Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 maja 2026

Jesteśmy. "Pływalnia" w reż. R. Sabary w łódzkim Teatrze Jaracza



Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi może pochwalić się kolejnym w tym sezonie, niezłym spektaklem, którego premiera odbyła się 5 maja 2026r - nietypowo, bo we wtorek. Mam tu na myśli „Pływalnię” Magdaleny Drab, która u Rafała Sabary zyskała nowy wyraz artystyczny. Reżyser zrezygnował bowiem z tradycyjnej linearności w narracji na rzecz nakładających się na siebie monologów wewnętrznych. Zbudowały one fascynujące studium samotności, zaskakujące precyzyjną narracją i trafnością spostrzeżeń.



Akcja rozgrywa się w miejskim basenie o obniżonym dnie, pozwalającym na bezpieczne oswajanie się z wodą i naukę pływania od podstaw. Na takie właśnie zajęcia z pływania, które poprowadzić ma Jakaś Elżbieta (Dorota Kiełkowicz) przychodzi Jakaś Maria (Izabela Noszczyk), Jakaś Krystyna (Edyta Jungowska), Jakaś Janina (Magdalena Kuta) i Jakiś Andrzej (Bogusław Suszka) - trochę onieśmieleni, wstydzący się swoich starych ciał, byle jak zagadując strach, byleby go nie było. Prowadzą jednak istotne monologi wewnętrzne, które widzowi pozwalają zrozumieć motywacje bohaterów i przyjąć do wiadomości, że każdy z nas – nie oszukujmy się, każdy! - prędzej czy później będzie równie bezradny, niepewny tego kim jest i czy w ogóle jest. Płytka woda staje się jakby metaforą ich życia, które już przemija a którego pragną równie bardzo jak w czasach młodości. Wiedzą, że ich świat się kurczy i że stają się coraz bardziej samotni, bezradni, rozczarowani. Coraz mniej też wierzą w to, że w ogóle ktoś ich dostrzega. Ze strachu przed nieuchronnie kurczącą się przyszłością wolą tkwić nawet w toksycznych relacjach nie potrafiąc ich naprawić i nie wierzą, że jeszcze kiedykolwiek nadejdzie miłość, bo przecież kiedyś już „jakaś” miłość była. Ach, byle tylko utrzymać się na powierzchni, byle nie utonąć.

„Pływalnia” to przejmująca historia o ludziach, którzy niezauważalnie dla innych po prostu znikają w kontekstach społecznych i fizycznych, jakby stawali się coraz bardziej niewidzialni i niepotrzebni. Każdy z bohaterów poniósł jakąś stratę i musi się z nią mierzyć właściwie samotnie, dlatego wiele jest w tej opowieści smutku i nostalgii. Jednak nie jest to historia całkowicie pozbawiona humoru - wprost przeciwnie. Ale dowcip jaki zaserwował Sabara nie był tak po prostu beztroski. Moim zdaniem reżyser skutecznie uniknął jednoznaczności sprawnie operując dyskretną metaforą, uproszczeniem czy właśnie elementami humorystycznymi. Tym samym dał widzowi naprawdę dużo przestrzeni, aby w swoim czasie i tempie mógł wysnuć własną refleksję, sformułować opinię i dostrzec rzeczywisty problem, przed którym stanie najprawdopodobniej każdy z nas.

W spektaklu istotną rolę odegrała scenografia, która nie tylko towarzyszyła aktorom a raczej „dialogowała” z ich pracą. Bardzo spodobały mi się skróty i uproszczenia, które zaproponowała Beata Nyczaj. Samo przedstawienie basenu, z jednej strony było komiczne, z drugiej zaś bezwzględnie podkreślało nieporadność Jakiejś Marii czy Jakiegoś Andrzeja. Na pewno ci, co obejrzeli spektakl również doskonale pamiętają generującą silne emocje scenę z wanną czy żartobliwie potraktowane popisy pływackie w basenie z doskonałą imitacją wody (lustrzane odbicia, plastykowe piłeczki). Bez dobrze zaprojektowanej scenografii, rekwizytów i kostiumów nie byłoby możliwe skonstruowanie tak ciekawych wyrazowo scen. No i oczywiście trzeba podkreślić doskonałą grę zespołu aktorskiego. Każda z postaci została porządnie zbudowana, z niuansami, precyzyjnie. Trudno do czegokolwiek się przyczepić. Ich wahania, nastroje, jakieś dylematy natury moralnej, obawa przed ośmieszeniem się a jednocześnie takie trochę dziecięce pragnienia i weryfikacja własnych możliwości poparta przykrym racjonalizmem były boleśnie prawdziwe. 

