sobota, 29 maja 2021

Nie trzeba kupować zabawek. Rozmowa z Danielem Arbaczewskim



Przed premierą „Niesamowitych przygód dziesięciu skarpetek” w Teatrze Pinokio w Łodzi o pracy nad adaptacją książki Justyny Bednarek opowiada reżyser spektaklu Daniel Arbaczewski



Skąd w ogóle pomysł na skarpetki?

Na pewno to jest tak, jak dzisiaj rozmawialiśmy, że jest to taki bestseller, którego dzieciakom nie trzeba tłumaczyć, więc był to w jakiś sposób klucz poszukiwania tego, co dzieciaki dzisiaj interesują.

Na rynku księgarskim tych książek jest ogrom i też trudno tak naprawdę wyselekcjonować, przejrzeć to wszystko.

Ale też te skarpetki są tematem bardzo bliskim teatrowi lalkowemu, teatrowi formy, który ja lubię, uprawiam i z tego żyję. To też taki był trop, jak ten spektakl przygotować. Ale było dużym wyzwaniem to, żeby odciąć się od ilustracji Daniela Delatoura, który jest drugim autorem książki.

Przyznam, że to co się zadziało na scenie inaczej wyglądało w mojej wyobraźni, kiedy czytałam książkę Justyny Bednarek.

Już wcześniej mierzyłem się z ilustracjami Daniela de Latoura przy realizacji „Zaskórniaków...” Grzesia Kasdepke, gdzie ilustracja też jest tak silnie sugestywna, że znalezienie własnego tropu to duży wysiłek poszukiwawczy. Przy tych skarpetkach również było trudnością i wyzwaniem dla nas znalezienie formy, jakby klucza na wszystkie dziesięć skarpetek, ponieważ każda jest trochę z innej materii. Jedna jest wełniana, jedna jest jedwabna, są w różnych kolorach, w różnym temperamencie. No i jak to wszystko ubrać też w kolorystykę, jak te historie, które się dzieją w lesie, w mieście, w kawiarni, w bajce, bo też pojawia się król w jednej z historii… A zatem, jak to wszystko posplatać tak naprawdę w jeden spektakl i w jedną formę, która będzie od początku do końca spójna? Mam nadzieję, że to nam się udało. Tym bardziej, że ta cała plastyka stworzona przez Darka Panasa absolutnie jest takim elementem, który też żyje, też gra.

I zaskakuje.

Zastosowaliśmy tutaj taki zabieg - żeby te historie utkwiły dzieciakom w głowach - że te wszystkie historie są połączone wyliczanką, która rośnie w ramach kolejnych historii. Piotr Osak, który też gra na scenie, jest kompozytorem tej całej wyliczanki i całej muzyki, tych wszystkich łączników, które się tutaj pojawiają. Więc będzie też nie tylko plastycznie, ale będzie muzycznie, będzie bardzo ruchowo. Myślę, że dużo udało nam się wypracować z takiego poczucia humoru również w obrazie - nie tylko w samym tekście, nie tylko w grze aktorskiej. Ale również w takich, może nazwijmy to gagach, sytuacjach zabawy formą, która też jest traktowana z przymrużeniem oka i daje powód do budowania uśmiechu u najmłodszego odbiorcy.

Każda z tych historii o skarpetkach jest trochę w innym klimacie.

Tak. Jest historia detektywistyczna, jest bardziej romantyczna. Jest historia morska, taką, którą państwo widzieli. jak pokazać te skarpety, ale żeby nie były to skarpety faktyczne.

To chyba duże wyzwanie dla aktorów...

Musieli je przede wszystkim ożywić. Ale też pojawiało się dzięki temu bardzo dużo nowych pomysłów, nowych skojarzeń, nowych zastosowań. I mamy generalnie tutaj dużo zabaw. Mamy skarpety, mamy wielkie majki, jakieś rajtuzy. Więc tutaj szukaliśmy też różnych form i sposobów na to, jak płaszcze, marynarki, kapelusze, skarpetki, majki można wykorzystać jako rekwizyty czy elementy do zabawy. Bo myślę, że historia skarpetek jest pretekstem do zabawy.

Nie łatwiej byłoby bawić się bardziej... człekokształtnymi lalkami? Iść do sklepu i...

