkiestry Symfonicznej FŁ, która doskonale wydobywała barwy partytury, zachowując idealny balans między partią solową a orkiestrowym tutti.

Zwieńczeniem wieczoru była V Symfonia c-moll op. 67 Ludwiga van Beethovena – arcydzieło o rewolucyjnej i niezwykle spójnej budowie. Konstrukcja tego utworu ma jasny cel dramaturgiczny: prowadzi słuchacza nieuchronną drogą od mroku i tragizmu w pierwszej części, aż po wielki, triumfalny finał. Geniusz Beethovena polega tu na niesamowitej oszczędności materiału. Cała ta potężna, czteroczęściowa struktura wyrasta bowiem z zaledwie jednego, słynnego motywu składającego się z czterech nut, powszechnie zwanego „motywem losu”. Tak skondensowana forma stawia przed muzykami i dyrygentem najwyższe wymagania warsztatowe. Od orkiestry wymaga ona idealnego zgrania rytmicznego – zwłaszcza w momentach nagłych, rwanych akcentów – oraz umiejętności błyskawicznego przechodzenia od niemal niesłyszalnego szeptu do potężnego brzmienia całego aparatu orkiestrowego.

Dla dyrygenta V Symfonia to z kolei wielki test z muzycznej logiki i wyczucia czasu. Musi on nie tylko zapanować nad zdradliwymi pauzami w pierwszej części czy utrzymać napięcie w mrocznym łączniku przed samym finałem. Jego najważniejszym zadaniem jest kontrolowanie energii całego aparatu wykonawczego. Dyrygent musi tak rozłożyć emocje w czasie, aby ostateczny punkt kulminacyjny zabrzmiał potężnie i naturalnie, a nie przedwcześnie lub chaotycznie. Interpretacja Antoniego Wita doskonale odpowiedziała na te rygorystyczne kryteria, cechując się klasycznymi proporcjami i powściągliwością. Dyrygent zrezygnował z nadmiernego patosu na rzecz uwydatnienia logicznej spójności dzieła. Prowadził narrację metodycznie, od słynnego motywu w Allegro con brio po finałowe rozwiązanie, przywracając „Symfonii losu” jej właściwy, filozoficzny ciężar.

Ten wyjątkowy wieczór stał się triumfem muzycznej logiki, gdzie drapieżny rytm i monumentalna forma zyskały idealnie czyste brzmienie. Wspólna interpretacja mistrza dyrygentury i wirtuoza o szachowej wyobraźni udowodniła łódzkiej widowni, że największa siła muzyki klasycznej tkwi w jej doskonałym, architektonicznym porządku.


Fot. Marcin Stępień - z archiwum Filharmonii Łódzkiej


Fot. Marcin Stępień - z archiwum Filharmonii Łódzkiej


Fot. Marcin Stępień - z archiwum Filharmonii Łódzkiej


Fot. Marcin Stępień - z archiwum Filharmonii Łódzkiej





***

"Symfonia losu według Antoniego Wita"
Filharmonia Łódzka im. A. Rubinsteina
12.06.2026


Wykonawcy:

Hyuk Lee – fortepian
Antoni Wit – dyrygent
Orkiestra Symfoniczna FŁ

Program:

Siergiej Prokofiew – I Koncert fortepianowy Des-dur op. 10 [15']
Siergiej Prokofiew – III Koncert fortepianowy C-dur op. 26 [35']
Andante – Allegro
Tema con variazioni
Allegro, ma non troppo

Ludwig van Beethoven – V Symfonia c-moll op. 67 [35']
Allegro con brio
Andante con moto
Scherzo: Allegro
Allegro - Presto

Prowadzenie koncertu: Agata Kwiecińska (Polskie Radio)



środa, 3 czerwca 2026

Największy luksus współczesności. Dekonstrukcja mitu sukcesu w spektaklu Marcina Libera

 


Zaburzenie chronologii, popkulturowe fantazmaty i estetyka wybiegu to niewątpliwie atuty najnowszej realizacji Teatru im. Stefana Jaracza w Łodzi. Reżyser Marcin Liber i autor tekstu Michał Kmiecik tworzą na scenie przestrzeń o charakterze strumienia świadomości – wielwymiarową i intrygującą. Zastosowane przez realizatorów środki wyrazu konsekwentnie służą obnażeniu iluzji, jaką karmi się przemysł kreatywny, co staje się doskonałym punktem wyjścia do dyskusji o tym, czym współcześnie jest luksus.