I owa prawda przekazu sprawia, że publiczność bardzo łatwo może odnaleźć w postaciach z „Pływalni” kawałki siebie. A to, wiecie, dla wielu może nie być przyjemne, bo każdy chciałby oglądać siebie takim, jakim chciałby być a nie jakim jest naprawdę.


Fot. HAWA



***

"Pływalnia"
- Magdalena Drab

Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi
Premiera: 5 maja 2026 roku | Scena Kameralna


Realizatorzy:


Reżyseria: Rafał Sabara
Scenografia i kostymu: Beata Nyczaj
Choreografia: Urszula Parol
Muzyka: Jacek Lachowicz
Reżyseria światła i wideo: Aleksandra Wolan
Inspicjentka, suflerka: Katarzyna Brudek


Obsada


Jakaś Elżbieta: Dorota Kiełkowicz
Jakaś Maria: Izabela Noszczyk
Jakaś Krystyna: Edyta Jungowska (gościnnie)
Jakaś Janina: Magdalena Kuta (gościnnie)
Jakiś Andrzej: Bogusław Suszka



sobota, 2 listopada 2024

Gala finałowa Konkursu Dramaturgicznego im. Łucjana Kościeleckiego o Pióro Jaracza

 

W niedzielne popołudnie, 27 października w Teatrze im. Stefana Jaracza w Łodzi na Małej Scenie odbyła się uroczysta gala finałowa I edycji Konkursu Dramaturgicznego im. Łucjana Kościeleckiego o Pióro Jaracza. Zgromadzeni na Gali zaproszeni goście usłyszeli interpertacje fragmentów najlepszych, wyróżnionych przez jury konkursu dramatów. Kulminacyjnym punktem programu było oczywiście ogłoszenie nazwisk autorów sztuk wyróżnionych i tych rekomendowanych teatrom do scenicznych realizacji.


Jury, zanim podjęła decyzje o tym, który utwór ogłoszą tym zwycięskim, miało sporo pracy. Na konkurs zgłoszono bowiem aż 188 sztuk, z czego do drugiego etapu zakwalifikowano ich 30 a do ścisłego finału już tylko 6 utworów. Ostatecznie Kapituła Konkursu Dramaturgicznego im. Łucjana Kościeleckiego o Pióro Jaracza zdecydowała o przyznaniu dwóch równorzędnych wyróżnień: dla Wojciecha Pawlika za „Bella Vita” i dla Agaty Brzezińskiej za „Szmaciankę”. Natomiast zwycięzcą pierwszej edycji Konkursu Dramaturgicznego im. Łucjana Kościeleckiego o Pióro Jaracza został ogłoszony Maciej Piasny za „Ten dramat mógł zostać napisany przez sztuczną inteligencję”. Autor zwycięskiego dramatu otrzymał nagrodę finansową, pamiątkowe pióro oraz możliwość wystawienia swojego tekstu na deskach teatru.

Kapituła zdecydowała również o przyznaniu rekomendacji tekstom, które nie dostały się do finału, ale zasługują na to, aby znaleźć się w polu zainteresowania reżyserów oraz dyrektorów teatrów jako wartościowe propozycje repertuarowe. Są to: „Cameo” Jarosława Jakubowskiego, „Dotknąć” Mariusza Bielińskiego, „Miłość w Auschwitz” Grzegorza Kempinsky’ego i „Roksana w krainie luster” Andrzeja Bartnikowskiego. Szczególnie miło było usłyszeć o rekomendacji dla „Miłości w Auschwitz”, z autorem której miałam jakiś czas temu przyjemność przeprowadzić wywiad. W przypadku „Miłości...” Kapituła w taki oto sposób uzasadniła swoją rekomendację: „Utwór prezentuje nieoczywiste ujęcie tematu koszmaru działalności niemieckiego obozu zagłady Auschwitz. Rzecz tym bardziej wstrząsająca, że oparta na faktach. Tekst jest precyzyjny dramaturgicznie, z wyraźnie zarysowanymi charakterami postaci. Stanowią one ciekawy materiał aktorski i reżyserski. Miłość w Auschwitz nie pozostawi widzów obojętnymi.”