Niekoniecznie trzeba kupować gotowe zabawki, bo warto szukać właśnie takich przedmiotów od nas, które będą podpowiadały inną historię, miały inne życie, inne skojarzenia i będą dawały właśnie pretekst do czytania, do opowieści, do jakiegoś szukania, wymyślania własnej zabawy. I to jest też podpowiedź i dla rodziców, i dla dzieci, że bardzo wiele form wokół nas jest niewykorzystanych. One przecież mogą służyć do zabawy na tysiąc sposobów.

Co było najtrudniejsze w pracy nad tym spektaklem dla pana jako reżysera?

Pierwszym takim wyzwaniem było, żeby robiąc bajkę o skarpetach, czy spektakl o skarpetach, uciec od tych skarpet i nie robić teatru terapeutycznego, który jest fajny w małej formie, ale tutaj - przy nie tak największej, ale jednak dużej scenie i dużej widowni... Chcieliśmy sobie znaleźć trochę inną formę. Chodziło o to, żeby pobawić się takimi skojarzeniami np. jak zrobić skarpetę z aktora. Albo jak zrobić taką formę, która będzie kojarzona ze skarpetą, ale która będzie animowana przez kilka osób.

W każdej z tych historii składających się na spektakl forma skarpety jest trochę inna.

Są formy lalkowe, są elementy kostiumu które są ze skarpetami, ale też w całej klasyce. Publiczność zobaczy, że ta skarpeta to jest klucz. Robimy obrót ze skarpet, robimy statki ze skarpet i robimy dużo różnych skojarzeń. To jest ten skarpeciany wirus.

Już zaczynam rozumieć, dlaczego na różnych grupach facebookowych ludzie zaczynają dzielić się skarpetami, więc może to o te skarpety będzie chodziło w przyszłości.

Tak, to są właśnie te skarpety do dzielenia, do budowania historii. I mamy też nadzieję, że nasi widzowie po wizycie w Teatrze Pinokio, inaczej będą patrzeć otwierając szufladę ze skarpetami czy wyciągając je z pralki. To będzie straszne przeżycie zakładać je na nogi.

Myślę, że też będzie to pretekst do podejmowania przygód...

Bo to też jest jeden z naszych celów, żeby dzieciakom pokazać, że skoro skarpetom się udało przeżyć ciekawe przygody, to wystarczy chcieć i te przygody same się znajdują. Ale trzeba je chcieć przeżyć.

Książkę czytają również dorośli, bo czytają ją swoim dzieciom, ale robią to też dla siebie. Czy również osoba dorosła wyjdzie z teatru z taką inspiracją?

Myślę, że jest tu troszeczkę smaczków, które są potraktowane z przymrużeniem oka, ale zostały skierowane do widzów dorosłych. Traktujemy ten cały spektakl jako widowisko familijne, gdzie i dorośli będą mogli skonfrontować się z pewnymi sprawami a dzieciaki nie będą czasami rozumiały, dlaczego mama albo tata się śmieje.

Czy skojarzenia realizatorów, te plastyczne, proponowane działania sceniczne i te historie, które przemycają szukając pewnego symbolu, pewnych figur na scenie, czy ten język będzie takim kluczem dla widzów do zrozumienia spektaklu?

Dorośli bardziej rozumowo podchodzą do tego, co widzą. Analizują. Ale dzieci traktują to, co widzą instynktownie, więc jest szansa, że rzeczywiście to będzie spektakl z dużym potencjałem również po stronie widzów. I na pewno jest w nim taki element, który jest dla mnie ważny w sprawie spektakli dla młodych i dorosłych widzów, taki bagaż dobrych emocji, dobrych wrażeń. My mamy nadzieję, że nasi widzowie nie będą mogli usiedzieć na miejscach.

Czekamy zatem na pierwsze spektakle. Życzę sukcesu.

Dziękuję.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Kobieta w teatrze - Rozmowa z Marią Gładkowską, aktorką teatralną, filmową i telewizyjną.

Z panią Marią Gładkowską spotykam się pomieszczeniach biurowych Teatru Nowego w Łodzi przed próbą spektaklu „Testament Szekspira” w reż. Mar...