Fot. HAWA


Historia Arkadiusza Weremczuka to opowieść o spektakularnym awansie młodego, nikomu nieznanego chłopaka z polskiej prowincji na sam szczyt globalnego świata mody. Jako wizjoner z dyplomem elitarnej szkoły Central Saint Martins w Londynie śmiało łamał konwencje, a w jego odważnych kreacjach występowały największe ikony popkultury. Ten artystyczny triumf zderzył się jednak z drapieżnym biznesem – w wyniku toksycznych relacji z inwestorami twórca utracił prawa do autorskiej marki. Wypalony zawodowo i zmęczony wyzyskiem, musiał ogłosić symboliczną śmierć „Arkadiusa”, aby ostatecznie wyrwać się z niszczącego układu. Emigracja do Brazylii pozwoliła mu odzyskać artystyczną niezależność.

Paweł Paczesny w roli Arkadiusza nie odtwarza po prostu losów projektanta. Jego postać funkcjonuje na scenie niczym Bohater z „Kartoteki” Tadeusza Różewicza lub Billy Pilgrim z „Rzeźni numer pięć” Kurta Vonneguta – jest wyabstrahowana z chronologii zdarzeń i odbywa wewnętrzny dialog ze swoimi wspomnieniami. Główny bohater praktycznie nie schodzi ze sceny, znajdując się w stanie permanentnego psychicznego limbo. Paczesny znakomicie poradził sobie z tym wyzwaniem oraz z wielowymiarowością samej postaci. Trafnie zbalansował przerysowaną, kiczowatą estetykę świata mody z autentycznym, ludzkim dramatem wypalenia. Jego cierpienie i ostateczny bunt są dla widza w pełni wiarygodne – nie giną pod naporem widowiskowej formy. W tej onirycznej przestrzeni Arkadiusa nawiedzają fantazmaty: Alexander McQueen (Mateusz Czwartosz), Kate Moss, Anja Rubik i Matka Boska (te role grała Natalia Klepacka) oraz Coco Chanel i Isabella Blow (w tej podwójnej roli Katarzyna Cynke) a nawet Wuefista (Mikołaj Chroboczek). Nie są to jednak postaci historyczne, lecz spersonifikowane projekcje, lęki i aspiracje głównego bohatera. Na styku tych wyobrażeń dochodzi do głównego konfliktu dramatycznego – zderzenia jednostki z potężnym mitem sukcesu.

Forma spektaklu imituje pokaz high fashion, przejmując jego estetykę, by poddać ją krytycznej dekonstrukcji. Scenografia autorstwa Mirka Kaczmarka transformuje przestrzeń teatralną w modowy wybieg, który w połączeniu z przerysowanymi kostiumami (stworzonymi z udziałem Marii Mordarskiej) buduje świat pełen blichtru, ale i przytłaczającej sztuczności. Kluczową rolę w konstruowaniu tego dusznego, korporacyjnego uniwersum odgrywa ruch sceniczny. Choreografia duetu Hashimotowiksa wprowadza rytmikę rodem z klubowych parkietów, a ten fizyczny rygor zespołu aktorskiego – perfekcyjnie zsynchronizowany z mroczną, pulsującą muzyką HIROSZYMY – staje się metaforą nieustannego wyścigu i eksploatacji wpisanej w branżę. Ciało zostaje tu poddane dyktatowi formy i wtłoczone w ramy bezwzględnego kapitalizmu. Towarzyszący Paczesnemu aktorzy partnerują mu bezbłędnie – ich transformacje w popkulturowe ikony są niezwykle plastyczne. Swoim postaciom stopniowo nadają cechy ludzkie; dopiero w obliczu scenicznego cierpienia i samotności stają się oni ludźmi z krwi i kości. To bolesna diagnoza rynkowej machiny, o której na co dzień wolimy nie pamiętać.

W tej optyce wybieg przestaje być jedynie elementem scenografii; staje się fizyczną i strukturalną osią mitycznej podróży bohatera. Dla chłopaka z Parczewa wejście w tę oślepiającą, stroboskopową przestrzeń oznacza przekroczenie progu i obietnicę absolutnej wolności twórczej oraz społecznego awansu. Jednak klasyczny heros, który zazwyczaj mierzy się z potworami, by zdobyć mądrość, tutaj trafia w tryby drapieżnego rynku. Narzucona przez ruch sceniczny powtarzalność sezonów i konieczność ciągłego dostarczania nowości zamieniają wybieg w rodzaj korporacyjnej bieżni. Bohater zostaje zmuszony do nieustannego biegu, który go wyczerpuje i napędza wyłącznie machinę zysku inwestorów.