Czy i kiedy obejrzymy na deskach Teatru Jaracza nagrodzony utwór, na razie pozostaje to niewiadomą. Obyśmy nie musieli na jego realizację sceniczną zbyt długo czekać.


Fot. M. Nowak



Fot. M. Nowak


Fot. M. Nowak



Lista trzydziestu utworów zakwalifikowanych do II etapu Konkursu:

  • Bella Vita, godło: Charon
  • Cameo, godło: Subwertyta
  • Dotknąć, godło: Wiktoria
  • Druga rozmowa, godło: Lubicz599
  • Drukarze, godło: Kowal
  • Dybuki, godło: małalitera
  • Każda chwila z moją córką to skarb, godło: Aneczka
  • Końskie szerokości, godło: Proteus
  • Madonna z Kałuż, godło: Porto
  • Madryt, godło: Molly
  • Marcelina, godło: ddffkk
  • Miłość w Auschwitz, godło: Rak 56
  • Na zgliszcza Edenu spadł śnieg, godło: ume
  • Ojciec i córka na dnie wysychającej rzeki, godło: Rodendron
  • Pan K., godło: „Larus fuscus”
  • Państwo TOTall, godło: Qwerty13
  • Potępiony, godło: Rampampampam
  • Przemysł i Ludgarda, godło: Lux Natalis
  • Raj, godło: Herostrates
  • Ritardando, godło: MO1479
  • Roksana w krainie luster, godło: Nistar
  • Skończoność, godło: Świergot
  • Słoneczny kraj, godło: Michał Brandt
  • Szmacianka, godło: Tina
  • Szwedzkie blade blondynki nie idą do nieba, godło: Aurora Love
  • Ten dramat mógł zostać napisany przez sztuczną inteligencję, godło: IG0612
  • W nocy wszystkie ptaki śpią, godło: locussolus
  • Walizka z aniołem, godło: SZJG
  • Z tyłu za domem, godło: Świat jest teatrem, aktorami ludzie, Którzy kolejno wchodzą i znikają. Każdy tam aktor niejedną gra rolę, Bo siedem wieków dramat życia składa.
  • Życie jest życie, godło: Beler

Lista utworów zakwalifikowanych do finału Konkursu Dramaturgicznego im. Łucjana Kościeleckiego o Pióro Jaracza:

  • Bella Vita, godło: Charon
  • Dybuki, godło: małalitera
  • Słoneczny kraj, godło: Michał Brandt
  • Szmacianka, godło: Tina
  • Ten dramat mógł zostać napisany przez sztuczną inteligencję, godło: IG0612
  • Życie jest życie, godło: Beler

Kapituła Konkursu Dramaturgicznego im. Łucjana Kościeleckiego o Pióro Jaracza: Ewa Millies-Lacroix, Barbara Osterloff-Gierak, Lidia Sadowa, Jagoda Hernik Spalińska, Anna Wieczur




sobota, 30 grudnia 2023

Fredro u Jaracza, czyli baba to baba a chłop to chłop

 

Dobrą komedię trzeba umieć zrobić. I to nie taką z gagami na wprost, bo to wtedy nie jest komedia a dramat, ale taką, która ukradkiem parodiuje rzeczywistość w jakiej żyjemy i nas samych. Jednak, żeby taką komedię zrobić, trzeba być doskonałym obserwatorem rzeczywistości, mieć dystans do samego siebie i być uczciwym wobec widza. W takiej komedii śmieszy nas sytuacja a nie taki czy inny, mniej lub bardziej wulgarny gag. I rzecz ta udała się Grzegorzowi Kempinky’emu, który w Teatrze Jaracza w Łodzi wyreżyserował komedię Aleksandra Fredry.



Akcja komedii „Gwałtu, co się dzieje!” rozgrywa się w Osieku - ot, w takiej sobie mieścinie, która równie dobrze mogłaby być całkiem sporym miastem i opowiada historię kobiet, które korzystając ze zniewieścienia swoich mężów, przejmują rządy. Jeżeli ktoś sądziłby, że kobiety rządzą mądrze i lekką ręką, to mógłby się zdziwić. Są nieobliczalne i nieudolne w tym, co robią. Z jednej strony domagają się posłuszeństwa i poważnego traktowania, z drugiej strony są kapryśne i niechętnie biorą na siebie odpowiedzialność za społeczność, którą rządzą. Wieść o napadzie Tatarów przywraca władzę mężczyznom i dawny porządek. No bo jakże tu walczyć z Tatarami?

Fot. Marcin Nowak



W sztuce pojawia się wiele komicznych sytuacji, momentami nawet rubasznych. Na scenie widzimy karykatury różnych ludzkich charakterów: są lizusy i donosiciele, są tchórze i konformiści, są egocentrycy, karierowicze, zarozumialcy, cwaniaki, żarłoki, taktycy – niezależnie od płci. Cała plejada postaci, w których można odnaleźć choć w części samego siebie. Ciekawa jednak jestem, ile osób z widowni wyszła po spektaklu z refleksją? Bo zabawa zabawą, ale jednak smutna jest myśl, że na tę bezsensowną - jak się okazuje – walkę płci tracimy tyle czasu i energii budując ideologie, które nie sprawiają, że świat staje się lepszy, ośmieszamy się przy tym i lżymy ludzką godność.


Fot. Marcin Nowak



Spektakl bardzo mi się podobał. Był doskonale zagrany, również pozytywnie odebrałam oszczędną, dobrze przemyślaną scenografię. Te aspekty plastycznie świetnie skomponowały się z ruchem scenicznym i ciekawymi, barwnymi kostiumami panów. Generalnie ta konwencja „na ludowo” doskonale uzasadniła rubaszności pojawiające się w spektaklu i zuniwersalizowała poniekąd miejsce akcji: niby to wieś, niby miasto, niby przeszłość a teraźniejszość, itd. Wszystkie elementy dramaturgiczne były spójne i dopełniające się. Akcja toczyła się wartko, nie było ani grama nudy, publiczność zresztą reagowała żywiołowo i po prostu dobrze się bawiła a o to przede wszystkim w komediach chodzi.


Fot. Marcin Nowak



Bardzo mnie cieszy i to, że reżyser nie wpisał się w nurt widoczny ostatnio w realizacjach teatralnych, polegający na odwracaniu (reinterpretowaniu) znaczeń zawartych w utworach dramatycznych. Mógł przecież obśmiać jedną płeć albo zmienić zakończenie sztuki, czy zrobić jeszcze coś innego, na co ważą się reżyserzy chcący szokować (a cóż im więcej pozostaje?) i mieć kolejny spektakl z głowy. Tymczasem powstała komiczna, ciekawa realizacja, trochę rubaszna, trochę refleksyjna i przede wszystkim szczera wobec widza. Polecam na karnawał.



***

„Gwałtu, co się dzieje!”
- Aleksander Fredro

Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi
Premiera 9 grudnia 2023 r., Duża Scena



REALIZATORZY
reżyseria, adaptacja, opracowanie muzyczne
Grzegorz KEMPINSKY
scenografia i kostiumy Barbara WOŁOSIUK
asystent reżysera Matylda PASZCZENKO
inspicjentka, suflerka Hanna SIEWIŃSKA
reżyseria światła Łukasz SCHWIPERICH
ruch sceniczny Tomasz DAJEWSKI

OBSADA
Agata Monika BADOWSKA
Kasia Sara LITYŃSKA (gościnnie)
Doręba Szymon NYGARD (gościnnie)
Błażej Radosław OSYPIUK
Urszula Matylda PASZCZENKO
Makary Szymon RZĄCA (gościnnie)
Barbara Iwona DRÓŻDŻ
Kasper Łukasz STAWOWCZYK
Tobiasz Bogusław SUSZKA
Grzegotka Paweł TUCHOLSKI (gościnnie)




poniedziałek, 2 października 2023

Bez znieczulenia - recenzja

 