Tradycyjny pokaz mody wieńczy triumfalne wyjście projektanta, lecz w dramaturgii Libera ta chwila zostaje przewrotnie odwrócona. Oklaski i popkulturowe ikony zaczynają Arkadiusa dusić, a mityczny „eliksir” sukcesu czy uznania okazuje się zejściem do podziemi. Bohater uświadamia sobie, że nagrodą za przejście tej drogi jest całkowita utrata siebie i zniewolenie. Skoro linearna struktura wybiegu jest w pełni kontrolowana przez system, jedynym sposobem na wygraną staje się odmowa dalszego marszu. Fizyczne i metaforyczne zejście z wybiegu w ciemność przypieczętowuje kryzys tożsamościowy, stając się zarazem jedynym warunkiem ocalenia i odrodzenia poza układem.

Przedstawiona historia nie jest zatem opowieścią o upadku, lecz o radykalnym odzyskiwaniu sprawczości. W przemyśle high fashion talent rzadko pozostaje autonomiczny – tożsamość „Arkadius” padła ofiarą skrajnej komodyfikacji, stając się własnością korporacyjną, w której udziały posiadali zewnętrzni inwestorzy. Kiedy rynkowy dyktat zderzył się z ludzką wytrzymałością, doszło do głębokiej alienacji. Wypalenie zawodowe bohatera zyskuje wymiar systemowy: kapitalizm pożera twórcę, zmieniając go w produkt zawłaszczony przez biznes. Odwołując się do koncepcji Arnolda van Gennepa czy Victora Turnera, ten stan można zinterpretować jako rytuał przejścia. Destrukcja dawnego, sformatowanego „ja” okazuje się radykalnym narzędziem obronnym, niezbędnym do uratowania psychiki przed destrukcją. Odrzucając narzucony status, bohater udowadnia, że największym luksusem we współczesnym świecie nie jest utrzymanie się na szczycie, lecz przywilej świadomego wypisania się z systemu.

Brawo!


Fot. HAWA


Fot. HAWA


Fot. HAWA


Fot. HAWA


Fot. HAWA


***


„Arkadius is dead”
- Michał Kmiecik


Teatr im. St. Jaracza w Łodzi
Prapremiera: 30.05.2026, Duża Scena


Realizatorzy:


REŻYSERIA Marcin Liber
SCENOGRAFIA, KOSTIUMY, ŚWIATŁO, PROJEKCJE Mirek Kaczmarek
KOSTIUMY Maria Mordarska
CHOREOGRAFIA Hashimotowiksa
MUZYKA Hiroszyma
INSPICJENTKA, SUFLERKA Marta Baraszkiewicz
REALIZATORZY ŚWIATŁA Julita Głażewska-Gmach, Tomasz Gmach
REALIZATORZY DŹWIĘKU Michał Pietrzak, Sebastian Torzewski


Obsada:


Paweł Paczesny - Arkadius
Mikołaj Chroboczek -Wuefista
Mariusz Siudziński - MrMan, Waldemar
Natalia Klepacka - Anja Rubik, Matka Boska, Dziennikarka, Kate Moss, StageManager
Łukasz Stawowczyk - Aspirant, Make up artist, Doktor Nauk Ekonomicznych
Mateusz Czwartosz - Alexander McQueen
Katarzyna Cynke - Isabella Blow, Coco Chanel

Hiroszyma live

oraz modelki i modele:

Laura Adamska, Kamila Biedrzycka, Maria Błęka, Ilary Controllo, Sonia Galanciak, Laura Jurewicz, Julia Komisarczyk, Marta Mańka,Alicja Pietkiewicz, Katarzyna Regulska, Katarzyna Świder, Bartosz Bartkowski, Mikołaj Bielnicki-Job, Wiktor Walczak, Jegor Zhuchko.






Na peryferiach kapitalizmu. Portret pokolenia w "Emigracji" w reż. Marcina Brzozowskiego

  Przenoszenie literatury stricte internetowej na deski teatru tradycyjnego od zawsze przypomina stąpanie po cienkim lodzie. Krótkie, często...