Najnowsza premiera w Teatrze Jaracza w Łodzi to - dosłownie - operacja na otwartym sercu. Bez skrupułów i kompromisów realizatorzy spektaklu po mistrzowsku rozkładają publiczność na łopatki. Nie tak łatwo po takim bezpardonowo emocjonalnym ciosie jest podnieść się i tak po prostu, zwyczajnie, wrócić do domu i codzienności. "Efigenia ze Splott" w reż. Filipa Gieldona zostaje bowiem w pamięci na długo. Na bardzo długo.  


Kimże zatem jest tytułowa Efigenia? To młoda kobieta utrzymująca się z zasiłku i nadużywająca alkoholu. Strach przed samotnością i ogromną potrzebę miłości, rekompensuje sobie nienawiścią do ludzi. Agresywna, gwałtowna, omijana, pragnie miłości i  na chwilę udaje jej się ją poczuć. Owa miłość – jakże ulotna! – nie przynosi jednak dziewczynie szczęścia i zanim pojawi się na dobre, traci ją w dość dramatycznych okolicznościach, budzących poczucie krzywdy i skrajnej niesprawiedliwości. Tragedia jednak zmienia Ifigenię, ale czy odmienia jej życie na lepsze? W sumie chyba nie, po prostu staje się ... dojrzalsza?..


Fot. Krzysztof Bieliński

Niczego w tej realizacji nie zmieniłabym. Jest świetna scenografia i światła. Jest też doskonała muzyka, która idealnie dopełnienia toczącą się opowieść. I co najważniejsze, warsztat występującej i niezwykle utalentowanej Agnieszki Skrzypczak jest bez zarzutu. Powiem nawet więcej, aktorka dokonuje na oczach publiczności wiwisekcji. Takiej dawki emocji bez znieczulenia trudno w którymś z łódzkich teatrów zobaczyć. To pierwszorzędna kreacja i świetny monodram!

Trudno też nie bić braw reżyserowi, Filipowi Gieldonowi, którego konsekwencja i wrażliwość pozwoliły aktorce stać się Ifigenią a publiczności odwrócić podszewką na wierzch ciepłe płaszcze komfortu. Tak właśnie. Patrzymy przychylnie na innych (przecież nie gorszych) wtedy, kiedy jest to wygodne, kiedy możemy poczuć się lepsi. Ale gdy chodzi o nas, o nasz komfort i poczucie bezpieczeństwa to ci inni (no, nadal przecież nie gorsi) przestają się liczyć. Czy słusznie? Hm... Może to zmienić? O, naiwna Ifigenio, to nie jest takie proste jak sądzisz.


Fot. Krzysztof Bieliński

No dobrze. Teatr Jaracza niniejszym wzbogacił się o doskonały punkt programu artystycznego. To naprawdę kawał dobrej roboty: niesamowicie trudny temat, świetny warsztat Agnieszki Skrzypczak i konsekwencja reżysera sprawiły, że z minuty na minutę było coraz trudniej, mocniej, poważniej. No i cóż... Taki ładunek emocji - tylko dla dorosłych.


Fot. Krzysztof Bieliński

Brawo.

***


Ifigenia ze Splott

- Gary Owen

Teatr  im. Stefana Jaracza w Łodzi

Prapremiera polska zaplanowana jest na Małej Scenie 23 września 2023 r.
Pokazy przedpremierowe 21 | 22 września 2023 r.

 

autor Gary OWEN
reżyseria, tłumaczenie, opracowanie muzyczne Filip GIELDON
scenografia, kostiumy Adrianna GOŁĘBIEWSKA
reżyseria światła Piotr ŻURAWSKI
inspicjent, sufler Marta BARASZKIEWICZ


O B S A D A
monodram w wykonaniu
Agnieszki Skrzypczak



poniedziałek, 21 listopada 2022

„Zemsta” pełna wdzięku i dobrego smaku. „Zemsta" Aleksandra Fredry w reż. Krzysztofa Jasińskiego w Teatrze im. Stefana Jaracza w Łodzi - recenzja

 

Zmierzyć się z klasyką i nie potknąć się o banał?  To doprawdy sztuka. Po obejrzeniu „Zemsty”  w reżyserii Krzysztofa Jasińskiego - najnowszej produkcji Teatru im. Stefana Jaracza w Łodzi - sądzę, że jest to rzecz jak najbardziej osiągalna. Trzeba tylko wiedzieć jak to zrobić.


Krzysztof Jasiński nie silił się na przesadną oryginalność ani kontrowersje, co często zdarza się współczesnym  twórcom teatralnym, najczęściej młodym stażem i wiekiem. Przygotował natomiast „Zemstę” z wdziękiem i klasą, unikając przy tym nudy czy banału. Jego inscenizacja w przyjazny sposób zespoliła widownię ze sceną - aktorzy wchodzili w interakcję z publicznością, ale czynili to w sytuacjach uzasadnionych, jakby bohaterowie Fredry szukali potwierdzenia w oczach publiczności swoich wyborów i postaw, tego, co właśnie się wydarzyło na scenie. Wyglądało to bardzo naturalnie i jako widz miałam nieodparte wrażenie współuczestniczenia w scenicznych wydarzeniach.


Fot. K. Bieliński


Komedia została pierwszorzędnie zagrana. Postacie wykreowano "na bogato", ale – co ważne - bez przykrej dla oka przesady, zaprzeszłej teatralności ani nadmiernego uwspółcześnienia. Właściwie trudno mi wskazać, która kreacja tego wieczoru  podobała mi się najbardziej. Jedne były bardziej wyeksponowane a drugie mniej – to wynikało z tekstu Fredry. Po prostu każdą z ról zagrano precyzyjnie - gestykulacja, sposób poruszania się po scenie, mimika, modulacja głosu czy styl doskonale nadawały kształtu postaciom, ale nie czyniły z nich karykatur. Elementy satyry, które tutaj oczywiście pojawiły się, nie były groteskowo wyolbrzymione a to bardzo cieszy. Zresztą przy takiej obsadzie (doskonałej!) nie mogło być inaczej.


Fot. K. Bieliński

Spektakl został świetnie przygotowany także od strony plastycznej. Scenografia Marka Chowańca, z jednej strony nawiązująca do epoki a z drugiej na wskroś współczesna, była nie tylko atrakcyjna wizualnie, ale i funkcjonalna. Wydaje mi się, że twórcy towarzyszyła myśl o symetrii – mogę się jednak mylić. Anna Czyż natomiast zaprojektowała świetne kostiumy. Były one istotnym dopełnieniem kreacji aktorów.  Czyż  z wyczuciem dobrego żartu zaprojektowała niektóre kostiumy np. stroje nocne Podstoliny i Klary, ubiór Papkina czy śmiertelnie poważny kostium Rejenta. Brawo! Kostiumy Podstoliny i Klary (niekoniecznie te bardziej eksponujące wdzięki) chętnie widziałabym w swojej szafie.


Fot. K. Bieliński


No cóż. Nie wiem, czy przekonam do „Zemsty” programowych przeciwników lektur szkolnych. Nie wiem nawet, czy przekonam wielbicieli hrabiego Fredry ale równocześnie zwolenników wolnych związków czy związków partnerskich, bo sceną kończącą spektakl jest wesele Klary i Wacława a to takie przecież na wskroś tradycyjne podejście do życia… Pewne jest natomiast to, że „Zemsta” w Teatrze Jaracza jest inscenizacją przygotowaną  z doskonałym wyczuciem dobrego stylu i świetnie zagraną. Publiczność niezależnie od wieku może dobrze bawić się, bo sytuacji komicznych w tej sztuce jest wiele. Ale przede wszystkim może obserwować doskonały, rzetelny warsztat aktorski, który nie jest zakamuflowany jakimś twórczym eksperymentem. Eksperymenty najczęściej ukrywają zwyczajną nieudolność aktora czy reżysera, ale w tym przypadku na wprost pokazano po prostu dobry teatr. Polecam.


Fot. K. Bieliński


***

Zemsta
- Aleksander Fredro

Teatr im. St. Jaracza w Łodzi
Premiera 19.11.2022, Duża Scena



REALIZATORZY:

Reżyseria: Krzysztof JASIŃSKI
Scenografia: Marek CHOWANIEC
Kostiumy: Anna CZYŻ
Asystent reżysera: Robert LATUSEK
Inspicjentka, suflerka: Ewa WIELGOSIŃSKA


OBSADA:

Podstolina - Ewa AUDYKOWSKA-WIŚNIEWSKA
Klara - Elżbieta ZAJKO
Wacław, syn Rejenta - Mateusz CZWARTOSZ
Dyndalski, marszałek - Robert LATUSEK
Mularz 1 - Radosław OSYPIUK
Perełka, kuchmistrz - Karol PUCIATY
Mularz 2 - Mariusz SIUDZIŃSKI
Śmigalski, dworzanin Cześnika - Łukasz STAWOWCZYK
Rejent Milczek - Bogusław SUSZKA
Cześnik Raptusiewicz - Andrzej WICHROWSKI
Papkin - Bronisław WROCŁAWSKI


STATYŚCI:

Dawid BIERZGALSKI
Piotr KOWALSKI
Bogusław PRZYBYLAK
Krzysztof RUSIECKI



poniedziałek, 26 września 2022

W przedsionku piekła. "Sonata Belzebuba" w łódzkim Teatrze im. Stefana Jaracza - recenzja

 

Realizatorzy związani z Teatrem im. Stefana Jaracza w Łodzi nie stronią od klasyki i wielkiej literatury, często trudnej w odbiorze dla współczesnego i dość niecierpliwego widza. Tym razem, na rozpoczęcie sezonu,  zaprezentowano  „Sonatę Belzebuba” S.I. Witkiewicza. I bardzo dobrze, bo jest to dramat idealny na czasy obecne. A ponieważ  spektakl , który oczywiście miałam przyjemność obejrzeć, okazał się całkiem nieźle przygotowany, rozpoczęcie sezonu w łódzkim „Jaraczu” mogę uznać za udane.


W wydanej drukiem w 1933 roku "Sonacie Belzebuba" Witkiewicz poruszył istotny na owe czasy problem - ale i jakże aktualny współcześnie! – kryzysu w kulturze. Aby przekazać swoją diagnozę kondycji ówczesnej myśli twórczej posłużył się postacią kompozytora, który pragnie stworzyć dzieło doskonalsze niż te, które dotąd stworzono. Pierwowzorem owego kompozytora był sam Karol Szymanowski. Zatem, młody kompozytor Istvan, aby uczynić zadość swoim ambicjom i stworzyć muzyczne arcydzieło zawiera pakt z Belzebubem.  Zgodnie z tym paktem musi wyrzec się siebie i stać się zabawką w rękach diabła.  I od razu nasuwa się cały zestaw ważkich pytań! Czy dążąc do doskonałości dzieła, Istvan jako twórca i osoba przestaje istnieć? Czy może nadal jest potrzebny dziełu jako jego autor? I czy rzeczywiście jest jego autorem? No i najważniejsze, kim jest diabeł? A czy zaprzedanie duszy takiemu współczesnemu Belzebubowi, przyniesie światu - dzieło a autorowi  - sławę?  Obawiam się, że zbyt często największym dziełem artysty jest… samozniszczenie: fizyczne, moralne, duchowe, czy jakiekolwiek inne. Niestety. A jaki z tego płynie wniosek? Lepiej nie paktujmy z diabłem.


Fot. Krzysztof Bieliński


Na scenie tego wieczoru  zatem działo się całkiem sporo. W odrealnionej przestrzeni panoszyły się wszechogarniająca niemoc i społeczna degrengolada, nadmierna ambicja i jej brak, drobne miłostki i wielkie romanse, miłość i przemoc, życie i śmierć. Postaci zostały wyraźnie zarysowane, ale były tylko jakby w połowie rzeczywiste. Egzystowały zapętlone w czasie, którego upływ zgrabnie sygnalizowało przygaszanie świateł. Odrealnienie postaci – i przestrzeni -dodatkowo podkreślił taniec do „Nocy komety” zaśpiewanej przez Baltazara (Mikołaj Chroboczek). Było to zapewne nawiązanie do  teledysku piosenki „Thriller” Michaela Jacksona, „nieszkodliwe” dla Witkacego i widzów, bo dobrze wkomponowane w spektakl.


Fot. Krzysztof Bieliński


Wśród aktorów moją uwagę zwrócili trzej panowie: wspomniany już Mikołaj Chroboczek w roli Baltazara, Paweł Paczesny w roli Istvana i Mariusz Słupiński jako Rio Bamba, który tego wieczoru podobał mi się najbardziej. Nie była to duża rola, ale za to bardzo dobrze zagrana -zdecydowanie wiarygodna i przekonująca. W przypadku Istvana było nieco trudniej, także w odbiorze tej postaci. Była bogato uposażona w emocje i trudna do zagrania, bo egzystowała na granicy choroby psychicznej. Nie do końca czuję się  przekonana co do jakiegoś, hm… autentyzmu przeżyć tej postaci, ale doceniam zasób umiejętności aktora. To jednak robi wrażenie.


Fot. Krzysztof Bieliński


Natomiast Mikołaj Chroboczek zagrał rolę, która im dłużej pozostawała na scenie, tym bardziej przyciągała uwagę. Pierwsze wrażenie, jakie odniosłam było niezbyt pochlebne, „musi się rozegrać” – myślałam – „jakoś tak nijako i przeciętnie”. Ale po paru minutach już z uwagą patrzyłam jak sceniczny Baltazar odkrywa karty i staje się iście diabelskim diabłem. Przemiana postaci była płynna, logiczna i kontrolowana. Wyglądało to bardzo wiarygodnie. Zdobyć zaufania, wykorzystać do własnych celów i ambicji i zniszczyć moralnie – jakie to obecnie typowe nie tylko dla scenicznych „belzebubów”, prawda?

Podsumowując – spektakl został ciekawie zrealizowany, oddaje ducha Witkacego, ale i nie stroni od odniesień do współczesności. No i – co istotne - jest dobrze zagrany. Biorąc pod uwagę to, że sam tekst dramatu daje szerokie możliwości interpretacyjne, sądzę, że i to, co widzimy na scenie może być odczytywane na wiele różnych sposobów i na kilku poziomach - począwszy od percepcji świata scenicznego jako swoistej codzienności pewnej grupy społecznej po myśl filozoficzną i kwestie duchowości. Oj, ambitnego zadania podjął się reżyser Radek Stępień przystępując do pracy nad „Sonatą Belzebuba”, ale myślę, że nie zawiódł.


 

***



"Sonata Belzebuba”
- Stanisław Ignacy Witkiewicz

Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi
Premiera 17 września 2022 r.

 

REALIZATORZY

reżyseria Radek STĘPIEŃ
dramaturgia i scenografia Konrad HETEL
kostiumy Aleksandra HARASIMOWICZ
muzyka Michał GÓRCZYŃSKI
wokalizy Barbara SONGIN
reżyseria światła Aleksandr PROWALIŃSKI
choreografia Kinga BOBKOWSKA
asystentka reżysera Natalia KLEPACKA
projekcje wideo Natan BERKOWICZ
inspicjentka, suflerka Marta BARASZKIEWICZ


O B S A D A
Baronowa/Tatiana Monika BADOWSKA
Hilda Fajtcacy Iwona KARLICKA
Krystyna Natalia KLEPACKA
Babcia Julia Izabela NOSZCZYK
Baltazar De Campos de Baleastadar Mikołaj CHROBOCZEK
Sakalyi Mateusz CZWARTOSZ
Istvan Paweł PACZESNY
Ambasador/Lokaj/Król Ryszard III Mariusz SIUDZIŃSKI
Rio Bamba Mariusz SŁUPIŃSKI

Przeciwko przezroczystości. O spektaklu „Niech żyje życie. Rapsodia”

  Najnowsza premiera na Małej Scenie Teatru Nowego im. Kazimierza Dejmka w Łodzi dotyka tematu rzadko obecnego w polskim teatrze w sposób ta...